Ramayana: małpi świat

Ramayana: małpi świat

Słyszeliście już o Hanumanie?

To ten gość z małpią twarzą, ogonem i dużą pałką, który zarządza rzeszami pomniejszych małp. Hinduska kultura stworzyła taką postać, by jasne było dla wszystkich i dla nas samych kim jesteśmy.

Hanuman to postać z „Ramayany”: to wierny generał swojego małpiego króla Sugrivy i oddany sługa Ramy. W hinduskiej kulturze jest on tym, który – jak dobry ojciec – zarządza małpimi hordami ze zdobioną złotem i diamentami, acz diabelnie ciężką buławą w ręku. Hanuman jest wielce szanowaną postacią w hinduskiej kulturze, jako ten, który pośród mas posiada ŚWIADOMOŚĆ. Taka pałka stanowi główny atrybut władzy, a podwładni, zwyczajni ludzie rozumieją, że szumne słowo HUMAN dotyczy ich tylko czasami. W większości sytuacji nie różnią się od zwykłych małp i tylko hanumanowa buława przypomina im o statusie bycia człowiekiem.

Oto więc fragment Ramayany”, w którym bierze udział ów małpi ród i sam jego władca, Sugriva. Początek tej historii przedstawia walkę Sugrivy z jego bratem Walinem; właściwie jest tu dialog pomiędzy Ramą a Walinem pokazujący przemianę tego drugiego…

Historia rozpoczyna się porwaniem żony Ramy, Sity przez demona Ravanę. By odbić ukochaną Sitę Rama wchodzi w kooperację z Sugrivą. Obraz przedstawia slabość ludzkiej natury w wielu jej aspektach poprzez porównanie do małpich przywodców.

– Muszę powiedzieć ci o czymś – rzekł Sugriva do Ramy. – Dawno już temu widzieliśmy Ravanę unoszącego Sitę do niebios. Usłyszeliśmy jej krzyki i gdy spojrzeliśmy w górę, ściągnęła klejnoty i rzuciła je na ziemię. Może chciała pokazać drogę, którą wędrowała.

Sugriva podał Ramie garść klejnotów Sity. Na ten widok Ramie serce ścisnęło się bólem i łzy zakręciły mu się w oczach.
– Nawet zwykły obcy człowiek widząc krzywdzoną kobietę, oddałby życie w jej obronie. Ja nie uchroniłem mojej żony, która mi ufała i poszła za mną na pustkowie – lamentował Rama.

Wówczas Sugriva rzekł:
– Nie spocznę, póki nie odkryję gdzie ona jest i nie zwrócę ci jej.

Hanuman przemówił wówczas:
– Pierwszą rzeczą jest pokonanie Walina. Sugriva musi zasiąść na należnym mu tronie królewskim. Potem musimy zebrać naszą armię. Musimy przeszukać każdy zakątek, atakować i gromić nieprzyjaciela, zanim ocalimy szlachetną panią. Tak więc do dzieła!

Walka Sugrivy z Walinem

Wędrowali przez lasy i góry pachnące drzewem sandałowym, aż doszli do góry Kishkindhy. Wówczas Rama rzekł do Sugrivy:
– Teraz wyjdź naprzód sam i wyzwij twego brata do walki. Ja stanę obok w ukryciu i wypuszczę strzałę w odpowiednim momencie.

– O bracie mój, Walinie, stań do boju ze mną, jeśli nie brak ci odwagi! – zawołał Sugriva wyszedłszy na szczyt góry. Słowa rozbrzmiały echem po cichych lasach i Walin usłyszał je podczas drzemki. Przebudzony ze snu usiadł i roześmiał się głośno. Uniósł się z taką siłą, że zatrzęsła się podstawa góry. Jego oczy płonęły ogniem, zgrzytał zębami ze złości. Klepnął się po udzie i dźwięk ten odbił się echem w dolinach.

– Dobrze, dobrze, już idę! – krzyknął wstając ze swego łoża. Głos jego rozbrzmiewał jak grzmot przez niebiosa. Ale Tara, jego żona wtrąciła się w tym momencie, prosząc:
– Nie wychodź, błagam. Musi być jakaś nadzwyczajna przyczyna, skoro twój brat tak postąpił.

– Żono moja, zejdź mi teraz z drogi! Sugriva po prostu oszalał z rozpaczy i samotności. To wszystko. Nic tak poważnego, jak się obawiasz. Zobaczysz, że za chwilę wrócę opity krwią mego brata.

– Gdyby wszystko było jak zwykle, nie ośmieliłby się przyjść tutaj. Teraz musi mieć jakieś potężne poparcie i to go ośmiela do wyzwania cię na pojedynek.

– Droga żono, choćby sprzeciwiły mi się wszystkie stworzenia na wszystkich światach, mogę stawić im czoło i zetrzeć je w proch. Ty, którą natura obdarzyła wykwintnością pawia i głosem słowika, czyżbyś zapomniała, że ktokolwiek staje ze mną w szranki, oddaje mi połowę swojej siły? Tylko bezrozumne stworzenie mogłoby zaproponować poparcie memu bratu.

Wtedy Tara spokojnie powiedziała:
– Pewne osoby, które nam dobrze życzą, powtórzyły mi pogłoskę, że niejaki Rama przybył w te strony i jest sprzymierzeńcem Sugrivy. Rama posiada niezwyciężony łuk i natchnął Sugrivę nową nadzieją.

– Och, głupie stworzenie, widać, że masz kobiecy rozum i plotkarski język! Słyszałem o Ramie jako o człowieku uczciwym i obdarzonym poczuciem sprawiedliwości, który nigdy nie uczyni fałszywego kroku. Jak możesz sobie wyobrazić, że ktoś taki stanąłby w stronie w sporze pomiędzy braćmi? Czy wiesz, że Rama zrzekł się prawa do tronu i zgodził się żyć w lesie tylko dlatego, że chciał by została spełniona dawna obietnica jego ojca? Jak możesz go oczerniać, zamiast wymawiać jego imię z czcią? Choćby wszystkie światy wystąpiły przeciw niemu, nie potrzeba mu żadnej innej siły, niż Kodana, jego olbrzymi łuk. Czy liczyłby na poparcie nędznej małpy, takiej jak Sugriva, by odzyskać swą żonę? Ten, który oddał swoje prawo pierworództwa młodszemu bratu, czy mógłby stanąć po tej, czy innej stronie w kłótni rodzinnej pomiędzy nieznajomymi ludźmi? Zostań tu, moja najdroższa i nie ruszaj się. W mgnieniu oka będę z powrotem, po załatwieniu sprawy z tym nudziarzem Sugrivą.

Nie mając odwagi sprzeciwiać się dłużej mężowi, Tara przesunęła się, by go przepuścić. Natchniona wojennym zapałem postać Walina wydawała się dwukrotnie potężna i budziła trwogę wszystkich, którzy na niego spojrzeli. Na widok postawy swego przeciwnika Rama szepnął do Lakshmany:
– Czy w całym wszechświecie, nie wyłączając bogów, demonów i żywiołów jest coś, co można by porównać z obrazem tej potęgi?

– Nie jestem pewien, czy Sugriva nie próbuje wplątać nas w coś więcej, niż tylko zwykła bitwa pomiędzy małpami – wtrącił Lakshmana. – Nie wiem, czy w ogóle powinniśmy brać udział w tym zatargu. Jak możesz ufać sprzymierzeńcowi, który nie wzdraga się intrygować przeciw swemu bratu?

– Dlaczego ograniczać tę kwestię do małp? Spory pomiędzy braćmi są pospolite także pomiędzy ludźmi. Przykłady takie jak Bharata są zaiste rzadkością. Nie powinniśmy za bardzo analizować postępowania przyjaciela, ani zagłębiać się w przyczyny pierwotne, lecz przyjmować tylko to, co wydaje nam się dobre i tym się kierować.

Kiedy tak rozmawiali, Walin i Sugriva starli się ze sobą. Szarpali się, gryźli i drapali do krwi, powietrze wypełniało się ich rykiem, urąganiem i odgłosami ciosów wymierzanych sobie nawzajem. Nie sposób było dostrzec w tym kłębowisku kto zwycięża, a kto przegrywa.

W końcu Sugriva został w tym pojedynku pokiereszowany i pobity tak ciężko, że wycofał się bez sił. Zwróciwszy do Ramy oczy, szepnął błagalnie:
– Pomóż mi….

– Kiedy tak kłębicie się w bójce – odrzekł Rama – nie sposób was odróżnić. Może byś zerwał tę dziką lianę razem z kwiatami i zarzucił ja sobie na szyję, bym mógł cię rozpoznać, gdy się znów będziecie tarzać ciasno zwarci?

Sugriva zerwał lianę i otoczywszy swą szyję girlandą wrócił do walki z nową nadzieją. Bracia zwarli się ponownie w walce i gdy już Walin miał ostatecznie roztrzaskać głowę brata o o skałę, Rama wypuścił strzałę. Ta przebiła pierś olbrzyma i oszołomiony Walin zatrzymał się na chwilę. Wypuścił ciało brata i złapał strzałę obiema rękoma, uczepił się jej nogami i zwojami ogona, by zapobiec przejściu przez klatkę piersiową. Opóźnił ruch strzały z tak upartą siłą, że nawet Jama, pan śmierci cofnął się kiwając głową z podziwem.

Przemiana Walina

Walin nie myślał, by mogła istnieć na ziemi lub niebie jakakolwiek potęga zdolna stanąć z nim do walki i pokonać go. Był to fakt bezsporny, a jednak Walin znajdował się tu teraz niby nędzny robak, niezdolny nawet rozpoznać co go powaliło: trishula Shivy, chakra Vishnu, czy vajra Indry. Walin zaśmiał się szyderczo i w tym samym momencie uczuł podziw dla nieznanego napastnika. „Kto to mógł być?” – rozmyślał zapominając o bólu. Żadna broń nie mogła go zranić zgodnie z obietnicą bogów, a jednak strzała w jego sercu była faktem.

Walin jeszcze raz zaśmiał się gorzko nad swym zuchwalstwem i butą, jakimi odznaczał się przez tyle lat.
– Po co zgadywać, muszę odkryć, kto tego dokonał – rzekł do siebie i resztkami pozostałej w nim energii wyciągnął strzałę z piersi by spojrzeć na znak przy nasadzie. Podczas gdy krew sikała z rany jak z fontanny, bogowie oglądający walkę z wysokości niebios oklaskiwali wyciągnięcie strzały z serca i akt świadomości Walina.

Na ten widok Sugrivę ogarnął żal i zapłakał głośno. Zapomniał o swej nienawiści.

Walin zaś przybliżył strzałę do oczu i na nasadzie wyczytał wypisane na niej imię: Rama. Szok fizycznego cierpienia był dla niego mniej bolesny od wstrząsu duchowego, jakiego doznał w tym momencie. Patrzył, wspominając lekkomyślność, z jaką urągał swej żonie, podczas gdy ona wykazała więcej rozumu, niż on.

– O Ramo, najszlachetniejszy sędzio rozróżniania między dobrem i złem, jak mogłeś to uczynić? Zniszczyłeś niezachwianą podstawę swych własnych cnót. Czyż to z przyczyny rozłąki z twą żoną straciłeś poczucie uczciwości i postąpiłeś tak nierozważnie? Jeśli Ravana postąpił wobec ciebie tak zdradziecko, czyż jest to dla ciebie usprawiedliwieniem, byś przybył tu, zamordował przywódcę klanu małp nie mających nic wspólnego z tamtą sprawą?
Czy twój kodeks etyczny tyle tylko cię nauczył? Jaką skazę widziałeś we mnie, by mnie zniszczyć w ten sposób? Czy tylko my, stworzenia czworonogie zwane małpami mamy mieć przedsmak Kaliyugi? Dane ci skarby i królestwo przekazałeś w mieście młodszemu bratu. To samo zamierzasz uczynić tu, w lesie, odbierając starszemu bratu jego życie i królestwo? Kiedy dwie osoby są skłócone ze sobą, jak możesz udzielać poparcia jednej z nich i z ukrycia atakować drugą? Aby odzyskać swą żonę i pokonać Ravanę, prawdopodobnie szukałeś poparcia Sugrivy. To tak, jakbyś zabiegał o względy królika, podczas gdy możesz mieć lwa na swoje usługi. Cóż to za rozumowanie? Jedno twoje słowo, a porwałbym Ravanę z jego twierdzy i rzucił ci do stóp.

Wówczas Rama zbliżył się do umierającego i rzekł z najwyższym spokojem:
– Kiedy zniknąłeś w podziemnym świecie, ścigając demona Mayavina, twój brat czekał na ciebie w niepokoju i udręce przez długi czas. W końcu postanowił iść za tobą do tunelu, obawiając się, ze możesz potrzebować pomocy. Powstrzymało go jednak grono dostojników i doradców na twoim dworze i zmusiło do objęcia rządów tymczasowo. Kiedy wróciłeś, źle zrozumiałeś wszystko i zanim twój brat zdążył wyrazić swą ulgę i radość na twój widok, sponiewierałeś go bezlitośnie w obecności innych i zamierzałeś pozbawić życia. Kiedy nadal usiłował wytłumaczyć się i prosić o przebaczenie za jakiekolwiek uchybienie ze swej strony, odrzuciłeś jego prośby. A potem, nawet gdy całkowicie już zrozumiałeś, że nie zrobił nic wbrew tobie, dalej i coraz bardziej ponosiła cię złość. Prócz tego naruszyłeś cześć jego żony i przywłaszczyłeś ją sobie. Strzec honoru kobiety jest pierwszym obowiązkiem stworzenia rozumnego. Ale będąc świadomym swej nieograniczonej siły, postępujesz wbrew honorowi i doprowadzasz do końca swe zamiary nie oglądając się na nic, bo wiesz, że nikt ci się nie sprzeciwi. Znasz dobrze zasady moralności i godziwego postępowania, lecz zamiast dać opiekę bezbronnej kobiecie i towarzyszce życia twego brata, wyrządzasz jej krzywdę. Ponieważ Sugriva szukał mojej przyjaźni i prosił mnie o pomoc uważałem za swój obowiązek pomóc mu zabijając ciebie.

Walin:
– Wszystkich nas sądzisz mylnie, wychodząc z błędnych przesłanek. Przeceniasz fakt, że pojąłem żonę mego brata. W naszej społeczności nie jest to wzbronione. Chociaż brat był mi wrogiem, chciałem dać pomoc i opiekę jego żonie, kiedy odszedł. Nie mogłem jej zostawić na pastwę losu. Małżeństwo i wszystkie więzi w stosunkach mężczyzn czy kobiet są właściwe waszemu ludzkiemu społeczeństwu, a nieznane u nas. Brahma dał nam absolutną swobodę postępowania w dziedzinie seksualnej i obyczajów życia. W naszym społeczeństwie nie ma czegoś takiego jak ślub. Nie jesteśmy społeczeństwem ludzi, jesteśmy małpami i kodeksy etyczne u nas nie mają zastosowania.

Rama:
– Nie zwiodło mnie twe tłumaczenie ani pozory małpiej postaci. Zdaję sobie sprawę, że zostałeś spłodzony przez władcę bogów. Masz dość inteligencji, by wiedzieć co słuszne, a co niesłuszne i bronić swojej sprawy nawet w tych warunkach. Zbłądziłeś i wiesz o tym. Jak możesz teraz mówić, że jesteś niewinny? Czyż Gajendrę, który prosił o pomoc Vishnu, gdy krokodyl trzymał go w paszczy można uznać za zwykłego słonia? Zwykłe zwierzę nie czyni różnic pomiędzy tym co słuszne a co niesłuszne. Ale ty w swej mowie przejawiasz głęboką znajomość wartości życia. Stworzenia o ludzkiej postaci można nazwać zwierzętami, jeśli nie wiedzą co złe, a co dobre. I na odwrót: tak zwane zwierzęta, które to wiedzą przestają być zwierzętami i należy je sądzić według najwyższej miary. Nie ma od tego ucieczki. Dzięki wytrwałej medytacji i modłom do Shivy zostałeś obdarzony siłą przerastającą nawet pięć żywiołów. Kogoś zdolnego do takich dokonań można sądzić tylko według najwyższych norm postępowania.

Walin:
– Niechże tak będzie, zgodzę się z tym, co mówisz. Ale jak mogłeś ty, opiekun wszystkich stworzeń wycelować grot swój z ukrycia zamiast stanąć do walki ze mną twarzą w twarz, skoro uważasz, że zasługuję na ten zaszczyt?

Lakshmana:
– Rama przyrzekł wesprzeć twego brata Sugrivę, kiedy ten przyszedł szukać ratunku. Było to pierwsze przyrzeczenie i musiało zostać dotrzymane. Gdyby Rama wyszedł do otwartej walki przeciw tobie, mogłeś zwrócić się do niego z podobną prośbą, co stworzyłoby pomieszanie celów. Z tej to przyczyny strzelił nie widziany do ciebie.

Walin dostrzegł ukryty sens tego wyjaśnienia i rzekł:
– Teraz rozumiem twoje słowa inaczej, niż one brzmią. Są proste, lecz mają ukryta siłę i jestem pewien, że Rama nie popełnił czynu bezprawnego. Proste umysły, takie jak mój nie mogą pojmować wiecznych prawd bez ustawicznych błędów i uchybień. Wybacz mi proszę moje błędy i moja prostacka mowę. Zamiast traktować mnie jak zwykłą małpę – jak sam zresztą skłonny byłem myśleć o sobie – podniosłeś moje znaczenie i godność. Przeszyłeś moje ciało strzałą, lecz teraz, kiedy umieram, oświecasz mój umysł najjaśniejszym z blasków, co uważam za najwyższe dobrodziejstwo, jakiego kiedykolwiek doznałem. Mimo mego uporu pomogłeś mi uzyskać najwyższą mądrość i otworzyłeś mój umysł. Kiedy inni bogowie zsyłają dary na skutek próśb, ty je dajesz gdy tylko wymówi się twoje imię. Wielcy starali się przez całe wieki ujrzeć Światło poprzez umartwienia, a ty pozwoliłeś mi je ujrzeć nieproszony. Czuję się dumny i szczęśliwy w tej chwili. O jedno tylko chcę prosić. Mam nadzieję, że mój brat okaże się wart zaufania, jakie mu okazałeś. A gdyby opanowała go jakaś słabość i uznałbyś, że postąpił niesłusznie, proszę, nie wysyłaj strzały w jego kierunku. Traktuj go łagodnie.

A gdyby twoi bracia kiedykolwiek potępiali Sugrivę za to, że przyczynił się do śmierci swego brata, wytłumacz im proszę, ze Sugriva przyczynił się tylko do mego zbawienia. Nie było mi dane oplątać tego arcydemona Ravanę końcem mego ogona i rzucić ci go pod nogi. Ale jest tu Hanuman, który uczyni to na twój rozkaz i będzie ci posłuszny we wszystkim. Sugriva i on będą ci cennymi sprzymierzeńcami.

Rady dla przyszłego króla

Na rozkaz Ramy rozpoczęto przygotowania do koronacji Sugrivy, Angadę, syna Walina mianowano zaś następcą tronu. Sugriva przybrany w strój królewski i w lśniącej diamentami koronie przybył do Ramy, który nie był obecny na uroczystościach, by wyrazić swoje oddanie i gotowość służenia.

Rama objął go serdecznie ramieniem i rzekł:
– Wracaj do swego pałacu i powinności władcy. Zbierz wokół siebie tych, których bogowie obdarzyli odwagą, wytrwałością i trzeźwością i z ich pomocą rządź twymi poddanymi. Wszystko, cokolwiek uczynisz niech wspiera się na uświęconych prawem obyczajach.

Wytłumaczył mu jak powinien dbać o interesy poddanych, jak ważną rzeczą jest łagodność mowy.

– Nawet, gdy rozumiesz, że ten kogo masz przed sobą musi zostać potraktowany surowo, nie zadawaj ran słowami. Nawet żartem nie rań niczyich uczuć, choćby istot najniższych – powiedział Rama wspominając, jak sam zwykł śmiać się z kalectwa Kuni, kiedy był mały i rzucać w nią kulkami z gliny. Myślał, że Kuni dlatego może żywiła doń wrogość przez całe życie i znalazła ostatecznie sposobność do zemsty, gdy Dashartha zamierzał przekazać mu tron. Rama wytłumaczył więc Sugrivie jak nawet błaha przyczyna może przynieść klęskę. Potem mówił o tym, jak dalece powinno się poddawać własny sad cudzemu, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi miłość. Wspomniał o własnym pościgu za złotym jeleniem w celu spełnienia życzeń Sity.

– Nie ma przesady w twierdzeniu, że kobiety mogą przynieść śmierć – rzekł, przypominając sobie jeszcze jak Walin zapragnął żony Sugrivy.

Następnie Rama odmówił przyjęcia zaproszenia do stolicy tłumacząc się tym, że ślubował przez 14 lat żyć w lasach i nie może w tym czasie przybyć do miasta.

– Nadchodzi pora deszczów. Gdy się skończy, przyjdź z wojskiem. Czasu jest dosyć.

Czas monsunu

Odprawiwszy Sugrivę i Hanumana Rama wraz z Lakshmanem powrócił, by zamieszkać na wzgórzu. Ciemne i nabrzmiałe chmury płynęły po niebie często zaćmiewając słońce, zbijając się stopniowo w kłębistą masę niby olbrzymie słonie, huczały i ryczały grzmoty, błyskawice rozświetlały niebo i ziemię od krańca do krańca. Żar i spiekotę zastąpiła teraz przenikliwa wilgoć, mgła i letarg dni dżdżystych. Przez całe miesiące nie ustawały deszcze, wody w burzliwych strumieniach spływały z gór i tworzyły rozlewiska, unosząc ze sobą czasami głazy lub odłamy skał. Umilkły kukułki i słowiki, znikły pawie, wszelkie życie wydawało się sparaliżowane. Dzika roślinność pokrywała krajobraz różnorodnością monstrualnych lian i pnączy.

Rama odgrodzony od świata zaczął ulegać okresom melancholii. Czuł się rozłączony ze swą żoną na wieki i nie widząc żadnego sposobu jej odnalezienia, utracił nadzieję. Lakshmana zauważył stan ducha swego brata i uznał, że należy go pocieszyć:

– Nie pozwól proszę osłabnąć swej woli w te deszczowe dni. Pomogą nam Hanuman, Angada i wszyscy sprzymierzeńcy. Czas płynie i zobaczymy wkrótce, jak niebo rozbłyśnie na nowo. Niebawem ujrzymy obiecaną nam armię Hanumana.

Wreszcie deszcze skończyły się. Nowe liście ukazały się na drzewach, zakwitły jaśminy i wonne kwiaty. Umysł Ramy odzyskał sprężystość w jaśniejszej atmosferze. Zakwitły lotosy, ucichły żaby, powróciły ptaki, a pawie wyszły na słońce strząsając z siebie kropelki wody i rozpościerając lśniące wachlarze ogonów. Rzeki wcześniej ryczące wróciły do swych skromnych łożysk. Dojrzewały owoce palm arekowych w złotych kiściach, krokodyle wynurzały się z głębin i właziły na skały by wygrzewać się w słońcu.

Wypełnienie obietnicy Sugrivy

Wszystkie te czynniki stanowiły wskaźnik zmiany roku przypominający Ramie o tym, iż Sugriva nie dotrzymał danego słowa przybycia ze swym wojskiem na wzgórze. Zwrócił się tedy do swego brata:

– Czy nie wydaje ci się, że Sugriva przekroczył już termin czterech miesięcy? Czyżby spał? Dzięki naszej pomocy odzyskał swe potężne królestwo, ale zapomniał o nas. Ten, kto zerwał więzi przyjaźni, nie dotrzymał danego słowa, postąpił fałszywie i zasługuje na nauczkę. Jeśli zginie w walce, nie nasza będzie to wina. Ale przede wszystkim trzeba tam pójść i dowiedzieć się co się z nim dzieje i dlaczego zawiódł…

Wyładowawszy swe wzburzenie Rama zrozumiał, że posuwa się za daleko i nie powinien prowokować Lakshmana do gwałtownych czynów, toteż dodał:

– Mów łagodnie. Nie okazuj gniewu, ale niech twoje wyjaśnienia będą stanowcze i jasne. Jeśli nie przyjmie pouczeń, jakie mu wygłosisz, nie trać cierpliwości, a wysłuchaj pilnie co ma do powiedzenia i przynieś mi jego odpowiedź.

Uzbrojony odpowiednio Lakshmana wyszedł natychmiast. Szedł szybko nie rozglądając się na lewo ani na prawo. Nie mając pewności co do stanu stosunków z Sugrivą zamiast utartej drogi wybrał kamienistą ścieżkę skacząc z głazu na głaz.

Strażnicy sprzed bram pałacu poszli zawiadomić Angadę, siostrzeńca Sugrivy o przybyciu Lakshmany. Angada pospieszył na spotkanie, lecz ujrzawszy z daleka gniewną twarz przyjaciela cofnął się do pałacu. Tam w swej wysypanej kwiatami sypialni przebywał Sugriva rozciągnięty na swym łożu, otoczony pięknościami dworskimi o długich warkoczach i ciężkich piersiach. Kobiece pachnidła, oszałamiające kadzidła i aromat kwiatów pogrążały władcę w sennej ekstazie. Angada wszedł cicho, z szacunkiem skłonił się spoczywającemu na łożu stryjowi i szepnął:

– Posłuchaj mnie proszę. Brat Ramay, Lakshmana przybył tu. W jego twarzy widzę złość i wzburzenie. Co mi rozkazujesz uczynić?

Sugriva nie odpowiedział, ani w żaden sposób nie okazał, że zrozumiał te słowa. Angada wyszedł więc na poszukiwanie Hanumana i wspólnie z nim udał się po radę do swojej matki, Tary.

– Wszyscy nie pomyśleliście o moralności ani o skutkach swych postępków!- odrzekła gwałtownie Tara wysłuchawszy relacji syna. – Osiągacie swe cele a potem zapominacie o zobowiązaniach. Nie znacie wdzięczności. Zwracałam wam uwagę już raz i drugi, że czas iść na pomoc Ramie, ale jakbym mówiła do ściany. Nie rozumiecie, jak wielki ciężar przytłacza Ramę i jak trudno mu z tym żyć. Zagubiliście się w rozkoszy, jesteście samolubni i niewdzięczni. Dobrze wam się wiedzie, nie myślicie więc o innych. A teraz pytacie co macie robić. Zginiecie wszyscy, jeśli waszym zamiarem jest wojna z Ramą i Lakshmaną!

Podczas, gdy Tara mówiła, ludność Kishkindhy zamykała i barykadowała bramy grodu. Lakshmana obserwował ich rozdrażniony i rozbawiony zarazem, po czym jednym pchnięciem i kopnięciem rozwalił barykadę i otworzył bramę na oścież. Zapanował wielki popłoch, małpy uciekały do pobliskich lasów porzucając miasto. Lakshmana wkroczył majestatycznie do grodu i rozejrzał się.

Wówczas Hanuman zwrócił się do Tary:
– Proszę o pani, wyjdź ze swymi służebnymi na próg pałacu. Lakshmana nie wtargnie, jeśli ty mu zagrodzisz drogę. Inaczej strach pomyśleć co się może zdarzyć, jeśli gwałtownie wkroczy do środka.

– Odejdźcie wszyscy – powiedziała Tara – i skryjcie się tak, by nie było was widać. Ja pójdę i stawie mu czoło.

Kiedy Lakshmana przeszedł ścieżkę królewską i znalazł się u stóp schodów pałacu, usłyszał brzęk bransolet na rękach i nogach. Podniósł wzrok i ujrzał armię kobiet zbliżających się ku niemu z determinacją. Zanim mógł zdecydować, czy ma się cofnąć, został otoczony. Poczuł się zmieszany i zażenowany. Pochylił głowę niezdolny spojrzeć na żadną z kobiet i stał ze spuszczonymi oczyma zastanawiając się, co ma robić dalej.

Wówczas Tara zwróciła się do niego z całą kurtuazją:
– Jesteśmy zaszczyceni i uszczęśliwieni twoja wizytą, panie. Lecz przeraża nas sposób, w jaki tu wszedłeś. Póki nie dowiemy się jakie są twoje zamiary, będzie nas dręczyć niepewność. Czy masz nam coś do powiedzenia?

Lakshmana podniósł wzrok i pierwsze spojrzenie w twarz Tary przypomniało mu boleśnie jego matkę Sumitrę i macochę Kausalię. Przez chwilę tęsknota za domem była nie do zniesienia, jednak stłumił ją i rzekł:
– Przysyła mnie mój brat Rama, abym poznał przyczynę, dla której Sugriva nie dotrzymał dotychczas danej obietnicy przysłania nam na pomoc swej armii.

Tara odrzekła:
– Niech twój gniew , panie nie zwraca się przeciw Sugrivie. Wielcy powinni wybaczać błędy ludzi małych. Sugriva nie zapomniał. Wysłał polecenie do wszystkich swych sojuszników wzdłuż i wszerz kraju w celu zwerbowania armii i oczekuje powrotu posłańców, co jest jedyna przyczyną zwłoki. Proszę nie miej nam tego za złe.

Słysząc te słowa Lakshmana odetchnął z ulgą. Widząc to złagodzenie atmosfery Hanuman przybliżył się do niego ostrożnie. Tyle pokory i szczerości było w jego postawie, ze złość całkowicie opuściła Lakshmanę. Wyjaśnił im teraz:
– Rama cierpi głęboko. Potrzebuje pomocy Sugrivy i boi się, że im dłużej wasz król będzie zwlekał, tym bardziej rosnąć będą w siły ci, co wyrządzili zło.

– Proszę, wejdź do pałacu, panie i pozwól, by Sugriva cię przyjął. Kiedy tu stoisz odmawiając wejścia, dajesz złym językom powód do plotek i obmawiania nas. Zapomnij o tym, co minęło i wejdź do środka.

Angada powitał Lakshmana wchodzącego do pałacu i natychmiast pospieszył zawiadomić Sugrivę o jego przybyciu. Powiedział mu w jakim celu i w jakim nastroju przybył tu Lakshmana i jak za jednym dotknięciem runęły bramy miasta. Sugriva zaskoczony zażądał wyjaśnień dlaczego nikt go nie powiadomił we właściwym czasie o przybyciu Lakshmany. Angada odpowiedział uprzejmie unikając wszelkich bezpośrednich zarzutów:
– Wchodziłem tu i mówiłem, ale najwidoczniej spałeś, wbrew moim przypuszczeniom, że nie śpisz.

– Okazujesz mi wiele szacunku tłumacząc to w ten sposób – odpowiedział Sugriva – ale byłem pijany i to sprawiło, że zapomniałem o moich zobowiązaniach i obietnicach. Wino odbiera człowiekowi energię, zmysły, trzeźwy sąd i pamięć, wszelkie zobowiązania i obietnice znikają sprzed oczu; traci się nawet zdolność odróżnienia swej żony od matki. Przychodzimy na świat mai w stanie całkowitej samoułudy i dodajemy do tego jeszcze dalsze złudzenia, jakie stwarza wino. Nie ma dla nas ratunku. Głusi na rady i nauki mędrców wchłaniamy trunek i pogrążamy się w zapomnieniu odgarniając jedynie z wierzchu szumowiny i drobne insekty pływające w sfermentowanym moszczu. Jak teraz spojrzę w oczy Lakshmanie? – po chwili refleksji Sugriva rzekł – Ślubuję teraz, że nigdy nie wezmę do ust jakiegokolwiek odurzającego trunku. – i pokrzepiony tym postanowieniem poszedł powitać Lakshmanę.

W pierwszej chwili na jego widok złość Lakshmany ożyła. Stłumił ja jednak zdecydowanie, uścisnął mu dłoń i wszedł do przedsionka pałacu. Sugriva wskazał mu pozłacane krzesło i poprosił gościa, by zechciał je zająć. Ten jednak usiadł na podłodze, co stropiło Sugrivę i innych.

Następnie Sugriva zapytał:
– Czy zechciałbyś wziąć kąpiel i dzielić z nami posiłek?

Na co Lakshmana odrzekł:
– Rama odżywia się roślinami i korzonkami, ja także. Każda minuta zwłoki pozbawia go pożywienia. Rozpocznijcie natychmiast poszukiwania Sity, a będzie to dla mnie świętą kąpielą w Gangesie i posiłkiem z ambrozji.

Sugriva odpowiedział z wielkim smutkiem:
– Kiedy Rama cierpi takie niedostatki, tylko małpa, taka jak ja może pogrążyć się w uciechach cielesnych. Przebacz mi.

Następnie zwrócił się do Hanumana:
– Nasi posłańcy nie przybyli. Gdy powrócą, zaprowadź ich do Ramy. Zostań tu aż do tego czasu. Ja pójdę już teraz.

Zebrał orszak i wyruszył na spotkanie z Ramą w uroczystym milczeniu, pełen poczucia winy. Ale gdy stanął twarzą w twarz z Ramą w jego górskiej pustelni, ten powitał go z otwartymi ramionami i rzekł:

– Mam nadzieję, że ty i twoi poddani jesteście szczęśliwi i w kwitnącym stanie.

Sugriva wypowiedział słowa powitania, a następnie niezdolny hamować słów, zaczął gwałtownie oskarżać samego siebie:
– Uchybiłem mej powinności, mej obietnicy, zagubiłem się w rozkoszach dostatniego życia. Zdradziłem ograniczenia umysłu małpy. Nie mam prawa oczekiwać twego przebaczenia.

– Pora deszczowa trwała niespodziewanie długo i wiedziałem, że musisz oczekiwać jej zakończenia. Teraz twoja mowa świadczy o postanowieniu przyjścia nam z pomocą, co czyni mnie szczęśliwym. Nie wątpię w twą gorliwość, ale nie powinieneś tak umniejszać twego znaczenia. Gdzie jest Hanuman?

– Wkrótce nadciągnie tu z armią.

– Teraz możesz odejść – odrzekł Rama – masz inne obowiązki do wypełnienia. Wróć, gdy armia będzie gotowa.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: