Koniec krótkiej epoki europocentrycznej

Koniec krótkiej epoki europocentrycznej

Historia ludzkości znana nam współcześnie sięga nie wcześniej, niż zaledwie kilka tysiącleci wstecz. Wszystko co wiemy na pewno o kulturze antycznej dotyczy głównie cywilizacji azjatyckich, północnoafrykańskich, amerykańskich i wszędzie indziej na świecie… ale nie w Europie.

Zgodnie z oficjalnie przyjętą historią z końcem ostatniego zlodowacenia – ok. 9 tysięcy lat p.n.e. – powstają w południowej Azji pierwsze cywilizacje. Nasza wiedza na ten temat jest mocno podkopana – nie ma wystarczających dowodów na to, by stwierdzić, które regiony jako pierwsze dysponowały wysoko rozwiniętą cywilizacją. Uczeni wciąż podają różne okresy bytowania kultur, szukają dowodów i wynajdują hipotezy na ten temat, jednak wydaje się, że większość dyskusji w kwestii „kto pierwszy” ma bardziej tak istotne współcześnie znaczenie polityczne…

Bharat

Zgodnie z jednym z najstarszych historycznych źródeł, księgami Mahabharaty oraz potwierdzonymi archeologicznie danymi najstarszą wysoko rozwiniętą cywilizację umiejscawia się w regionie współczesnej krainy Bharata – czyli Indiach. Region obejmuje również Pakistan, czyli niegdysiejsze Indie Zachodnie.

W czasach uważanych przez niektóre teksty źródłowe i księgi liturgiczne za początek tak zwanej epoki kaliyugi – przed którą istniały inne yugi, a żyjący wówczas ludzie cieszyli się umiejętnością doświadczania szczęścia – gdy większość ludów migrowała z miejsca na miejsce, w regionie doliny rzeki Indus pojawiła się cywilizacja zwana przez nas współcześnie cywilizacją Indusu-Saraswati, kulturą harappańską, kulturą Mohendżo-Daro. Wykopalisk znaleziono wiele i do dziś archeolodzy odnajdują coraz to nowsze stanowiska.

» Mohenjo-Daro: ucieleśniona utopia

Okoliczności, w jakich natrafiono na starożytne ślady w tym regionie wydają się być znamienne. Oto w roku 1856 brytyjscy urzędnicy kolonialni zajmujący się nadzorowaniem budowy linii kolei łączącej Lahore i Karachi w dzisiejszym Pakistanie napotkali na suchym terenie wiele wypalanych w ogniu cegieł. Odkryto setki tysięcy podobnych do siebie rozmiarem i kształtem cegieł. Z polecenia Anglików robotnicy indyjscy wykorzystywali te starożytne artefakty do kładzenia podbudowy pod torowisko. Niebawem pośród cegieł zaczęli znajdować również przedmioty wykonane ze steatytu, niektóre o wysokich walorach artystycznych.

Zmiana paradygmatu historii

Pierwsze archeologiczne prace wykopaliskowe w dolinie Indusu rozpoczęły się dopiero po odzyskaniu przez Indie i Pakistan niepodległości w roku 1947. Pozwoliło to odrzucić wcześniejszą, zaproponowaną przez brytyjskich archeologów hipotezę o tym, że idea cywilizacji przyszła z innego regionu.

Wnikliwe badania nad kulturą Cywilizacji Doliny Indusu wskazują na unikalny kierunek rozwoju zamieszkujących ten region ludów drawidyjskich. Zadziwiającym wydaje się być, że współistniejąc w tym samym czasie z cywilizacją Egiptu, Mezopotamii, Chin i utrzymując stosunki gospodarczo-handlowe nie przejęli od sąsiadów idei produkcji broni na skalę użytkową. W wykopaliskach Indusu znaleziono jedynie niewielkie ilości broni rytualnej. Nie stwierdzono, by używano tam siły w celu utrzymania społecznego porządku. Mając do dyspozycji tak duże obszary i tak wiele zaawansowanych technologii przedstawiciele Kultury Harappa nie podejmowali prób najazdów na sąsiednie ziemie, jak wiele cywilizacji wcześniej i później.

Być może „… ludzie mieszkający w tych miastach musieli być zaprzątnięci przede wszystkim sprawami nie z tego świata.” – Jan Kieniewicz „Historia Indii”

W tym czasie starożytna Grecja – której dorobek stanowi źródło i dumę europejskiej kultury – miała etap tzw. wczesnego okresu helladzkiego. Wszyscy historycy zgodnie stwierdzają, że pozostawała daleko w tyle za współczesnymi jej kulturami Wschodu.

Cóż mogli począć z tymi faktami sztywni Anglicy jako koloniści zetknąwszy się z zaawansowaną starożytną kulturą, której spuścizna – nieczytelna dla nich – tkwiła w rękach mieszkańców ziemi Bharat, ziemi ludzi „prymitywnych”?

Starożytne Chiny

„Do niedawna wśród uczonych Zachodu panowało przekonanie o wyższości greckiej myśli filozoficznej i pochodzących od niej szkół zachodnioeuropejskich nad filozofią Wschodu. Zastanawiano się nawet, czy starożytność posiadała jakąś inną filozofię poza grecką. I dlatego rzekomi przyjaciele Wschodu chętnie uznawali istnienie mądrości wschodniej, zrodzonej z niesystematycznej obserwacji społeczeństwa i przyrody, ale odmawiali Wschodowi prawa do filozofii nie widząc w dociekaniach myślicieli wschodnich ani organicznego powiązania z elementami nauk ścisłych, ani systemu logicznie z siebie wynikających twierdzeń (…) Taki pogląd na myśl wschodnią był odbiciem stosunków panujących w końcowym okresie kapitalizmu, przeradzającego się w imperializm, kiedy ówczesna, świeżo zdobyta techniczna, gospodarcza i militarna przewaga mocarstw zachodnich była rzutowana w odległą przeszłość jako dowód rzekomo wrodzonej wyższości umysłowej Zachodu nad Wschodem.” – Witold Jabłoński, wstęp do „CZUANG-TSY NAN-HUA-CZÊN-KING – Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu”

Głupi mądrego nie zrozumie, po co więc europejskim „przyjaciołom Wschodu” wnikać we wschodnią filozofię, skoro i tak nie przedstawia ona żadnych sensownych dla nich tez, prócz oczywiście tych adoptowanych z greckiej kultury?

Przez długi czas istniał w Chinach trend, zgodnie z którym punktem honoru było wykazanie, że Chiny posiadały filozofię nie tyle równoważną greckiej, ile do niej podobną.

Kalikat i Goa

W programach edukacyjnych ministerstw oświaty nie wspomina się zbyt głośno o tym, że inspiracją dla rozwoju krajów europejskich, poszukiwań i odkryć naukowych stały się pogłoski o osiągnięciach kultury krajów arabskich, Chin i Indii. Mieszkańcy śródziemnomorskiego regionu żyjący w strachu przed wielkim światem przemieszanym z fascynacją mitami o krainie kapiącej złotem nazywanej – według spuścizny relacji ludzi Aleksandra Macedońskiego – Indiami i o opisywanej przez Marko Polo potędze wielkich chanów zachłannie przekazywali sobie przez stulecia kolejne newsy na temat potencjalnej dostępności skarbów Wschodu.

W wyniku odkryć geograficznych dla Europy dokonanych głównie przez mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego w latach około 1300 – 1600 średniowieczny Zachód dowiedział się, że w tych innych krajach innowiercy mają niejednokrotnie lepsze narzędzia, lepsze metody naukowe, więcej dostatku, a być może są nawet bardziej cywilizowani… cokolwiek miałoby to znaczyć.

Stanowiło to bolesny kopniak dla średniowiecznej Europy upokorzonej swoją niską pozycją na forum światowej kultury. Muzułmanie stanowili wówczas jedyne źródło pozyskania jakże upragnionych w ówczesnej Europie „korzeni”, do których, prócz imbiru zaliczano cynamon, pieprz czarny, gałkę muszkatołową, drzewo sandałowe. Stawiali więc swoje ceny i dyktowali warunki. Bardzo nie pasowało to dumnym chrześcijańskim królom, książętom, komturom i papieżom, którzy uważali się za jedynych słusznych w religijnej walce „o rację”.

Wielkie przedsięwzięcie jakim była wyprawa Vasco da Gamy do Indii można porównać do współczesnych inicjatyw globalnych dotyczących produkcji na światową skalę jednych produktów i zakazu produkcji innych – przy pomocy oficjalnego stwierdzenia szkodliwości tych drugich. Wtedy mieliśmy coś w rodzaju „wolnej amerykanki” – kto miał siłę, mógł narzucić prawo, więc z zasady przyjaznych ludzi przeważnie wiązano w pęczki i sprzedawano za escudos.

„Przez całe wieki handel na Oceanie Indyjskim z rzadka tylko zakłócały konflikty zbrojne, dlatego na wodach tych nie istniała tradycja prowadzenia wojen.”

Jeżeli poczytać sobie kroniki żeglarskie z okresu odkryć geograficznych, zobaczymy inny, jakże różny od zachodniego obraz stosunków handlowych.

» Epopeja goańska w skrócie, czyli spotkanie Wschodu z Zachodem

Dziś mamy polityczną poprawność, którą posłusznie zaakceptowały rządy krajów wschodnich. Poprawność politycznych organizacji powstałych na gruncie gospodarczego boomu Europy osiągniętego kosztem grabieży kolonizowanych chwilę wcześniej krajów.

Kiedy jednak fałszywe motywacje zachodniej poprawności politycznej przekraczają granice przyzwoitości, kraje wschodu sięgają po własne prawo interpretując rzeczy zgodnie ze swoim światopoglądem. Wówczas na Zachodzie mówi się o nakładaniu sankcji, ponieważ rzekomo ktoś jest niegrzeczny.

Indie brytyjskie

Portugalczyków, a także Holendrów wykurzyli z ziem Bharata Brytyjczycy. Panująca miłościwie królowa Elżbieta I przyznała Kompanii Wschodnioindyjskiej w 1600 roku licencję na wyłączność handlu z Indiami na okres piętnastu lat. Dochody kompanii z importu przypraw przekroczyły wszelkie oczekiwania.

Ówczesna wizja kultury Orientu to zlepek przekazywanych z ust do ust stereotypów, takich jak: zacofany, irracjonalny, dziki, egzotyczny, nieokrzesany, mistyczny, wyuzdany, niebezpieczny – zgodnie z badaniami Edwarda Saida, palestyńskiego teoretyka literatury zachodniej XIX wieku. Taka wizja legitymizowała podboje kolonialne dokonywane w imię misji cywilizacyjnej, a oparta była na myśleniu ewolucjonistycznym i uniwersalnym przekonaniu o naturalnej drodze rozwoju wszystkich społeczeństw w duchu rozwoju europejskiego.

Nie tylko Wielka Brytania brała udział w rozkradaniu ziem i płodów rolnych ludzi żyjących nie-po-europejsku. W dziewiętnastym wieku nastąpił szczyt popularności w zakładaniu coraz to nowych kolonii, aż w końcu zaczęło brakować ziem dla spóźnionych Niemców i innych „cywilizowanych obywateli Europy”. Skolonizowano nie tylko Azję, ale wszystkie kontynenty wytrzebiając ludność i jej kulturę… historię znamy. Ale tylko Azja Południowa i Daleki Wschód oparły się dalszemu ciągnięciu wózka w taki sposób.

Mohandas Kamarchand Gandhi opowiada w swojej „Autobiografii” o żałosnych poczynaniach ludzi o korzeniach południowoazjatyckich mających przybliżyć ich do upragnionej cywilizacji brytyjskiej.

„Postanowiłem, że potrafię zdobyć ogładę niezbędną do przebywania w dobrym towarzystwie. W tym celu podjąłem niemal niemożliwe do zrealizowania wysiłki zostania angielskim gentlemanem.

Uszyte w Bombaju ubranie, które miałem na sobie, nie nadawało się do noszenia wśród Anglików, sprawiłem więc sobie nowe w sklepach przeznaczonych dla wojskowych. Kupiłem sobie również cylinder za dziewiętnaście szylingów, co w owych czasach było nie byle jaką sumą. Uważałem to jednak za niewystarczające i wydałem aż dziesięć funtów na garnitur wieczorowy zamówiony na Bond Street, a więc w centrum eleganckiego życia londyńskiego.

Otrzymałem również od mego poczciwego brata podwójną złotą dewizkę. Noszenie gotowych krawatów było sprzeczne z pojęciem elegancji, toteż nauczyłem się sam je wiązać.

Kiedy byłem w Indiach, lustro było luksusem, a przeglądałem się w nim jedynie wtedy, gdy zjawiał się nasz domowy fryzjer, by mnie ogolić. Tymczasem tutaj traciłem co najmniej dziesięć minut dziennie wiążąc krawat lub czesząc się przed lustrem. Nie miałem miękkich włosów i musiałem codziennie staczać z nimi uporczywą walkę, szczotkując je i układając w odpowiedni sposób. Ilekroć wkładałem lub zdejmowałem cylinder, moja ręka automatycznie sięgała do głowy, by poprawić włosy, nie mówiąc już o innych „cywilizowanych” przyzwyczajeniach, które nabyłem przebywając w tzw. wyborowych towarzystwach.

Nie zadowalając się tym wszystkim, zwróciłem uwagę na inne jeszcze szczegóły, które miały uczynić ze mnie angielskiego gentlemana. Powiedziano mi, że w tym celu należy pobierać lekcje tańca, języka francuskiego oraz krasomówstwa. Francuski był nie tylko językiem sąsiedniego kraju, lecz również tzw. „lingua franca” na kontynencie, po którym zamierzałem odbyć podróż.

Tańca postanowiłem się nauczyć na specjalnych lekcjach, płacąc trzy funty za kurs. W ciągu trzech tygodni miałem około sześciu lekcji, jednak nauczenie się czegoś przypominającego rytmiczne ruchy przekraczało moje możliwości. Nie potrafiłem uchwycić ani rytmu, ani tempa.

Cóż więc miałem robić? Pustelnik z bajki trzymał kota, ażeby odstraszyć myszy; potem kupił krowę, żeby kot miał mleko, potem wynajął człowieka, żeby pilnował krowy itd. itd. Moje ambicje wzrastały podobnie jak rodzina pustelnika. Sądziłem, że powinienem nauczyć się grać na skrzypcach, by przyzwyczaić ucho do muzyki Zachodu. Wpakowałem trzy funty w kupno skrzypiec i nieco więcej w opłacanie lekcji. U trzeciego nauczyciela miałem pobierać lekcje krasomówstwa, za co mu z góry zapłaciłem jedną gwineę. Nauczyciel polecił mi jako podręcznik książkę Bella pt. „Pod stawy sztuki krasomówczej”. Kupiłem ją i rozpocząłem swe studia od mowy wygłoszonej przez Pitta. Ale wtedy właśnie ocknąłem się.

Przecież nie zamierzam spędzić całego życia w Anglii! – powiedziałem sobie. Co mi przyjdzie z tej nauki krasomówstwa? Czy umiejętność tańczenia potrafi uczynić ze mnie gentlemana? Gry na skrzypcach można się nauczyć również w Indiach. Przyjechałem, aby studiować prawo, i powinienem iść w tym kierunku. Muszę się postarać o to, aby mnie przyjęto na wydział prawniczy. Oczywiście, jeżeli uda się zostać gentlemanem lepiej. W przeciwnym razie raczej należy zrezygnować z wszelkich ambicji… Tym podobne myśli błąkały mi się po głowie i dałem im wyraz w liście, który napisałem do mego nauczyciela sztuki krasomówczej, przepraszając go jednocześnie za przerwanie dalszych lekcji. Pobrałem zaledwie dwie lub trzy. Podobnej treści list w stosowałem do nauczyciela tańców, a do nauczycielki, która mi udzielała lekcji gry na skrzypcach, poszedłem sam, prosząc ją, by sprzedała moje skrzypce za każdą ofiarowaną sumę. Była dość przyjaźnie usposobiona dla mnie, więc opowiedziałem jej, jak doszedłem do przeświadczenia, iż obrałem fałszywą drogę w poszukiwaniu swego ideału. Owa nauczycielka dodała mi wtedy wiele otuchy i zachęcała do wytrwania na drodze całkowitej zmiany dotychczasowego kierunku.”

» Więcej historii wg Mahatmy

Panikkar – azjatyckie widzenie Europy w latach pięćdziesiątych

Oba mocarstwa – Rosja i Ameryka – w stosunkach z Azją miały tradycje z gruntu inne niż państwa Europy Zachodniej i w końcu całkowicie usunęły w cień ich wpływy.

Rosja jest trwale obecna w Azji, to fakt geograficzny, którego wpływ w miarę upływu czasu stanie się jeszcze bardziej widoczny. Trzy wielkie państwa Wschodu: Indie, Chiny i Japonia, graniczą z obszarami radzieckimi. Wpływy radzieckie mają poza tym charakter kontynentalny, a nie morski i pod tym względem różnią się zasadniczo od wpływu, jaki przez lat 400 Europa wywierała na Azję.

Kontakt z Ameryką również wynika z faktów geograficznych. Ocean Spokojny jest wprawdzie olbrzymim obszarem morskim, niezbadanym w okresie poprzedzającym pojawienie się w Azji Europejczyków, ale dziś kraje Dalekiego Wschodu i Ameryka są sąsiadami i w miarę rozwoju komunikacji lotniczej sąsiedztwo to w jeszcze szerszym zakresie się utrwali.

Z tych to powodów jasno wynika, że zanik politycznej władzy europejskiej w Azji oznacza koniec wyraźnie określonej epoki.

Niektórzy autorzy europejscy skłaniali się do patrzenia na ekspansję europejską jako na rezultat pochodu cywilizacji: sir George Sansom uważa, że „był to nieunikniony wyraz pochodu cywilizacji. Oznaczał początek nowego etapu w rozwoju społeczeństwa ludzkiego” Sansom, „The Western World and Japan”, London 1950.

Profesor Richard Tawney, brytyjski historyk czasów Gandhiego widzi w początkach inwazji europejskiej w Azji jedynie ręce chciwych kupców antwerpskich. W rzeczywistości wczesna ekspansja europejska na wodach azjatyckich nie była ani „pochodem cywilizacji”, jak tego chce Sansom, ani też teatrem kukiełek, kierowanych zza sceny rękami sprytnych kupców.

Była to próba okrążenia przygniatającej potęgi lądowej islamu na Bliskim Wschodzie, próba uzupełniona pragnieniem wyrwania się z więzienia Morza Śródziemnego, zakreślającego granice możliwości Europejczyków. U zarania XIX wieku Europa ze swym ustrojem społecznym, gospodarczym i politycznym, zorganizowanym w wyniku olbrzymich zaburzeń przemysłowych i rewolucyjnych końca XVIII wieku, istotnie zaprezentowała dynamiczną cywilizację w marszu. Uderzyła w same podstawy porządku społeczeństw azjatyckich, narzuciła im swą wolę, powodując w Azji przemiany społeczne i polityczne o zasadniczym znaczeniu. Ale doszukiwanie się w awanturnictwie kupieckim pierwszych trzech wieków kontaktu Europy z Azją wielkiej koncepcji epickiego konfliktu między Wschodem a Zachodem nadaje chyba dawnym wydarzeniom sens, jaki zyskały o wiele później.

Trudno od uczonego hinduskiego zajmującego się dziejami Azji wymagać, aby wnikliwie przedstawiał wewnętrzne problemy krajów europejskich. Panikkarowi nie można jednak zarzucić niewiedzy, gdyż świadomie bagatelizuje wiele epizodów historycznych ze świata Europy. Tym samym chce się wywnioskować, że w jakimś stopniu reprezentuje on azjocentryczny punkt widzenia na dzieje Europy: to dla niego mała geograficznie, niemal nieróżniąca się całość. Fakt takiego postawienia problemu – co w ogóle wy daje się być poza wyobraźnią czytelnika i autora europejskiego – mówi sam za siebie. Tego rodzaju kuracja może być skuteczna na europocentryzm niektórych autorów europejskich, datujących z ogromną pewnością siebie wszystkie przełomy w dziejach świata od wydarzeń w Europie.” 

„Z książkami tego typu co „Azja a dominacja Zachodu” ani polski, ani też w ogóle europejski czytelnik nie miał możliwości stykać się zbyt często. Nie tylko dlatego, że autorem jej jest historyk azjatycki, ale przede wszystkim z uwagi na sposób ujęcia przedstawianych zagadnień. Autor bowiem zrywa z europocentrycznym punktem widzenia dziejów Azji, a zwłaszcza europejskiej penetracji kolonialnej na tym kontynencie.” – Andrzej Bartnicki, Przedmowa do „Azja a dominacja Zachodu”

Kavalam Madhava Panikkar – wybitny dyplomata i historyk hinduski, znany jest czytelnikowi polskiemu z książki „Dzieje Indii”, wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Naukowe w 1965 roku.

Współcześnie – po ponad sześćdziesięciu latach od tej publikacji – możemy obserwować jak zmienia się sytuacja, o której pisze Panikkar.

Ucywilizowanie Zachodu

Publikacja PAH prezentuje swoją interpretację pewnej wypowiedzi wielkiego indyjskiego przywódcy Gandhi w następujący sposób:

Istnieje anegdota, wedle której Mahatma Ghandi zapytany przez dziennikarza o to, co myśli o cywilizacji zachodniej, miał uśmiechnąć się i odpowiedzieć: „To byłby całkiem niezły pomysł.”

Choć ciężko obecnie doszukać się źródeł tej wypowiedzi, Ghandi znany był z takiego właśnie poczucia humoru. Kiedy reporter używa słowa „cywilizacja”, używa go jako rzeczownika, pytając: „co sądzisz o zachodnim modelu cywilizacji?”. Kiedy jednak Gandhi odpowiada, używa słowa „cywilizacja”  w formie czasownika: „cywilizować”.

Innymi słowy Gandhi odpowiada on: „Myślę, że dobrym pomysłem byłoby ucywilizowanie Zachodu”.

Jest oczywiście bezsprzecznym faktem, że w XIX wieku – na fali fascynacji nauką – Europa stała się najpotężniejszą i najbogatszą cywilizacją świata. Ale w niedostępnej dla europocentrycznej nauki wizji wszechczasowej świata – nie zasklepiającej się do wąskiego pasma ostatniego tysiąclecia – takich cywilizacji było już kilka. Co więcej – prawdopodobnie ten cudowny okres euforii i samouwielbienia dla Europy właśnie się kończy.

To jest szeroki temat dla pisarzy gatunku Political Fantasy. Na ucywilizowanie Europy jednak jest z pewnością za późno.

Wszystkie te kolonialne historie wzbudziły ogromny bagaż gniewu – miliony głodujących ludzi, całych rodzin z maleńkimi dziećmi żyjących w taki sposób we własnym kraju… Dzięki postawie i propagandzie Mahatmy wyzwolenie Indii przeszło niemal bezkrwawo dla Brytyjczyków. Ale dług nie został spłacony i gniew wisi w powietrzu, co można czasami odczuć podróżując do Indii jako biały człowiek. I o ile w Indiach jako biały możesz łatwo i bezpiecznie żyć, o tyle w Afryce, gdzie Brytyjczycy również sobie napytali dużo biedy stuleciami swego kolonizatorstwa zemsta już od dawna wisi w powietrzu, a nawet… dryfuje pontonami w drodze do Europy. 

Przebudzenie Azji

Oto więc Brytyjczycy uzyskali swój autorytet u tych żyjących po swojemu ludzi przekonując ich o zwierzchności cywilizacji zachodniego świata nad dotychczasowymi kulturowymi osiągnięciami ziem Bharata. Siła ludzkiej masy jest wielka, a więc wiara prostych ludzi w boski mit osiągnięć nauki Zachodu przemogła pamięć o wcześniejszych zdobyczach naukowych kraju Wed popartych spuścizną rozbudowanej mitologii i kompletnej kosmologii. Magia tego zachodniego mitu działa tam niestety do dziś.

Kult Zachodu obecny jest niemal na wszystkich polach ludzkiej aktywności w zakresie jaki zakreśla regionalna popkultura. Ale środowiska ludzi bardziej świadomych swojej spuścizny tworzą programy mające prowadzić do stopniowego przypomnienia ludziom o korzeniach ich przodków. I o ile w Indiach ma to zwykle formę propozycji kursów dla miłośników starożytnych tradycji i ofert turystyki ajurwedyjskiej dla takich jak na przykład ja frajerów z Zachodu, o tyle zdyscyplinowana mentalność chińskich mas ludzkich posłusznie przyjmuje odgórne rządowe dyrektywy powrotu do tradycyjnej medycyny chińskiej jako zwierzchniej nad wymysłami zachodniej współczesnej nauki.

Porównanie cywilizacji w praktyce

Na poparcie tej teorii o nieucywilizowanej, śmierdzącej Europie, podtrzymywanej jedynie prounijną edukacją dzieci w szkołach podrzucam temat przykładowy, choćby tak banalny, jak higiena – rzekomo wykładnia stopnia ucywilizowania społeczeństwa.

Kolej polska, Intercity, razem z europejskimi wypada bardzo blado na tle azjatyckiej. No dobrze, nie wspomnę tu o Indian Railways, bo tam jeździliśmy głównie trzecią klasą Sleeper, choć i u „śmierdzących hindusów” bywało niejednokrotnie czyściej niż w Polsce… Ale kilka lat temu jechałam z Krakowa do Kaliningradu i… jakiej ulgi doznałam przesiadając się w końcu na rosyjską elektryczkę wyposażoną – jak i czasami w Indiach – w czyste białe zagłówki naciągnięte na oparcia siedzeń.

A teraz temat prasowy, w związku z uruchomieniem przez czeską kolej RegioJet tras w Polsce.  Pod artykułem jak zwykle pojawiło się wiele komentarzy, w tym jeden, którego czytaniem delektowałam się przez chwilę…

~Lulek- 15.10 (16:16)
No to z innego kawałka świata. Pociąg relacji PEKIN SZANGHAJ 1382 km przemierza cała trasę w 4 godziny 32 minuty a cena biletu II klasy to na nasze od 290-330 zł w zależności od pory dnia . Rano i po południu drożej. Dla ciekawości chirurgiczna czystość w wagonach i toaletach. Nie trzęsie nie rzuca na boki NIE CAPI. Pociąg nocny ta sama trasa z miejscami do spania w kapsułach jedzie 8 godzin. Cena biletu podobna. Dostajesz pościel, kapcie jednorazowe, prysznic za 10 zł. Pociąg HONG KONG PEKIN 2441 km cena biletu 145 USD. Sumując Europa to zaścianek świata z naszymi wagonami w których są TOY TOYKI.

Rozpaczliwe ruchy unijne

A teraz na koniec naszej pięknej historii Europy przyjrzyjmy się obecnej sytuacji.

Aktualnie mamy pandemię. Wyszła sobie rzekomo z Chin i według oficjalnej narracji rządy światowe miały na nią tyle samo wpływu, co na trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Z jakiegoś jednak powodu obecna sytuacja powoduje blokadę gospodarki, blokadę ruchu turystycznego i ogólnie powoduje wiele zamieszania. A w centrum tego nieszczęścia leży Europa… No cóż tak wyszło.

Europa boi się napływających mas muzułmańskich. Piszę to w momencie, gdy na wschodniej granicy unijnej rozpoczyna się wielka inwazja muzułmańska, za którą nierozumni politycy obwiniają złą wolę sąsiadów.

Sprawa jednak jest większa, niż tylko graniczne przepychanki rusofobów i dotyczy stuleci przewinień, kradzieży i politycznego zakłamania wobec krajów zwanych sumarycznie Bliskim Wschodem.

Odbierając kolejno ziemie i możliwości utrzymania rdzennym ludom na innych kontynentach w ciągu ostatnich stuleci oligarchowie budowali w euforii swoje własne imperia. Teraz mamy co mamy – rzesze ludzi dryfujących na łodziach i stojących na granicach europejskiej organizacji zwanej Unią, która najpierw rozkradła cudze zasoby tworząc wokół siebie mit bogactwa, a teraz patykami odpycha pełne uchodźców pontony od swych wybrzeży.

Tymczasem mieszkańcy ziemi obiecanej Europa mają możliwość tworzenia swych prywatnych małych interesów w ramkach dopuszczalnego prawa gospodarczego, podatkowego, handlowego, budowlanego i bogowie wiedzą jeszcze jakiego, co daje jednak ostatecznie bardzo nikłą stabilność finansową tym przedsiębiorcom i ich rodzinom, szczególnie wobec postępowo pogarszającej się globalnej sytuacji.

Upadek europejskiego imperium gospodarczego został przesądzony gdy oligarchowie zdecydowali, że mogą nakarmić ludzi swoimi pieniędzmi. Są to rozwiązania patowe – obecny kryzys gospodarczy jest wynikiem wcześniejszego zaburzenia naturalnego porządku rzeczy, w którym ludzie potrafili sami o siebie zadbać.

» Czasy obecne: przemijanie odwiecznych wartości

Unia Europejska właśnie rozpada się. W Polsce konkretnie coraz więcej osób zaczyna wątpić w sens członkostwa w tej politycznej grupie. Wielu jeszcze wierzy w dalsze finansowe korzyści, z których najwyrazistsze są pieniądze na tzw. projekty unijne, wciąż budzące wystarczająco dużo emocji.

Wierzymy też, że jako państwo graniczne Unii mamy święty obowiązek obrony jego granic, a siły militarne, które stoją za nami od strony Zachodu na pewno nie opuszczą Polski w potrzebie.

Tak więc trwamy, Polacy…

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: