Sarasvati Festival

Sarasvati Festival

Dni Sarasvati trwały u nas – w Santiniketan – od poniedziałku do…

teoretycznie do środy (30 stycznia – pierwszy luty).

Ale że Indusi lubią świętować – imprezy przedłużały się o kolejny tydzień. Wystarczyło postawić głośniki oraz kolorowy błyszczący posąg tej, która pobłogosławi balety, oraz skonstruować maleńką budkę gdzie odprawiano pudżę dla pożywienia Sarasvati… i do przodu!

India i Bengal mają szeroki panteon ideałów o różnych twarzach – jak opowiada nam zaprzyjaźniony sąsiad, Subhojit Ghosh – jakkolwiek Sarasvati zajmuje w ich sercach jedno z czołowych miejsc. Jest ona opiekunką mądrości, nauki, muzyki. Do niej należy się zwracać z prośbami o nadejście weny twórczej, o powodzenie na egzaminie, o płynną wymowę przed zbliżającym się przemówieniem publicznym…

Przez pierwsze dni głównie słyszeliśmy dookoła imprezujących Indusów, a także widywaliśmy przewożone wieczorami posągi Saraswati z zakrytą głową. W środę odwiedziliśmy o 1 po południu maleńką budę, w której ustawiono ołtarz i zapalono kadzidła, po czym pokierowano nas do willi sąsiadów do wspólnej konsumpcji lunchu. Podano nam sabji rice czyli warzywa na ostro z żółtym ryżem. A także owoce, z czego maluchy były zadowolone najbardziej. Po lunchu podziękowaliśmy ładnie i poszliśmy eksplorować Santiniketan.

W porze między pierwszą a czwartą po południu obowiązuje sjesta, chociaż wcale nie jest gorąco o tej porze roku. Jednak co tradycja to tradycja…

Zasiedliśmy na naszym ulubionym Ratanpally w kafejce przy herbatce i przysłuchiwaliśmy się podśpiewującym Indusom. Mieliśmy na celu rozpoznanie oferty kurierskiej w Bolpur, jako że Indian Post nie oferowała nam satysfakcjonującej nas usługi. O godzinie piątej więc punkt wybraliśmy się do siedziby DTDC na Auroshree Market… tutaj info o DTDC w Santiniketan
Wracając do domu zasłyszeliśmy to tu to tam trwające huczne imprezy. Mając na celu jednak naszą rodzimą sąsiedzką imprezę na Goalpara pojechaliśmy rikshą w kierunku domu i… nie żałowaliśmy.

Śpiewała niesamowitym głosem dziewczyna o imieniu Chinar. Niestety wyciąganie długich sylab wymaga treningów… więc nie usłyszeliśmy jej śpiewu więcej tego dnia. Obiecała nam potem ekstra spotkanie. Dowiedzieliśmy się, że uczy się tradycyjnego śpiewania od pierwszej klasy… naprawdę było czego posłuchać!

Jako kolejny wystąpił szamański tercet z jednym niesamowitym starym druidem, jednym młodszym i jedną młodą dziewczyną pobrzdąkującą na tradycyjnym bengalskim instrumencie zwanym ektara. Impreza na scenie trwała do późnej nocy i jeszcze z naszego domu słyszeliśmy słodkie zawodzenie bengalskiego baula.

Następnego dnia po miejskich sprawunkach ponownie zajrzałyśmy z Mają na naszą sąsiedzką scenę. Scena była akurat w trakcie rozbiórki, a tańce odbywały się bezpośrednio na ulicy, w towarzystwie statuy kolorowej uśmiechniętej Sarasvati. Benzynowa maszyna zapewniająca napęd jednocześnie dla światła muzyki i transportu wkrótce ruszyła i Saraswati odjechała w kierunku miasta wraz z tańczącym pochodem świątecznym.
 

Sarasvati Festiwal – dzień patronki nauk i sztuki

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: