Kathmandu: urodziny Anki i malowanie jaj

Kathmandu: urodziny Anki i malowanie jaj

Już na miesiąc wcześniej Katia zapowiedziała, że chce malować jajka.

Ponieważ razem z Wielkanocą u nas wypadły urodziny mojej najmłodszej członkini brygady, byliśmy zajęci głównie kupowaniem prezentów i jaja poszły w zapomnienie.

Prezent – zgodnie z urodzinowym trybem, który wymyśliłyśmy ostatnio – to magiczne pudełko oklejone błyszczącą folią, pełne drobnych niespodzianek. Katia udostępniła nam swoje pudełko, które miała na urodziny miesiąc wcześniej, a więc żmudne oklejanie mieliśmy z głowy, wymagało ono tylko kilku poprawek.

Zrobiłyśmy natomiast rundkę po osiedlu w celu rozeznania się w cenach torcików. Ostatecznie i tak najlepszą ofertę ofertę miała cukiernia obok nas – wracaliśmy do nich kilkakrotnie porównując i przeliczając, a oni cierpliwie przedstawiali swoje opcje. Tu zobacz standardową ofertę tortu  na zamówienie.

Rano Anka rozpakowała swoje prezenty i dziewczyny zajęły się zabawą. Dla umysłu artystycznego – jak Nadia – przyjemne jest zagłębić się w kolorowanie. Nie wymaga to wysiłku kreatywności, a jak miło ujrzeć świat pokolorowany własnymi rękami… oto na przykład w domu pojawia się nagle… żyrafa!

 

 

Anna jednak aktywnie przekonywała swoja nauczycielkę, starszą siostrę Majkę, że zabawa z plastikowym telefonikiem jest lepsza od malowania. Spodobało się jej też nadmuchiwanie balona i puszczenie go, by latał jak szalony.

 

 

Katię pochłonęło malowanie jajek, a za nią poszła cała rodzina w szale weny twórczej. Rodzinny warsztat pracy pogrążony w ciszy i artystycznym skupieniu… bezcenne! Katia szczęśliwa realizacją swych artystycznych wizji poleciała ofiarować najpiękniejszą pisankę młodszej sąsiadce Kushi. Potem skonstruowała z papieru mały biały koszyczek, włożyła tam cztery pisanki i razem z Mają oraz Anką jubilatką poszliśmy życzyć Lamie Wesołego Alleluja.

 

Torcik ostatecznie wzięliśmy mały klasyczny czekoladowy. Odebraliśmy następnego dnia o czwartej. Przystrój nie był obfity – skromny acz elegancki – i standardowe “Happy Birthday Anna” w cenie.

Przy konsumpcji podsumowaliśmy, że polska produkcja cukiernicza nie umywa się do tutejszej. Oni po prostu starają się. Polski tort z cukierni ma suchy biszkopt przełożony masłem z dodatkiem cukierniczych proszków. Ten jest zrobiony tak, jak robiłam w domu – biszkopt nasączony czymś (nie wyczułam co leją, ale poncz raczej był bez alkoholu) i przełożony delikatnym kremem. Polewa czekoladowa idealna. Ogólnie rekomenduję.

 

Zaśpiewaliśmy Ance 100 lat, a potem Maja z maluchami poszły częstować małą Kushi i jej mamę Kumari. Ona zaprosiła ich do siebie i obdarowała Ankę pieniędzmi w kwocie 110 rs.

To bardzo powszechne w Nepalu ofiarować komuś pieniądze. Tutejszy lud charakteryzuje się tym, że życząc komuś wszystkiego najlepszego, naprawdę życzy się – w głębi swego serca – tego, co najlepsze. A dzieciom daje się w prezencie to, co rzeczywiście one by dostać chciały… czyli pieniążki.

Kwota pozwoliła na zakupienie sporej ilości tzw. słodkich niespodzianek, tak więc maluchy przy sklepie stały długo i wróciły każdy ciesząc się tym co chciał, ze skarbami typu cukierki z naklejkami, samochodziki z cukierkami i lizaki z laserami. W jednym z zestawów był nawet kolorowy anyż, a więc maluchy zrzuciły mi trzy pakieciki do pogryzania przy pracy na komputerze… A zazwyczaj kupujemy w trybie “to samo dla każdego”.

Potem jeszcze kontynuowałam przygotowanie obiadu na bazie jaj, które nam zostały z malowania. Zadośćuczyniłam wielkanocnej tradycji przygotowując ziemniaczki – zamiast ryżu – oraz “sos wielkanocny” bardziej już po tutejszemu, czyli z masur dal z jajkami, smażoną cebulką i przyprawami. Banalne polskie jedzenie po trzech latach wydaje nam się zbyt mdłe…

Subskrybuj mój kanał youtube – film poniżej.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: