Ramayana: jak Rama znalazł się na wygnaniu

Ramayana: jak Rama znalazł się na wygnaniu

RAMAYANY” treści ciąg dalszy

Po tym jak dotarłam do wyciętego – dzięki zręczności nieznanego mi czytelnika pewnej biblioteki publicznej – fragmentu eposu i NIE dowiedziałam się w jaki sposób książę Rama wielbiony przez wszystkich poddanych znalazł się na wygnaniu… cytuję poniżej ten oto wybrakowany, a kluczowy dla mnie element epopei.

…Zręczna służka sączyła dalej jad w serce młodszej królowej.

Rozpieszczana przez króla Kajkeji nie była złą kobietą, ale przecież nawet dobre kobiety zazwyczaj kochają swoich jedynaków bardziej, niż pasierbów. Nie mogła znieść myśli, że jej syn będzie tylko „zwykłym księciem”, a nie następcą tronu. Manthara więc łatwo przekonała ją, że gdy tylko Rama zostanie ogłoszony królem i zacznie panować, to niechybnie usunie młodszych braci z dworu. A może się zdarzyć, że wyśle ich na jakąś niebezpieczną misję, aby stracili życie i nigdy już nie byli w przyszłości dla niego zagrożeniem. Przypomniała zręcznie i w porę swej pani, iż król swego czasu obiecał jej spełnić dwa życzenia, jakie by one nie były. A przecież monarcha jest człowiekiem prawym i zawsze dotrzymuje swego słowa. Niech więc Kajkeji żąda, aby to jej syn Bharata został koronowany na przyszłego króla, a Rama powinien się usunąć z dworu. Najlepiej byłoby, aby udał się na czternastoletnią pielgrzymkę do lasów, z dala od rodzinnego kraju. Manthara argumentowała, że obawia się o życie Bharaty i Kajkeji, gdy tylko zacznie rządzić młody, ambitny władca. Nie trwało długo, aby przekonać królową.

Realizacja spisku

Po zakończeniu rady królewskiej król Dasharatha, wydawszy polecenia dotyczące koronacji Ramy, udał się na spoczynek do apartamentów swej ulubionej małżonki, by podzielić się z nią radosnymi nowinami. Rezydencja królowej Kajkeji mieściła się w przepięknym pałacu otoczonym ogrodem pełnym drzew, kwiatów i sadzawek. Mieszkały tam swobodnie pawie, kuliki i łabędzie, a ich głosy zlewały się z rozbrzmiewającą wokół muzyką instrumentów. Tu i ówdzie stały w ogrodzie ławeczki ze złota, srebra i kości słoniowej.

Dasharatha nie zastał jednak tu swej ukochanej żony. Zdziwił się i zastanawiał, gdzie też ona mogła się udać? Odźwierna poinformowała go, iż królowa przebywa w innej komnacie. Widok ukochanej małżonki, leżącej jakby w objęciach śmierci, na gołej podłodze, z potarganymi włosami i szatami w nieładzie, zapłakanej, z rozmytymi barwiczkami twarzy, lecz nadal pięknej niby bogini lub nimfa niebiańska, zatrwożył i przejął Dasharathę bolesnym smutkiem.

„Co się stało?” – spytał z miłością, siadając koło Kajkeji i głaszcząc ją czule. – „Co jest przyczyną twojego gniewu? Czy kto w pałacu ci uchybił? Czemu leżysz na podłodze i rozpaczasz? Wszak zadajesz mi cierpienie! Czy jesteś chora? Zawołam doktorów, najlepsi w mojej służbie są do twojej dyspozycji. Powiedz, co mam robić? Czy mam kogoś wynagrodzić albo ukarać? Czy mam ofiarować bogactwo jakiemuś biedakowi i wywłaszczyć bogatego? Nie płacz, ukochana! Nie odmówię ci niczego. Powiedz, co ci leży na sercu! Wiesz przecież, jak gorąco cię miłuję. Przysięgam, że uczynię wszystko, czego zapragniesz.”

Kajkeji przestała płakać i natychmiast zgłosiła swoje żądania, obmyślone wspólnie z intrygantką. Król popadł w straszliwą rozterkę. Żądanie podstępnej Kajkeji uderzyło króla jak grom. Królem ma zostać jej syn, a Rama musi na czternaście lat opuścić pałac.

Spętany danym słowem nie mógł go cofnąć. Poczuł się jak zwierzę schwytane w pułapkę. Złamanie raz danego słowa to najcięższy grzech przeciw dharmie, nie tylko króla czy zwykłego rycerza, ale każdego szlachetnego człowieka. Król nie mógł więc cofnąć danego przyrzeczenia i dlatego prosił, wręcz błagał swą ulubienicę, aby zmieniła zdanie. Oto, jak poeta Kamban w swej Ramayanie opisuje królewski ból, jego położenie i prośbę, z jaką zwrócił się do podstępnej królowej:

„Jeślibyś mych dwojga zażądała oczu,
oddałbym je chętnie, a nawet radośnie;
gdybyś życie me chciała wziąć,
nie miałbym chwili wahania ni żalu.
O, niewiasto, ongiś ukochana, królowo,
co z tak świetnego pochodzisz rodu,
jeśli już koniecznie chcesz – bierz koronę
i niepodzielne rządy i władzy rozkosze,
lecz twej drugiej nie powtarzaj chęci.
Słowa danego nie jestem mocen cofnąć,
Ale… nawet demon okrutny zmiękłby
na prośbę tak gorącą, jaką ja teraz do ciebie zanoszę;
O! nie rań mnie więcej,
na tortury nie wydawaj serca!”

Nieczuła na błagania swego króla i męża wyrachowana kobieta nastawała na spełnienie danej przez niego nieopatrznie obietnicy:

„Możesz me życzenie spełnić albo odrzucić,
to twoja rzecz. Możesz Bharata królem obwołać,
a Ramę w puszczę, na święte posłać życie,
albo dane ongiś słowo nierycerskie złamać;
lecz ja nie cofnę mych życzeń,
raczej sobie życie odbiorę tu, u twoich nóg.”

Król, powtórnie usłyszawszy to nieludzkie żądanie
rzucił się jak strzałą ugodzony lew.
Krzyknął i załkał z samego serca dna
i suchymi woła do niej usty:
„Czy obłąkanie na cię zstąpiło,
czyś nagle przez złe opętana moce, o Kajkeji?”.

„Anim szalona, ani opętana” rzecze zimno,
wszakże życzenia mego nie zmienię,
a łamać dane słowo jest dharmy zaprzeczeniem”.

Dasharatha słuchał tego ze złamanym sercem. Był to dla niego cios, po którym już nigdy się nie podźwignął. Jednak król, który ma świecić całemu krajowi przykładem, nie może łamać danego słowa.

Przysięga króla

Dlaczego czcigodny król Dasharatha był zobowiązany przysięgą spełnienia dwóch życzeń swej ukochanej, najmłodszej małżonki Kajkeji?

Historia ta sięga czasów, gdy król był jeszcze młodym walecznym rycerzem, a Kajkeji dopiero co poślubioną mu żoną. W owym czasie Dasharatha wspólnie z bogami przystąpił do krucjaty przeciwko rakszasom. Wyruszył z niewielką armią i jak to w owych czasach bywało, towarzyszyła mu ukochana żona Kajkeji, jadąca pod palankinem na wielkim łagodnym słoniu.

Dzielny monarcha, gdy tylko zobaczył wyłaniającą się zza góry armię demonów, natarł na nią w wielkim pędzie. I już po chwili rozbił jej trzon. W czasie tego pędu uszkodzona została jednak oś królewskiego rydwanu i pojazd zwalniając, zaczął się niebezpiecznie przechylać. Gdyby nie szybka reakcja Kajkeji, wehikuł uderzyłby o ziemię. Podjechała ona w tym właśnie momencie, zeskoczyła szybko ze słonia i wsadziła palec w uszkodzoną oś. Straciła co prawda palec, ale oś była naprawiona! Król znów popędził na stabilnym rydwanie przeciwko wrogowi. Zanim odjechał, zdążył jeszcze krzyknąć do bohaterskiej małżonki: „Nigdy ci tego nie zapomnę! Spełnię w zamian każdą twoją prośbę!”

Wydawało się, że losy walki są przesądzone. Dasharatha walczył już tylko z niedobitkami rakszasiej armii. Jednak ponownie los jakby się od niego odwrócił. Jeden z wielkich demonów celną strzałą pozbawił życia królewskiego woźnicę. I znów rydwan był unieruchomiony, gdyż Dasharatha nie mógł zaprzestać miotania strzał w atakujących go demonów. Na dodatek stojąc, był łatwym celem i właśnie na nim skupiły się ataki pozostałych na placu boju wojowników rakszasów. Sytuacja była groźna. Na pomoc królowi ruszyli najwierniejsi z jego wojowników. Monarcha jednak, pędząc do boju, pozostawił daleko za sobą szyki swego wojska. I znów czujna Kajkeji pocwałowała na słoniu w kierunku męża. Gdy tylko dojechała do niego, kilkoma susami przeskoczyła na rydwan, chwyciła w silne ręce cugle rumaków i pędzący rydwan z Dasharathą siejącym celnymi strzałami znów pustoszył resztki rakszasiej armii. Bohaterski monarcha powiedział wtedy do ukochanej małżonki: „Teraz możesz żądać, abym spełnił dwie twoje prośby. Wiesz, że swego słowa nigdy nie cofam!”

Do tych przyrzeczeń i obietnic odwoływała się teraz ukochana żona króla.

Wyrok wygnania

Później Kajkeji kazała zawezwać Ramę, aby oznajmić mu ojcowską wolę, a był to rodzaj wyroku raczej niż życzenie. Rama przyszedł do niej radosny, szczęściem promieniejący. Wchodząc do sali przyjęć, pochylił się z szacunkiem do stóp Kajkeji, gdyż witał tę, którą zawsze czcił jak własną matkę. Królowa zbliżyła się do niego jak wysłannik Jamy i z kamiennym sercem, nie zważając na szczerość i serdeczność Ramy, wypowiedziała słowa raniące jak miecze:

„Mam ci przekazać ważną decyzję. Wolą ojca jest by cały kraj i wszyscy nasi poddani uznali, iż Bharata, twój brat, został następcą tronu. Ty zaś abyś przywdział pustelniczy strój, porzucił insygnia rodowe i ozdoby, włosy zawiązał w węzeł i poszedł w puszczę i spędził tam nie mniej, niż czternaście lat.”

Jak piorun z pogodnego nieba padający, tak podstępnie przekazana wiadomość trafia w Ramę. Omal się nie osunął na ziemię. Po chwili spokojnym głosem powiedział: „Matko, nawet gdyby to nie była wola mego ojca, a tylko twoja prośba wiedz, że usłuchałbym jej z oddaniem i szacunkiem. Bharata jest mi najmilszym bratem i los jego jest mi droższy niż mój własny! Nie trzeba wielu słów i rozważań. Rozkaz króla i twoje życzenie, matko, jest dla mnie prostym i świętym obowiązkiem. Dziś jeszcze wyruszę w drogę!”

To mówiąc, skłonił się przed Kajkeji z szacunkiem i pospieszył do komnat swej matki, Kausalji. Po powitaniu oznajmił bez zbędnych wstępów: „Matko! Zdecydowano, że drugi twój syn, Bharata, wstąpi niebawem na tron.”

A Kausalja, szczera, dobroduszna, kochała wszystkich synów jednakowo. Na tę wieść odpowiedziała tylko: „Choć to wbrew tradycji, by młodszy królewicz wstępował na tron przed starszym bratem, to jednak cieszę się ze szczęścia Bharaty. A ty, mój synu, oddając mu tron z woli ojca, na pewno będziesz z nim zawsze w najgłębszej przyjaźni.”

Rama, do głębi wzruszony wielkodusznością matki, nie wiedział,jak powiedzieć jej o swym wygnaniu. Zaczął mówić, że on zdecydował się zgłębiać nauki jogi w leśnych pustelniach i z tego powodu będzie musiał opuścić dwór na jakiś czas. Tego już Kausalja nie mogła słuchać spokojnie. Strumienie łez popłynęły jej z oczu. Rama starał się ją uspokoić, twierdząc, że wśród richich na pewno zazna spokoju ducha i że zbytecznie martwi się i rozpacza.

Lecz gdy wieść o decyzji królewskiej dobiegła do Lakshmana, ten z powodu swej bezgranicznej miłości do starszego brata nie mógł pohamować gniewu. „To niesprawiedliwe, że Rama ma się udać na wygnanie” – rozpaczał — „Król, z powodu podeszłego wieku niechybnie postradał rozum. Ślepo posłuszny ukochanej żonie nie wie co mówi, nie wie co robi! Szlachetny Rama nie popełnił żadnego przewinienia, zawsze by ojcu bezwzględnie podporządkowany. Nikt na świecie, nawet jego najwięksi wrogowie nie mogliby mu nic zarzucić. Ramo, zanim ktokolwiek się zorientuje, z moją pomocą zawładnij królestwem. To będzie zgodne z prawem. Któż się nam sprzeciwi? Jeśliby doszło do walki, obaj poradzimy sobie z przeciwnikami – ewentualnymi poplecznikami Bharaty. Nasz pozbawiony władz umysłowych ojciec stał się naszym wrogiem. Trzeba go odsunąć od tronu! Czy powinno się zachowywać bezwzględne posłuszeństwo wobec starszych, jeśli stracili rozeznanie w tym co dobre, a co złe? Jakim prawem król przekazuje Bharacie królestwo, które zgodnie z zasadami dziedziczenia należy się tobie?”

I Lakshmana pobiegł wzburzony opowiedzieć wszystko matce swej, Sumitrze. Ta zaś łagodnym głosem poradziła mu: „Idź z Ramą, niech będzie ci on przewodnikiem, doradcą i opiekunem. Razem opiekujcie się Sitą. Idź z mym błogosławieństwem, synu i całym sercem bratu swemu służ.”

Pozostało jeszcze przed wyruszeniem w pustelnię przekazać wiadomość ukochanej żonie, Sicie, która niczym nieszczęśliwa wdowa miała pozostać pod opieką jego rodziny na tyle, tyle lat… Mądra Sumitra wiedziała, że Sita nie wypuści Ramy samego na wygnanie.

Rama stanął w jej komnacie już w pielgrzymich szatach, a obok niego, również już bez ozdób, ukochany brat, Lakshmana. Sita, spodziewając się zobaczyć męża przygotowanego do koronacji w pięknych królewskich szatach, błyszczącego drogimi kamieniami, nie rozumiała skąd to przebranie. Później, gdy przyszła do siebie po tym, jak okrutna wiadomość jak strzała wroga ugodziła jej serce, odezwała się spokojnym głosem: „Rozumiem twoje bezwarunkowe posłuszeństwo ojcu, drogi mężu! Tak musi postępować kochający syn i każdy człowiek szlachetny! Lecz, panie mego życia, twoje późniejsze zarządzenia są mi straszne. Chcesz, bym pozostała tu, w pałacu, podczas gdy ty w nieznane leśne ostępy się udajesz?”

„Ależ Sito…” – przemawiał łagodnie Rama z bólem rysującym się na twarzy – „Twe delikatne stopy nie są stworzone do wędrowania przez wertepy, kamieniste gościńce i lasy pełne wykrotów!”

„Ramo! Czyż splątane korzeniami leśne dukty będą mi przeszkodą większą niż samotność? A gorące piaski manowców będą palić mnie więcej, niż rozłąka z tobą? Moim obowiązkiem jest towarzyszyć ci na wygnaniu!” – I zanim Rama, ze splątanymi myślami, zdążył cokolwiek w tej sprawie postanowić, Sita pobiegła do alkowy i po chwili stanęła przed nim też w pielgrzymiej, zgrzebnej szacie. Wszystkie jej dwórki, widząc oznaki tak wielkiej miłości, zalały się potokami łez. Młody małżonek nie chciał jednak nadal wyrazić zgody na zabranie jej ze sobą.

„Wszystkie te trudy i niewygody” – Sita z twarzą zalaną łzami nadal zbijała argumenty męża – „przy tobie ukochany, zamienią się w szczęście, gdy będę mogła ci służyć i pocieszać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie boję się dzikiej zwierzyny, gdy jesteś przy mnie, bo to ona na twój widok rozpierzchnie się w trwodze. Jeśli mnie ze sobą nie zabierzesz, umrę natychmiast z rozpaczy, nie przeżyję sama ani jednego dnia! Swego czasu, jeszcze w domu ojca w Mithili, astrolodzy dostrzegli przesłanki, iż przez jakiś czas zamieszkam w lesie. Nie można ignorować przepowiedni! Pozwól, niech się spełni to, co los mi wyznaczył. Czy mnie już nie kochasz, że chcesz się ze mną rozdzielić? Błagam cię, nie odtrącaj mnie. Zabierz mnie ze sobą, bo inaczej zmarnieję tu, zginę niechybnie albo rzucę się w ogień jak wdowa!”

Rama, widząc ostatecznie, że nic nie zdoła zmienić postanowienia żony, wyraził zgodę, by razem z nim udała się na wygnanie. Polecił jej również, aby przed wyjazdem rozdzieliła między biedaków swe szaty, a całą biżuterię i zbędne już teraz przedmioty rozrywki i zbytku rozdała braminom i służbie. Sita, uradowana z decyzji Ramy, pobiegła do swych komnat i wypełniła polecenie męża.

Pożegnanie z poddanymi

Rozdawszy cały swój majątek, trójka wygnańców gotowa do drogi wyruszyła, by zmierzyć się ze swym przeznaczeniem.

Wieść o wygnaniu Ramy rozeszła się szeroko. Niezliczone tłumy zrozpaczonych mieszkańców wyległy na ulicę. Również balkony, tarasy, dachy i okna domów pełne były ludzi. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak Rama, Sita i Lakszmana idą pieszo – niczym banici – na wygnanie. Rama, dotąd wódz sporej armii, kroczył teraz tylko w towarzystwie żony i brata a zewsząd rozlegały się poruszone głosy. Lud rozpaczał także nad losem Sity. Ta zaś w pokorze kroczyła bez palankina nie rozglądając się, wystawiona na widok pospólstwa!

„Jakże biedaczka zniesie trudy leśnego życia: upał, zimno, deszcz?” – Wszyscy współczuli delikatnej królewnie, którą prawdziwie pokochali mieszkańcy miasta i wsi. – „Czy przetrwa to jej nieskazitelna uroda? Złe duchy musiały opanować króla, bo czyż inaczej skazałby na wygnanie ukochanego syna? Pójdźmy wszyscy za naszym ukochanym królewiczem!”

Gdy odeszli na pewną odległość od stolicy, Rama poprosił służących i poddanych, którzy im towarzyszyli, aby wrócili do pałacu, gdyż wędrowcy chcą sami znosić wszystkie trudy i jako osoby uczące się pustelniczego życia nie mogą otaczać się żadną służbą. Młodzi wygnańcy byli bardzo kochani przez wszystkich dworzan, więc przy rozstaniu było wiele płaczu. Płakała również Sita, bo szczerze współczuła oddalonej służbie.

Według jednej z wersji „Ramayany” książę zwrócił się do swych wiernych poddanych następującymi słowy: „Mężczyźni i kobiety, proszę, wytrzyjcie łzy i odejdźcie.” Więc odeszli. Ale na skraju lasu pozostała grupa ludzi, którzy nie byli ani mężczyznami, ani kobietami. Czekali oni tam przez 14 lat, aż Pan Rama powróci. Poruszony tą niezwykłą oznaką wierności Rama zapewnił im szczególne miejsce w hinduskiej tradycji.

Współcześnie ci nie-mężczyźni, nie-kobiety – zwani hijra – dysponują mocą udzielania błogosławieństw i przekleństw, są więc ważnym elementem każdego większego rodzinnego wydarzenia w kulturze hinduskiej.

Na koniec zostało ich tylko troje zgodnych, że los swój muszą wypełnić z godnością i wzajemnie się wspierając. Później już tylko wędrowali dalej przez lasy. Przepłynęli na tratwach Jamunę, przeszli przez kolejne lasy i zatrzymali się u podnóża góry Chitrakutta.

U podnóża Chitrakutty wygnańcy postanowili nieco odpocząć. Lakszmana zbudował nad brzegiem przepływającej tam rzeki solidną chatę z gliny, drewna i liści palmowych, która miała chronić ich przed deszczem i wiatrem. Zamieszkali w niej przez czas pewien szczęśliwie, powoli zapominając w tym uroczym otoczeniu o swym wygnaniu.

Kolejnym miejscem, gdzie się zatrzymali, była Nishada w pobliżu miejscowości Shringawerapura. Król tej krainy, Guha był początkowo nieufnie nastawiony wobec wędrowców, ale szybko pozbył się swych obaw i wydatnie pomógł im w przeprawie przez Ganges. Sita, obaj królewicze i towarzyszący im ze strony Guhy bramini przepłynęli przez rzekę w dużej płaskodennej łodzi z rozpiętym nad nią daszkiem, który miał chronić Sitę przed ostrym słońcem.

A tymczasem w stolicy…

Królowa Sumitra, wzór sprawiedliwości i wszelkich cnót, wiedząc o wielkiej rozpaczy najstarszej królowej, którą traktowała jak ukochaną siostrę przyszła do komnaty Kausalji i rzekła: „Droga siostro, przestań płakać i rozpaczać. Twój szlachetny syn jest przecież uosobieniem wszystkich cnót i zalet dzielnego męża. Siłą charakteru i z boską sprawiedliwością wyjdzie zwycięsko z najcięższych nawet prób. Wykazał swą sprawiedliwość, podporządkowując się bez szemrania woli ojca. Bądź pewna, że jeżeli zobaczysz kiedykolwiek łzy w jego oczach, będą to łzy radości, gdy będziemy witać zwycięskich braci razem z wierną Sitą.” – Przemawiając tak życzliwymi słowami, Sumitrze udało się – choć na chwilę – uspokoić Kausalję i łzy z jej lica osuszyć tak, jak to czyni wstające słońce z poranną rosą.

Stary król Dasharatha ukrywał głęboko swój smutek, nie dając po sobie poznać jak bardzo cierpi.  Stracił może dwóch synów, a na pewno utracił gorące uczucie, jakie żywił do najmłodszej żony – Kajkeji. Ogrom smutku przygiął go i załamał. Nie śpiąc w nocy,  w dzień nie był w stanie się skupić ani podejmować żadnych ważnych decyzji państwowych. Królewski wezyr rozumiał rozpacz monarchy i samodzielnie prowadził sprawy królestwa. Po kolejnej bezsennej nocy król zdecydował się wyznać Kausalji jeden ze swych głęboko ukrywanych sekretów, który zaprzątał go przez te wszystkie bezsenne noce.

„Moja droga” – odezwał się posępnym głosem do swej powiernicy – „To ja sprowadziłem na nasz ród nieszczęście. To wszystko jest moja wina, ale czemu cierpieć muszą niewinne istoty?”

„Drogi mężu” – zaoponowała królowa – „znam cię od lat. Nie pamiętam, abyś kiedykolwiek splamił się czymś niegodnym.  Jak to możliwe?”

Przekleństwo króla

„Nie wiesz, miła o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce przed naszym ślubem. Aby ci to wszystko wyjaśnić muszę opowiedzieć zamierzchłą historię. Dawno temu w niedalekiej wiosce żył razem z synem i synową bogobojny bramin. Pewnego dnia ich skromny dom odwiedził żebrzący pielgrzym, a bramin ugościł przybysza jadłem. Gdy pobłogosławił on skromne domostwo i miał już odejść, właśnie wrócili syn bramina z żoną. Ojciec nakazał, aby młoda para pokłoniła się przed czcigodnym ascetą i dawnym obyczajem, nachyliwszy się dotknęła z szacunkiem jego stóp. Stopy starca były pokryte jednak starymi i nowymi wrzodziejącymi zadrapaniami i przedstawiały niemiły widok. Młodzi – posłuszni życzeniu ojca – nachylili się do stóp przybyłego, ale z powodu odrazy zrobili to, zamykając oczy. W tym momencie asceta – wyczuwając ich odrazę i czując, że gest ten uczynili tylko po to by zadowolić ojca, a prawdziwego szacunku w nich nie było – powiedział: „Niech pozostaną oni na zawsze z zamkniętymi oczami!”

Od tego czasu młode małżeństwo było już tylko budzącą litość parą ślepców. Ascecie przed odejściem zrobiło się jednak żal lekkomyślnej pary i powiedział: „Nie mogę cofnąć swych słów, tym bardziej że na nie zasłużyliście. Jednak ulżę wam w waszym trudnym losie. Za rok będziecie mieli syna. On będzie służył wam pomocą i jego oczami będziecie oglądać świat. Zgodnie z przepowiednią ascety po roku narodził im się syn, którego nazwali Shrawan Kumar. Był on ich prawdziwą podporą w trudach życia.”

„Ja byłem wtedy beztroskim młokosem, który namiętnie polował.” – ciągnął swą opowieść Dasharatha – „Miałem pewną rękę i oko i nigdy nie chybiałem. Pewnego dnia wyszedłem samotnie, aby upolować u wodopoju bawołu lub antylopę. Wysokie poszycie lasu i rosnące wokół krzewy zasłaniały widok na rzekę. Kiedy usłyszałem bulgotanie wody naciągnąłem łuk i moja strzała z furkotem poleciała w gęstwinę krzewów. Wtedy usłyszałem ludzki krzyk rozpaczy i skargę:  „Co ja komu zawiniłem? – krzyczał młody chłopak leżący ranny nad brzegiem rzeki pomiędzy rozrzuconymi naczyniami na wodę – „Komu wyrządziłem krzywdę? Co teraz się stanie z moimi starymi niewidomymi rodzicami?”

Był to właśnie ów Shrawan Kumar, podpora jego niewidomych rodziców. Biedak poznał mnie i z żalem dodał jeszcze: „Królewiczu, twa beztrosko wypuszczona strzała zabiła naraz troje ludzi: mnie i mych niewidomych rodziców. Ja już umieram, ale zaklinam cię, idź czym prędzej do nich i błagaj mego ojca o przebaczenie.”

Chłopiec umarł, a ja – przygnieciony brzemieniem grzechu spowodowanego bezmyślnością, po napełnieniu dzbana wodą powlokłem się do chaty, gdzie żyli niewidomi rodzice chłopaka. Tu, upadłszy przed nimi na kolana opowiedziałem co się wydarzyło i poświadczyłem, że jestem jedynym sprawcą tego nieszczęścia. Smutek ściskał mi serce, a biedni rodzice na wieść o śmierci syna pogrążyli się w rozpaczy. Później pomogłem im odprawić obrzędy pogrzebowe. Gdy dogasał już stos pogrzebowy ofiary mojej beztroski, ojciec chłopca wypowiedział do mnie tylko jedno zdanie, które było jednocześnie klątwą:  „Królewiczu, i tobie, tak jak mnie, pęknie kiedyś serce z żalu za synem, który będzie musiał cię opuścić!” Teraz oto, moja droga, wypełnia się tamta klątwa. Za wszystkie niecne uczynki przychodzi w życiu kiedyś zapłacić!”

Stary król pogrążył się w milczeniu. Na nic się zdały tłumaczenia i wsparcie małżonki. Potężny i dzielny Dasharatha gasł w oczach i w ciągu kilku dni oddalił się do królestwa Jamy. To jeszcze bardziej przygnębiło całe jego otoczenie i całe miasto.

Powrót Bharaty

W czasie kiedy na dworze Ajodhji rozgrywały się te wszystkie brzemienne w skutki wydarzenia, Bharata razem z bratem Shutraghaną przebywali u swego dziadka – ojca Kajkeji. Wasishtha posłał po nich gońca, któremu zabronił mówić o powodach ich wezwania na dwór.

Zaraz po przekroczeniu granic rodzinnego królestwa ogarnęło młodzieńców dziwne przygnębienie. W mijanych wsiach nie widzieli radosnego krzątania się rolników i sprzedawców. Żadna z mijanych wsi nie rozbrzmiewała beztroskimi śpiewami dziewcząt, a zazwyczaj rozszczebiotane ptactwo  teraz jakby przyłączyło się do posępnej ciszy. Nie rozlegały się dźwięki żadnego, tak miłego uszom wieśniaków instrumentu – nie słychać było ani bansuri pasterzy, ani shenai wioskowych grajków. Kraj wydawał się wyludniony, jakby pozbawiony duszy.

Jeszcze większy niepokój ogarnął chwatów na widok ich rodzinnego pałacu. Znikły gdzieś wesołe chorągwie powiewające zazwyczaj na wieżach. Nie odzywał się bęben, przy którym przeprowadzano na pałacowym placu musztrę rekrutów. Ulice miasta zionęły tylko pustką i skwarem słonecznym.

Gdy bracia stanęli przed wejściem do pałacowych komnat, zbliżył się do nich jeden z paziów królowej Kajkeji i zaprosił przed jej oblicze. Królowa odziana w żałobne szaty bez wstępu powiedziała synom o śmierci Dasharathy.

„Ojcze, czemuś nas opuścił? Czemu nie doczekałeś, aż berło władzy spocznie pewnie w ręku Ramy? Czemu nie zdążyłeś nas pobłogosławić? Włożyłeś w młode ręce mego brata tak wielką odpowiedzialność. Teraz Rama musi nam ciebie zastąpić.”

Gdy Kajkeji usłyszała te słowa, od razu zdecydowała się kontynuować dzieło swego spisku: „Niestety, mój synu, Rama z Sitą i Lakszmanem oddalili się na czternaście lat, aby wieść pustelnicze życie z dala od naszego kraju. Wolą ojca było, abyś ty teraz nosił koronę.” I matka powoli wyjaśniła synowi całą prawdę.

Bharata  nie mógł dojść do siebie, słysząc o przewrotności matki. W sercu młodzieńca zakipiał wielki gniew! W parę godzin Bharata zmienił się nie do poznania. Nie był już pełnym radości młodzieńcem. Wzdrygał się na myśl, że może być posądzony o udział w tym spisku.

Gdy tylko trochę ochłonął i przemyślał sprawę, oświadczył: „Kraj nasz słynął zawsze z uczciwych władców. Nigdy dotąd podła intryga nie splamiła naszego wizerunku. Tak postępował zawsze mój ojciec i dlatego nie mógł cofnąć podstępnie wykorzystanego przy rzeczenia. Tak postąpił też mój szlachetny brat. Bez słowa sprzeciwu czy szemrania wypełnił niesprawiedliwą wolę ojca. Tak samo zachowali się Sita i Lakszmana. Jak ja mam postąpić? Jeżeli teraz przyjmę należną bratu koronę, jak wielkim będzie to zgrzytem w uczciwej tradycji naszej rodziny? Może i Rama myśli o mnie podobnie jak nasi poddani? Jak mam tu żyć w dostatku, gdy moi bracia korzonkami karmić się muszą?”

Zrozpaczony, z tysiącem myśli kłębiących się w głowie, udał się do Kausalji, matki Ramy. Tam wyrzucił z siebie wszystko i prosił ją o opiekę i stosowną radę. Kausalja, widząc prawdziwy ból królewicza, poznała, że jest niewinny i w żadnym spisku nie brał udziału. Rzekła tedy do niego: „Moje dziecko, widzę, żeś jest bez winy i że nic nie wiedziałeś o zdradliwym spisku matki.”

W ciągu następnych dni najważniejszym obowiązkiem rodziny było sprawić ojcu godny pogrzeb. Kiedy olbrzymi ogień pochłonął śmiertelne ciało króla, richi Wasishhta powołał radę królewską i w jej obecności wezwał Bharatę do objęcia tronu i zapewnienia krajowi bezpieczeństwa.

Młodzieniec, usłyszawszy to orzeczenie rady i prośbę swego guru, odezwał się opanowawszy wzburzenie w takie słowa: „Jak to możliwe, aby jeden z najszlachetniejszych ludzi, jakich znam, namawiał mnie do popełnienia czynu niezgodnego z dharmą – do wzięcia korony, kiedy starszy brat żyje? Czy może któryś z was, szlachetni mężowie, wskazać choć jeden taki przypadek w dziejach naszego rodu, gdy berło chwytał młodszy brat, kiedy żyje pierworodny? Musimy sprowadzić Ramę z wygnania! Ja pójdę po niego, a gdyby odmówił, zostanę z nim!”

Rada królewska słuchała słów Bharaty z satysfakcją ciesząc się, że zrzucił z siebie podejrzenie o udział w spisku.

Wyprawa w poszukiwaniu Ramy

Bharata postanowił udać się za Ramą i poprosić, aby ten wrócił do Ajodhji i podjął się trudów rządzenia krajem. Nie mógł pogodzić się z myślą, że starszy brat stał się ofiarą niecnych knowań niegodnych kobiet.

Shutraghana postanowił towarzyszyć bratu. Gdy poinformowali o swych postanowieniach królowe, Kausalja szybko udała się do swego przyrodniego syna Bharaty i rzekła: „Jeżeli Rama za twoją namową, Bharato, zechce wrócić do domu i objąć należny mu tron, to ja muszę być przy tym i umacniać go w takim postanowieniu. Pozwolisz, mój drogi, że pójdę z tobą. Oczywiście pojedzie ze mną także jego ukochana mamka, co jest mu jak druga matka i kilka panien ze służby, by należycie zadbać o powrót Sity.”

„Dobrze, matko.” – Bharata nie śmiał odmówić Kausalji. Wkrótce okazało się, że pozostałe królowe wraz ze swymi służkami też gorąco chcą pojechać. A gdy dwór zaczął się szykować do drogi, mieszkańcy Ajodhji postanowili wyruszyć razem z dworem. Tym sposobem znaczna rzesza ludności – konno, pieszo, na wozach i kilku słoniach – wyruszyła w drogę.

Wkrótce – po wielu przygodach – dotarli do pustelni Bharadwadja. „Witajcie, Bharato i Shutrughano.” –  przemówił do nich richi Bharadwadja z szacunkiem – „Znam cel waszej wędrówki i pochwalam waszą intencję. Wasz ojciec, szlachetny Dasharatha był moim przyjacielem. Rozgośćcie się w moich skromnych progach. Zapraszam też wszystkich, którzy są w waszym orszaku, a których zostawiliście na tamtym brzegu.”

„Święty mężu, pustelnia twoja jest nadzwyczaj skromna, a nas jest sporo. Nie chcemy sprawiać ci kłopotu i pozostała część orszaku pozostanie na razie na drugim brzegu. Szlachetny Guha zaopatrzył nas w pożywienie.”

„Nie, nie, bądźcie moimi gośćmi! Niczego wam nie zabraknie!”

Królewicze odeszli więc wydawać rozkazy związane z przeprawianiem reszty ludzi, a Bharadwadja wszedł do swej lepianki. Usiadł, nabrał w dłonie wody i trzykrotnie obmył nią twarz, wypowiadając  życzenie: „Chcę godnie podjąć przybyłych”.

Zaraz potem do pustelni spłynął z wyżyn niebiańskich boski architekt Vishvakarman, a za nim niezliczone zastępy budowniczych spłynęły z niebios ciągnąc za sobą olbrzymie ilości sandałowych bali i desek, płytek i bloków białego marmuru. Zawrzała gorączka budowlana. Wkrótce na polanie stanął pałac godny królów, a służba  przy dźwiękach muzyki delikatnego śpiewu, szykowała ucztę. Wężowa armia przybyłych nagów stanęła na warcie wokół obozu. Następnie z pomocą przybyłych niebiańskich pomocników, bez trudu przeprawiono prawie cały obóz, pozostawiając tylko rydwany i słonie. Jeszcze z wód Gangesu przybywający podziwiali wznoszony w mgnieniu oka przepiękny marmurowy pałac richiego Bharadwadja.

Doskonała wieczorna uczta trwała do późna w nocy. Kiedy już utrudzeni i objedzeni mieszkańcy Kosali zaczęli szykować się do snu, Bharata pokłonił się głęboko przed Bharadwadją i rzekł:

„Panie, jesteśmy ci bardzo zobowiązani! Chylę przed tobą czoło! Dzięki twej życzliwości i uduchowieniu wzmocniłeś nasze siły przed dalszą drogą i natchnąłeś nasze serca nadzieją. Za pomocą dobrych ludzi i sprzyjających bogów odnajdziemy rychło naszych banitów.”

Rozgrzeszenie Kajkeji

Gdy Bharadwadja z ręką na sercu dziękował za miłe słowa Bharaty, ten dodał jeszcze: „Panie, pozwól, niech i nasze matki podziękują tobie również. To jest królowa Kausalja.”

Kausalja chciała nachylić się do stóp Bharadwadji, by w uszanowaniu zdjąć z nich kurz, lecz pustelnik sam nachylił się i nie pozwolił królowej na taki gest. Powiedział tedy: „Pani, podobnie jak twój mąż jesteś od dawna mym przyjacielem. Będę się modlił o powodzenie waszego przedsięwzięcia.”

Następnie Bharata przedstawił królową Sumitrę i ceremonia powitalna przebiegła podobnie. Potem przedstawił Kajkeji, która pozostając jednak z tyłu nie śmiała się zbliżyć do pustelnika. Stała milcząca, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Tedy wszystkowidzący richi Bharadwadja odezwał się: „Moje dziecko! Nikt tu nie będzie cię oskarżał. Byłaś tylko bezwolną wykonawczynią swej dharmy. To, co zrobiłaś, musiało się stać. Wysyłając Ramę na tułaczkę zainicjowałaś tylko wydarzenia, które może uczynią świat lepszym.”

Spotkanie z Ramą

Po wielu przygodach delegacja Bharaty dotarła wreszcie do polany, zamieszkiwanej przez Ramę, Sitę i Lakshmana.

Zbliżywszy się do brata w pełnej szacunku postawie Bharata rzekł: ” Jako wysłaniec nieszczęśliwego i udręczonego królestwa przybywam, by cię prosić, mój bracie o powrót do ojcowskiego domu. Ramo, chyba nie zapomniałeś o tradycji i przykazaniach dharmy? Jak mogłeś więc zostawić osierocony kraj? Drogi bracie, odszedł nasz ojciec i zgodnie z wyrażaną od dawna jego wolą ty powinieneś nosić koronę, a nie te zgrzebne pustelnicze szaty. Czy korona miałaby przypaść mnie, niegodnemu, zrodzonemu z łona kobiety, która podstępnie knowała przeciw tobie? Gdy ty, pełen miłości, starasz się za dobrą monetę brać intrygę matki mojej i udajesz się na tułaczkę, ja mam za koronę chwytać? Tobie, bracie przystoi naprawić krzywdy wyrządzone krajowi przez starca o zmąconym umyśle.”

Rama wzruszył się prośbami młodszego brata. Nigdy nie posądzał go o nieczystą grę i podstępność. Wiedział, że i Bharata jest ofiarą knowań matki i pochopnej decyzji ojca.

„Drogi bracie, wiesz, że obowiązkiem syna jest przysparzać chwały rodzicom i szanować ich decyzje. Nie możesz z nich czynić pośmiewiska. Nasz ojciec tobie przekazał królestwo wyraźnym rozkazem. Prawem dziedziczenia ono się także i tobie należy. Chwyć więc stery rządzenia krajem i nie trać czasu na zbędne dysputy. Mojego zdania, zmienić nie mogę. Gdybyś był na moim miejscu postąpiłbyś tak samo.”

Bharatę jednak trudno było przekonać: „Bracie, jeżeli nie możesz zmienić słowa, niech więc rządzą ci, co władzy pragną. Ja pójdę z tobą na wygnanie do pustelni, w której ciszy wreszcie będę mógł uspokoić swą skołataną duszę.”

„Drogi Bharato” – odrzekł Rama – „Wiesz przecież, że dotrzymywanie danego raz słowa jest w naszym kraju dobrą tradycją, która zwłaszcza rządzących do tego najbardziej zobowiązuje. Nie mogę teraz wyobrazić sobie, że miałbym zmienić życzenia naszego ojca. Wszak on sam stał na straży dharmy. Jego śmierć niczego nie zmienia. Śmierć przecież towarzyszy człowiekowi od momentu urodzenia i kroczy za nim jak najlepszy druh. Teraz ojciec nasz żyje w naszych sercach i umysłach. Nie możemy go skrzywdzić, gdy on nie może się temu sprzeciwić. Odziedziczyliśmy jego zobowiązania i musimy wypełniać jego przyrzeczenia. Ponadto mam teraz wyznaczone cele, które wykraczają poza myślenie jedynie o Kosali. Wiesz, że nie spocznę, póki nie zniszczę demonów zagrażających światu, a którzy się wbili w niebezpieczną pychę po szeregu zwycięstw nad naszymi braćmi, królami z sąsiednich krain.”

Wydawało się, że i Bharaty nic nie odwiedzie od powziętego postanowienia. Wtem jednak znienacka z niebios dobiegł wyraźny głos chóru dewów: „Jest Bharaty dharmą królestwem rządzić, aż dopełni się czas i Rama z puszczy powróci!”

Teraz już Bharata nie mógł się dłużej wahać i musiał podjąć się zarządzania krajem. Zażądał jednak od Ramy przyrzeczenia, że wróci zaraz po tym, jak minie okres jego czternastoletniej banicji. Poprosił go jeszcze, aby przekazał mu jaki swój osobisty przedmiot, choćby drewniane sandały. Chciał po powrocie do Ajodhji postawić je obok tronu, jako symbol tymczasowej nieobecności prawowitego króla. Pocieszony otrzymaniem tego daru postanowił wrócić jednak do domu następnego dnia i rządzić sprawiedliwie do czasu powrotu brata.

Dlatego do dzisiejszego dnia ziemia Indii zwana jest w języku Hindi „Bharat” i stanowi ciało tego narodu. Rama i jego potęga jest więc symbolem jego ducha.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: