Arrasy Króla: wspomnienie z dzieciństwa

Arrasy Króla: wspomnienie z dzieciństwa

Przez pół roku, prawie do końca października Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie udostępniał dla zwiedzających wystawę oryginalnych arrasów wykonanych w latach 1550-1560 w warsztatach w Brukseli.

Tkane obrazy wykonane są z wełny i jedwabiu, nici srebrnych i srebrnych złoconych.

Część arrasów została już poddana konserwacji, część zaś eksponuje się „jak są” w pozycji półleżącej, co zapewne zapobiega dalszemu niszczeniu pod wpływem własnego ciężaru, choć utrudnia wykonanie dobrych zdjęć. Wiele z nich jednak w pewnym stopniu odzyskało swą oryginalną barwę dzięki zabiegom konserwacji.

Wystawa pod nazwą „Wszystkie arrasy króla – Powroty 2021-1961-1921” upamiętnia burzliwe dzieje, w jakich brały one udział. Będąc cennym skarbem pamięci Europy i polskiej szlachty arrasy królewskie były zabrane – w polskiej wersji: „zrabowane na polecenie carycy Ekateriny II” – i wywiezione galerem wiślanym na trzy dni przed wkroczeniem Niemców do Krakowa w 1939 roku.

Podczas II wojny światowej trafiły najpierw do Rumunii, potem do Francji, Anglii a następnie do Kanady.

18 marca 1921 roku odbyła się prezentacja arrasów odzyskanych z Rosji na mocy traktatu pokojowego w Rydze. 18 marca 1961 roku odbył się uroczysty pokaz arrasów po ich powrocie z Kanady. 18 marca 2021 roku otwarto nareszcie wystawę, na której po raz pierwszy wszystkie zachowane wawelskie arrasy zostały zaprezentowane we wnętrzach, do których były zamówione.

Moja historia z tymi dziełami sztuki nie ma nic wspólnego z hołdem dla brukselskich warsztatów, ani dla szesnastowiecznych kontaktów politycznych w Europie z żadnej ze stron.

Moja historia to wspomnienie czteroletniego dziecka, które przychodziło do babci oglądać kalendarz z tymi arrasami – na spotkanie z wizjami królewskich polowań na dziką zwierzynę. Skąd się on tam wziął – taki piękny i kolorowy – w czasach gdy wszystko było czarno-białe lub najwyżej trójkolorowe – nie wiem.

Babcia Renia już nie żyje i ten artykuł jest dla niej, to hołd dla jej wytrwałości w odpowiadaniu na dziecięce pytania.

Arrasy to nie tylko sceny dzikiej natury, zwane werdiurami. To również bordiury – cała seria tak popularnych przecież w Europie w tamtym okresie tematów biblijnych oraz kompozycje z królewskimi herbami i inicjałami.

Mnie zainspirowały werdiury, głównie ze względu na interesujące przedstawienie różnych gatunków zwierząt, wielość stworów fantastycznych. Artystyczne wykonanie cechuje się nieraz doskonałą precyzją, a czasami wręcz przeciwnie – nieznajomością anatomii danego gatunku zwierza. Bordiury są również dość ciekawe: wielość szczegółów na jednym obrazie i wyraziście przedstawione emocje.

Pierwszy z obrazów – Koza, wąż i ryś – to ten, który w całości zaprezentowany jest powyżej. Poniżej zaś niektóre jego fragmenty:

Koza, wąż i ryś

Małpka i koszatka

Cyweta pożerająca ptaka

Borsucza rodzina

Dwa leopardy, bażant i małpa

Wielbłąd, Zające i Paw

Dziki i lew zabijający małpę


Pantera walcząca ze smokiem

Króliki, Kaczka, Wydra i Jeleń

Fantastyczny gad, wąż i zimorodek

 

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: