Indie: wizyta u fryzjera

Indie: wizyta u fryzjera

Tomek Dembczyński: Raport z wizyty u fryzjera w Indiach, Goa

Dzisiaj rano byłem u fryzjera. Ale jazda. Budka niczym nie różniła się od starego przystanku autobusowego, a w środku było wielkie lustro, fotel i gościu. Po tradycyjnej wymianie zdań, czyli on: -„bul bul bul bol bol bul-, a ja: – Ok- usiadłem na fotelu.

Facet wpierw włączył bollywoodzką muzę na maxa, odpalił maszynkę i….. zaczęło się. Samo strzyżenie trwało krótko i konkretnie i niezbyt różniło się od strzyżenia barana, ale wiadomo „ z pustego to i Salomon nie naleje”. Za to potem, był szał.

Zaczęło się od masażu głowy. Jestem przekonany, ze facet mógłby miażdżyć orzechy w dwóch palcach. Tak mi wytarmosił łepetynę tymi stalowymi palcami, że myślałem, iż mnie oskalpuje żywcem. Nie miałem pojęcia, że włosy tak mocno trzymają się głowy.

Następnie zabrał się za kark, ramiona i ręce. Trzy razy powyrywał mi wszystkie palce, natrzaskał po plecach, pogilgotał po boczkach, a na koniec zgiął w pół i tak parę razy rąbnął po karku, że mało nie wyplułem migdałków. Teraz mnie odchylił z fotelem do tyłu, założył jakąś opaskę na czoło i dobrał się do twarzy.

Ja nie wiedziałem, że mam tyle mięśni na mordzie! Wyżył się na wszystkich. Wymasował mi nawet gałki oczne, wciskając je do środka czaszki. Następnie założył na rękę transformator z jakimś mimośrodowym ciężarem i podłączył do 230 v. Teraz dopiero odjechałem. Masował mi łepetynę tym ustrojstwem, a orzeszek mózgu latał mi w środku czaszki jak piłeczka ping-pongowa. Finał był jak przyłożył mi owe 50 herców do uszu, po prostu zobaczyłem gwiazdy, łącznie z Betlejemską.

W tym stanie, na kolejne zapytanie „ bul bul bul bol ?” głowa sama mi drgnęła na tak i zaczął się maseczko-piling twarzy. Spryskał mnie różnymi płynami, nałożył jakiś krem z piaskiem kwarcowym i przez kolejne kilkanaście minut systematycznie pozbawił mnie skóry na całej twarzy. Jak już kości błyszczały białością, popryskał je, według mnie, rozpuszczalnikiem i włączył wentylator. No, w środku zawyłem tak, że Tarzan byłby ze mnie dumny.

Końcówki zabiegów dokładnie nie pamiętam, bo po wcześniejszym lasowaniu mózgu musiał mi się system zrestartować. Zareagowałem na „ bul bul bul finish” i podjąłem, nie udaną zresztą, próbę samodzielnego zejścia z fotela.

Całość trwała 1,5 godziny. Po wyjściu z „lokalu” nogi mi się trzęsły jak galareta i kompletnie nie wiedziałem w którą stronę jest do domu. Przypominam, że byłem u fryzjera.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: