Agonda: nowa lokalizacja na Goa

Agonda: nowa lokalizacja na Goa

Przeprowadziliśmy się jakiś czas temu do Agondy.

To duża wioska położona przy samym brzegu morza, 10 km od Patnem, gdzie mieszkaliśmy wcześniej.

Miejsce doskonale pretenduje na tzw. Koniec Świata – dookoła leżą niewysokie wzgórza, plaże układają się w zakola oddzielone od siebie wybiegającymi w morze skalistymi cyplami. Wysokie palmy rosnące w dolinkach równają się wzrostem z pobliskimi wzgórzami, co tworzy niesamowity efekt. Do pełnego obrazu dodajmy pojawiające się niespodziewanie stado małp przemieszczających się między gałęziami jak ninja na dowolnej wysokości. Największe w okolicy miasteczko – Chaudi czyli Canacona – oddalone jest o przynajmniej pół godziny drogi skuterem.

Droga do Agondy jest długa, położone przy niej osady zatopione są w bujnej zieleni. Przy głównej drodze od czasu do czasu – na murowanych wiatach przystankowych i sklepach – tajemniczo pojawia się napis “Leopard Valley”.

Zamieszkaliśmy na piętrze ładnego portugalskiego domku właściwie już za Agondą. Marija jest przyjazną i rozmowną Goanką portugalskiego pochodzenia, dzięki niej poznaję wiele interesujących faktów z życia okolicy. Ma ona kota, psa, białą papużkę, dwie zabawne kaczki nasuwające na myśl spotkanie sąsiadek na rodzimym polskim osiedlu oraz trzech synów. Najmłodszy z nich porzucił dotychczasowe zabawy z kolegami by w każdej wolnej chwili przybiegać bawić się “w sklep” z naszymi maluchami.

Zadomowiwszy się w nowym miejscu i rozpoznawszy okolicę – gdzie kupić curd, warzywa, ryby, alkohol – zdecydowaliśmy wybrać się na tutejszą plażę.

W samej Agondzie znajduje się tutejsze turystyczne centrum – około dwa kilometry od nas – uliczka położona wzdłuż plaży bogata w supermarkety, sklepy alkoholowe, ajurwedyjskie, kafejki i guest housy a nawet ofertę plażowych chatek gotowych do zamieszkania. Mieszkając w takiej chatce, rano po obudzeniu się od razu wskakujesz do morza, plażowiczów jest więc tu sporo, mimo zaczynającego się dopiero sezonu.

My jednak zapragnęliśmy zapoznać się z najbliższą naszemu domowi “naszą własną plażą.” Wcześniej Maja z papą rozeznali położenie względem wybrzeża na Google Map i okazało się, że linia brzegowa na wysokości naszej lokalizacji odbija bardziej w głąb morza, a my jesteśmy odcięci od plaży zalesionymi wzgórzami. Zdecydowaliśmy pójść prosto przez wzgórza w kierunku brzegu “na skuśkę.”

Ścieżka w tym kierunku zaczynała się zaraz za domem i rychło niestety kończyła. Weszliśmy w pastwiska, po których nastąpiły chaszcze, my jednak wytrwale przedzieraliśmy się dalej przez zarośla eksplorując wyimaginowane ścieżynki. Dotarliśmy do rozrzuconych w lesie upraw papryki chilli z poustawianymi gdzieniegdzie szałasami. Uciekając od chwytających ubranie kolczastych roślin przemierzaliśmy kamienne zabory i rzeczne przeprawy. Maja prowadziła ekspedycję, za nią postępowała współprzewodnicząca Katia a potem 2 maluchy. Ja z zerwanym w chaszczach klapkiem ciągnęłam się za resztą. Ostatecznie – przebywszy wzgórza – dotarliśmy do szerokiej drogi, która doprowadziła nas na plażę.

Znaleźliśmy się w końcu w przepięknym miejscu z czysta piaskową plażą o nazwie Cola Beach, poprzecinaną skalistymi cyplami skał rzuconych gdzieniegdzie na brzegu. Plaża była po obu stronach zamknięta wzgórzami wychodzącymi w morze, co dawało niesamowite wrażenie odcięcia od reszty świata. Do morza wpadała rzeka biegnąca wzdłuż drogi, którą przyszliśmy. Po raz pierwszy zobaczyłam ujście rzeki bez tłustych czarnych osadów, jakie zwykle barwią piasek w takim miejscu – całkowicie czystą słodką wodę wpływającą do wód morskich.

Spędziliśmy kilka bajecznych godzin na tej plaży popijając piwko. Papa wraz z maluchami i Mają chlapali się w morzu, aż w końcu – znudzeni zapewne sielanką – przedsięwzięli operację ochlapania mnie wodą. Nie mając już wyjścia zanurzyłam się w morskiej fali i popłynęłam w głąb morza, oczywiście zaledwie kilka metrów. Żadnej wodnej straży nie ma w tej okolicy.

Uciekając przed zapadającym zmrokiem przekroczyliśmy rzekę u samego ujścia by wrócić do domu krótszą i bardziej cywilizowaną drogą. Cóż za wspaniałe wrażenie daje brodzenie w kryształowo czystej wodzie.

Wspięliśmy się pomiędzy turystycznymi domkami na samą górę skarpy, gdzie zaczynała się nasza droga powrotna do wsi.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: