Agonda: trzy tygodnie postu

Agonda: trzy tygodnie postu

Założyliśmy prozdrowotny post trzytygodniowy.

Podczas takiego postu ciało powoli oczyszcza się z toksyn i zaczątków przyszłych chorób. To także skuteczny sposób na wyleczenie się z większości przewlekłych, czy – jak to nazywa współczesna medycyna – “nieuleczalnych” dolegliwości. Przede wszystkim jednak – co jest dla większości z nas najbardziej motywujące – taki post mobilizuje rezerwy organizmu, tak zwane “zapasy buforowe” nagromadzone przez lata pod skórą. Oczywistym jest, że pierwszą do przebycia przeszkodą jest zestaw argumentów i rzekomych przeciwności, które nam nie pozwalają podjąć takiego wyzwania. Największą z tych przeciwności jest strach.

Program:
tydzień przygotowawczy
tydzień na płynach
tydzień na wodzie

Nie pisałam pamiętnika dzień po dniu, jak zrobił to mój mąż. Kto czyta pa russki może zagłębić się w radości i cierpienia głowy naszej rodziny. Kto zna angielski, tutaj może niedługo będzie mógł przeczytać postny post Mai.
Ja mam natomiast kilka podsumowujących refleksji dotyczących poszczenia.

Na wstępie zamierzam wam oznajmić, że wielka osoba induskiego społeczeństwa, niejaki Mahatma Gandhi kontynuował przez całe życie przekazaną mu przez matkę rodzinna tradycję regularnego poszczenia. Mogłoby się wydawać więc, że to w Indiach zwyczajne. Jednak w społeczności, w której żyjemy charakteryzującej się posiadaniem domów i dzieci ludzie jedzą codziennie niebotyczne ilości ryżu z najróżniejszymi przepysznymi sosami i nawet im na myśl nie przychodzi podążyć – w tym zakresie – za Mahatmą.

Tak więc, gdy oznajmiam, że nie jem, bo poszczę, mało kto mnie rozumie. Prawdopodobnie nikt nie dopuszcza takiego przypuszczenia, że białas, któremu serwuje się komfort życia i ekskluzywne potrawy może podążać taką ścieżką. Dopiero gdy przywołuję hasło “Mahatma Gandhi fasting…” następuje wielkie “ooo”… wtedy mogę liczyć na niższe ceny, jeżeli dialog wystąpił w sklepiku 😉

Post standardowo powinien zaczynać się od z góry określonego dnia, który ustalisz wcześniej – na przykład od poniedziałku, czy od niedzieli – zależnie od tego jak zaczyna się twój tydzień… albo od dowolnego innego dnia, który ustalisz jako stały. Może to być regularny post zaczynający się po niedzielnym obiedzie u rodziców lub przyjaciół… łatwo zacząć 🙂 Trzeba jednak pamiętać o jego kontynuacji w poniedziałek rano i oczywiście w kolejne dni.

Warto mieć grupę przyjaciół, którzy wraz z tobą postępują tą ścieżką i utrzymują mniej więcej te same reguły. Możecie wymieniać się wrażeniami, pomysłami i komunikować swoje osiągnięcia i porażki. Wyznanie typu “skusiłem się na jedno piwko”, albo “skosztowałem śniadania mojego syna” powinno być jak rozgrzeszenie i błogosławieństwo na dalszą drogę w tej przygodzie. Nie powinna to być w żadnym wypadku “grupa wsparcia” osłabiająca kogokolwiek, ale wręcz odwrotnie!

Tak więc zaczynamy w poniedziałek rano i jesteśmy dalecy od ulegania jakimkolwiek impulsom nakazującym prowadzić rękę na linii talerz – jama ustna.

Skoro już udało nam się ustalić swoja niezłomną pozycję w tym trudnym pierwszym dniu, miło jest uświadomić sobie, że pierwszego tygodnia można nam spożywać WSZYSTKO co jest płynne, także jogurt lub mleko z dodatkami (miód, przyprawy) oraz gotowane wywary z warzyw. Gęsty jogurt z kardamonem, gorczycą, miętą i jaggery ustaliliśmy sobie – jako jedyny posiłek w ciągu dnia – zjadać wieczorem, chociaż właściwie Ayurveda zaleca spożywać główny posiłek w ciągu dnia pomiędzy 11 a 14 po południu.

Ponadto pierwszego, ewentualnie drugiego dnia, dla spokojnego wdrożenia się w – nowy dla wielu w naszym społeczeństwie – sposób życia polegający na zwracaniu uwagi na swoje działania, myśli, impulsy, w tym także to co kierujemy do ust oraz jak postępujemy z tym co tam wsadziliśmy, zdecydowaliśmy dopuścić owoce i warzywa, spośród których upodobaliśmy sobie gotowany kalafior i świeże pomidory oraz arbuz i ananas. Ja osobiście od siebie dodałabym gotowany młody seler lub młodą natkę selera, liście pietruszki lub kolendry – wszystko zależy od tego co lubisz, oraz w jakim regionie świata mieszkasz.

Pierwszego tygodnia kluczowym jest pamiętać, że jemy nie po to, by wyciszyć burczenie brzucha ani nasze porywy ku lodówce, ale żeby spokojnie wdrożyć się w nowy, trzytygodniowy styl życia. Jeśli bywa trudno i przychodzą do nas wspomnienia niebiańskich smaków, możemy pocieszyć się, że już niewiele czasu nam zostało.

Rozpoczęliśmy więc pomidorami i ananasem. W pierwszych dniach ważne jest by pomóc jelitom pozbyć się zalegającego w nich ciężaru z wielu miesięcy lub lat. We wcześniejszych postach stosowaliśmy w tym celu ajurwedyjskie tabletki, jednak ostatnio znalazłam tu w Indii suszone zioło pod nazwą “Simhamukha”, czyli nasz rodzimy znany w Europie senes. Odpowiednio przyrządzony był całkiem smaczny, a wypity wieczorem dawał szanse przespania najtrudniejszych chwil przesuwania zaschniętych treści jelitowych.

Jeżeli przejść pierwsze dni porywów, które przy kolejnych postach są coraz słabsze, potem jest już łatwo. W ciągu pierwszego tygodnia stwierdzamy, że to jest życie – jemy smaczne rzeczy, a głowa robi się lżejsza.
Budzę się rano łatwiej, kręgosłup nie boli, bo nie leży na nim nadmierny ciężar przez kilka godzin w nocy. W ciągu dnia lżej się chodzi, kolana i łydki nie bolą. Tak, już pierwsze dni postu przynoszą taką ulgę!

Zauważam, że pojawia się mniej myśli, wewnętrzna mowa ciut zwalnia. Gotując mleko lub fasolkę wchodzę do kuchni na moment przed przypaleniem/ wykipieniem i wszystkie inne rzeczy też jakby łatwiej ze mną współpracują. Rankiem płynnie wykonuję wszystkie zadania – śniadanie dzieciom, umycie ząbków, ubranie maluchów, pranie i naczynia – wszystko idzie łatwo. Dzień niespodziewanie wydłuża się i wszystko udaje się zrobić. Chyba pokonałam lenistwo i dzięki temu nie ma zabójczego zastanawiania się nad tym czy wstać teraz czy za chwilkę… 😀

Drugiego tygodnia już absolutnie nie jemy żadnych warzyw ani owoców. Kto lubi soki, a nie ma sokowirówki, może użyć własnych zębów dla ekstrakcji soku, proszę bardzo. Ważne jest jednak by nie połykać pokarmów stałych. Tym samym można było drugiego tygodnia złapać któreś z nas na medytacji nad kubłem z resztkami – zbieramy dla świnek na wieczór – polegającej na dokładnym przeżuciu i wypluciu stałej strawy. Dobrą opcją w drugim tygodniu jest też całkowite odrzucenie procesu żucia.

To był wciąż czas lekkości. Niezwykle wzmacniające jest to, że wciąż można spożywać miód i jaggery – wieczorkiem zjadamy nasz codzienny curd na słodko.

Nasz wieczorny posiłek pewnego dnia – pod koniec drugiego tygodnia – przyczynił się do najgorszego momentu w całym moim poście. Miska curdu okazała się zbyt wielka w porównaniu do mojego zmniejszającego się żołądka. Doznałam straszliwego przeciążenia – jak przy ostatnim miesiącu czwartej ciąży – tyle że jeden obszar wyżej, znaczy się w żołądku.

Poniedziałek rano przywitał nas wzajemnym oznajmieniem sobie, że już tylko woda. Dla animuszu dodajemy tam trochę smaków: świeżą miętę, kardamon, cynamon, goździk , imbir i limonkę.

Po południu zaczęło być ciężko, głowa boli diabelnie, pojawiają się zawroty, niektórym leje się z nosa. Niespodziewanie i bez przyczyny wypływają emocje takie jak złość i zrezygnowanie. Drugiego dnia przychodzi osłabienie i bywa, że potrzebny jest jakiś zewnętrzny impuls by zmobilizować się do wykonania codziennych obowiązków. Mi momentami pomogła siła emocji – haha! – chłopak sąsiadki bil moje dziewczynki, więc pobiegłam na dół zrobić porządek. Do stania przy kuchni mobilizuje mnie radość z gotowania nowych rzeczy wraz z nadzieją, że maluchom spodoba się mój kolejny eksperyment. No pranie to już trzeba zrobić i kropka. Organizm musiał przestawić się z konsumpcji zawartości jelit na konsumpcję nagromadzonego tłuszczu.

Począwszy od trzeciego dnia można – dla celu wyższego – zwolnić i odpuścić wykonywanie wielu rzeczy, a robić tylko to, do czego nas pcha absolutna konieczność lub nasze emocje. Ktoś lubi pisać, ktoś sprzątać – to prawdziwy czas dla siebie, który pozwala głębiej wejść w to, co lubimy robić.

Faktem jest, że gotując muszę czasem skosztować efektu, chociażby polizać łyżkę. Taki liz ostrego sosu z indyjskimi przyprawami to niewielki kop wzmacniający, czuję wdzięczność dla Niebios 🙂 Mąż mój jednak uświadomił mi, że dopuszczając się tego lizu przestawiam organizm z powrotem na jedzenie i przypomina on sobie o różnych konsumpcyjnych opcjach. Spalanie tłuszczu z zapasów buforowych ciała przerywa się i rozpoczyna się znowu burczenie brzucha.

Nasz post zamierzaliśmy kontynuować do końca 21 dnia, czyli niedzieli wieczór. Według planu wieczorem mieliśmy nacieszyć się powrotem curdu na słodko. Mąż mój nalegał, by – zgodnie z naszą wcześniejszą rodzinną tradycją, kiedy to robiliśmy podobne posty na wodzie bez wstępnego planu – urządzić ostatniego dnia wspaniałą ucztę… My jednak nie zgadzałyśmy się i w planach pozostał wieczorny curd.

Tradycji ostatecznie jednak stało się zadość, gdyż – ku memu zaskoczeniu – okazało się, że goańska katolicka społeczność świętuje właśnie jakiś przednówek Bożego Narodzenia i jesteśmy zaproszeni na lunch.

Goański lunch to nie obiad u dziadków, gdzie menu znasz na pamięć i wielką stratą jest tam się nie stawić. Poza tym nie było mowy, by odpuścić maluchom taką degustację, a my poszliśmy za nimi. Tak więc zakończenie postu miało wyborny smak rekina w sosie pomidorowym, smażonej rybki, kurczaka w ostrym sosie oraz przepysznego papaja curry.

Zasadniczo kończyć post należy delikatnie, gdyż przepełnienie skurczonego żołądka treściami wywoła przykre dolegliwości. Ponadto samo zjedzenie czegokolwiek w nawet małych ilościach może wywołać – po pierwszej euforii – senność i ociężałość. Najlepszy posiłek na koniec postu to sam smak lub mała miseczka ulubionego produktu. Powinno być to coś prostego, tak jak na przykład jedno warzywo albo jogurt z miętą.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: