Styczniowy wieczór
Powietrze w Bengalu pachnie jakoś specjalnie.
Na pewno znaczenie ma rodzaj roslin specyficznych dla regionu, ale niestety moja znajomość botaniki w klimacie suptropikalnym nie pozwala na razie okreslic tych gatunków…. Poprzestanę więc na malowaniu moich osobistych pejzaży z Shantiniketan.
Styczniowy wieczór, godzina szósta. Ciemno juz całkiem. Komuś, kto wyrósł w polskiej szerokości geograficznej taki obrazek od razu przywoluje na myśl dziesięciostopniowy mróz, albo błotną chlapę miejską zwaną przez meteorologów opadami sniegu z deszczem. Ale tutaj styczniowy wieczor oznacza miłe ciepełko pachnące kwiatami i migoczące świetlikami. Przejażdżka na zardzewiałym rowerze bez świateł po ciasteczka czy pod jakimkolwiek innym pretekstem…. byle tylko zakosztować zapachu wieczoru i po raz kolejny upewnić się, że znajduję się w mojej ukochanej Azji Południowej – to mój stały rytuał wieczorny.
Krowy kładą się już spać na poboczach drogi, jadąc po ciemku trzeba spodziewać się niespodzianek, nawet jeżeli znasz już wszystkie dziury w drodze. Sklepiki mają swoj szczyt sprzedaży o tej porze, podobnie kafejki, czyli – mówiąc precyzyjniej – punkty sprzedazy czaju, ciasteczek i innych takich… Hindusi siedzą przy stolikach rozmawiając, młodzież w indywidualnych grupkach rozbija się wesoło na skuterach i pieszo na drodze i pobocznych dróżkach.
Przejażdżka niekoniecznie rowerowa, czasem wybieramy się na wieczorny spacer w kilka osób.
Dzisiaj maluchy były na spacerze po okolicy z papą, a więc dzień jakby zaliczony…. warto byłoby nadrobić taką rodzinna wieczorną przechadzkę, by wspólnie nawdychać się wieczornych aromatów bengalskich.







