Dhaka: menu na ulicy

Dhaka: menu na ulicy

Bangladesz jest krajem leżącym właściwie na błotach.

Doskonała komunikacja rzeczna pozwala komunikować się promem pomiędzy różnymi miastami. To zapewnia także różnorodność ryb. Jest ich tu mnóstwo rodzajów, a jeszcze więcej sposobów na ich przygotowanie. Dobra gospodyni codziennie przyrządza rybę na inny sposób.

Nie wnikając w gospodarstwa domowe możemy łatwo zobaczyć różnorodność rybnego menu w dowolnej przydrożnej czy też bardziej ekskluzywnej restauracji. Wszędzie wygląda to następująco; ryż, czasem dal (soczewica masoor, tu bardzo smacznie przyprawiana), czasem sabzi (warzywa z przyprawami rozgotowane do sosu), koniecznie pieczywo – czyli parotha, roti lub puri – oraz ryba lub owoce morza na tysiące sposobów.

Prócz tego przez cały dzień życie w ruchliwym punkcie miasta, czy życie osiedla muzułmanów – wszystko jedno, chętni na przysmaki są wszędzie – ma szeroką ofertę przekąsek.

I tak mamy spośród ofert sprzedawanych z wózka na ulicy, lub z miski niesionej na głowie:

Jhol mouri, czyli ryż dmuchany z sokiem. Do dmuchanego ryżu (mouri) gość sypie posiekane warzywa – cebula, kapusta, ogórek – dodaje multum przypraw, podlewa sokiem (czyli jhol) i miesza, miesza, miesza. Ostre, lekko kwaśne (ten sok jest b. smaczny, taki delikatny ocet owocowy). Mała papierowa tutka jhol mouri – 10 taka.

Fuchka – małe dmuchane puste w środku kulki faszerowane ziemniaczaną papką. W Bengalu i w Nepalu takie same kulki nazywają się pani puri. Tu popularne są także bhel puri, czyli trochę większe a spłaszczone nieco kulki, które smarują tą papką zamiast je faszerować. Papka ziemniaczana jest – według życzenia klienta – na bieżąco uzupełniana siekaną cebulką, zieloną chilli, suszonymi przyprawami (będzie ostrzej, ale warto). W Nepalu taki talerzyk podlewa się kwaśnym sosem, tu zaś sos jest o wiele delikatniejszy i dostajesz go do maleńkiego kubeczka w zestawie z łyżeczką, by sobie swoje kulki podlewać albo je w sosie maczać. Zestaw za 10 taka to około 6 kulek, sosu dostajesz dolewkę wedle życzenia.


Bhel puri

Kabuli – czyli ugotowany bengal gram, fasola znana w Polsce jako ciecierzyca, tu konkretnie jej ciemnobrązowa odmiana. Tu czytaj o kabuli i innych rodzajach indyjskich strączkowych. Ugotowana z przyprawami, do tego domieszka siekanego ogórka, przypraw i soku tego co powyżej. Mała tutka – 10 taka.

Curd – przez cały dzień, a przede wszystkim rano swój moment ma słodki jogurt o konsystencji śmietanki kremówki sprzedawany w glinianych miskach. Często podają go z owocami. W tym samym miejscu po południu wzrasta sprzedaż mlecznych słodyczy, z których najpopularniejsze są – znane też u sąsiadów – Rasgula, aromatyczne i diabelnie słodkie serowe kulki. Tu znajdziesz mój przepis na rasmalai i rasgula.

Wieczorem – około piątej – nadchodzi czas najważniejszego posiłku w ciągu dnia. Wtedy pojawiają się stojące na wózkach wielkie kotły z wołowinką. Sos mięsny serwuje się w misce po 20 lub więcej taka i do takiej porcji wsypuje się siekany ogórek. Czasem dodają także świeżej cebulki i chilli, jednak nie wszędzie, bo ten sos już jest bardzo ostry. To spożywa się z dowolnym pieczywem, najczęściej świeżymi roti.

Anda fry czyli smażone jaja – bardzo popularna przekąska skopiowana od Amerykanów. Smażone jajko wkładają w hamburgerową bułkę i potem tą bułkę jeszcze obsmażają. Do bułki dochodzi miks chilli, cebulka, ketchup.

Chitti Pitha – kucharz ustawia sobie na ulicy dwa lub trzy kominki i na żeliwnych wokach piecze niewielkie krążki tych pitha. Kształtem i smakiem przypominają nieco indyjskie idli – gotowane na parze bułeczki z moczonego, mielonego i fermentowanego ryżu popularne w porze śniadaniowej.

Ci sami kucharze pieką w podobny sposób nieco większe chapti pitha, które z kolei przypominają nieco indyjską dosa, również serwowaną w Indiach na śniadanie. Ciasto na chapti pitha jest jednak nieco inne – to miks mąki ryżowej i pszennej, siekanej świeżej chilli oraz przypraw.


Chitti pitha, chapti pitha

O ile indyjskie idli i dosa – tu znajdziesz przepis na indyjskie idli i dosa – spożywa się rano z sambarem i kokosowym chutneyem, o tyle bangladeskie chapti i chitti pitha są popularne raczej wieczorem i do nich serwuje się mnóstwo różnych sosów. Nie powstrzymam się od wzmiankowania o ich rodzajach ze względu na specyfikę tutejszej kuchni. I tak:

– sorissa, czyli gorczyca – jeżeli lubisz musztardę, a nie odwiedziłeś Bangladeszu, to zapewniam cię, że nic o tym sosie nie wiesz; syntetyczny produkt ze słoika mniej lub bardziej ostry ma się nijak do prawdziwego produktu z nasion gorczycy. Jest on sprzedawany na targu w butelkach pod nazwą kasunda/ kasondi.

dhuniya batha– zielony sos z popularnych w całej Azji Południowej listków dhonia, czyli kolendry (podobnej z wyglądu do natki pietruszki). Doskonale chłodzi i łagodzi ostre smaki… jeżeli skosztowałeś mustard, dodaj dhuniya.

chaphar batha, czyli sos rybny, czy raczej wiele jego rodzajów… a także wiele innych sosów, do których opis – w języku bangla – robi pani na filmie poniżej.


Kasondi, czyli sos musztardowy sprzedawany na targu

To tylko niektóre dania z ulicznego menu – te, których próbowałam osobiście. Kuchnia bengalska jest niezwykle bogata i czasami mocno różni się od indyjskiej.  Znawców – czy nawet tylko smakoszy – proszę o uzupełnienia mojego opisu w komentarzach.

Na ulicy sprzedaje się też wiele rodzajów owoców pokrojonych do konsumpcji i posypanych miksem ostrych przypraw z glutaminianem sodu. Więcej o owocach w Bangladeszu w osobnym poście.

Wszędzie bije na głowę swą popularnością sok z trzciny cukrowej (10 taka za szklankę) – bezkonkurencyjny produkt pobudzający i odżywczy, który doskonale może w ogóle zastąpić konsumpcję w tym klimacie… Same patyki z trzciny cukrowej – zwane gendari – również powszechnie żuje się na ulicy.

Podobnie można napić się limonki, ta jednak jest doprawiana solą, cukrem i mieszanką przypraw z zawartością jeera (kumin indyjski) lub popularnego tu bardzo glutaminianu sodu, choć możesz oczywiście poprosić o czystą. Woda do picia (czysta, pitna) dostępna jest w wielu miejscach za darmo. Ludzie podchodzą i bez słowa (w Azji nie robi się niepotrzebnych konwenansów grzecznościowych) nalewają sobie do załączonego przy butli z woda kubka. Piją bez dotykania ustami brzegu kubka, wszyscy z jednego; higiena zachowana.

My się musieliśmy tego uczyć rejestrując zaskoczonych czy zniesmaczonych lokalsów obserwujących jak się oblewamy.

Subskrybuj mój kanał youtube – filmy poniżej.

Chitti pitha i chapti pitha serwowane na ulicy

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: