Powrót do domu

Powrót do domu

28 luty 2015, sobota

Wylądowaliśmy w Mumbaju na Chhetrapati 26 lutego wcześnie rano. Niesamowite było dla nas, że mogliśmy zdjąć z siebie wszystkie nasze grube ciuchy, w które byliśmy ubrani… siedząc na lotnisku ciągle opatuleni w nasze kurtki i bluzy nie mogliśmy jednak uwierzyć w nasze szczęście…

Wsiedliśmy do samolotu 25 lutego – w dzień urodzin Katii.  Trzy miesiące wcześniej, gdy zapytałam ją o urodzinowy prezent, odpowiedziała mi  –  „chcę lecieć samolotem”!  Tak więc życzenia czasami spełniają się bardzo szybko…

Gdy słońce wstało, byliśmy już w drodze taksówką przez miasto na Colabę – ostatni zaułek Mumbaju przed wodami oceanu.  Podróż była długa.  Jadąc poprzez zakurzone miasto, widząc po raz pierwszy przerażające ilości śmieci, mijając slumsy i drapacze chmur rozglądaliśmy się lekko zszokowani.

Poranne piwko i frytki i już byliśmy gotowi szukać sobie zakwaterowania. Po króciutkiej drzemce poszliśmy eksplorować Indie…

Pierwsze nasze wrażenie – India jest bardzo słodka i bardzo ostra w smaku:  kupowany na ulicy sok z trzciny cukrowej… obiadki w muzułmańskich restauracjach …

A nawet jeżeli powiedzieliśmy kelnerom – “not spicy please” – oni i tak podawali nam ostre, ponieważ potrawa w ogóle bez ostrych przypraw jest według Indusów mdła w smaku.

Spacerując po ulicach zasiedlonych dzień i noc przez krowy, pośród egzotycznych owoców, sklepów pełnych różnorodności, tajemniczych twarzy żujących betel oraz zapachu przypraw i kadzideł uświadomiłam sobie – India jest moim krajem.  To moje miejsce.

Stwórca uczynił drobną pomyłkę umieszczając nas w Europie, ale skorygowaliśmy to.
 

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: