Hel: legenda Polskiej Atlantydy i kilka dzisiejszych ujęć
Miejscowość Hel leżąca na krańcu Półwyspu Helskiego, województwo pomorskie, który stanowi na schematycznej mapie Polski charakterystyczny cypel zwana jest powszechnie Początkiem Polski.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, tom III, wydany w roku 1882 podaje wyczerpujący opis życia miejscowości i półwyspu w czasach współczesnych dla tej publikacji oraz interesujące wiadomości z zakresu kultury, historii, wierzeń i legend regionu. Poniżej cytuję kilka fragmentów z tego wydania – z zachowaniem oryginalnej pisowni i słownikowego języka – przeplatanych współczesnymi zdjęciami, bez głębszego związku z treścią, udostępnionymi dzięki uprzejmości Łukasz Rąpalski.
„Hel, albo Hela – małe miasteczko na ostatnim krańcu wąskiego półwyspu Helu wzniesione, należy do miasta Gdańska, dokąd odległość prosto wodą 5 mil, naokoło lądem 14 mil. Ludności liczy 400, domów mieszkalnych 80. W miejscu jest szkoła luterska, poczta i kościół luterski parafialny o niskiej wieży; dla katolików parafia Jastarnia.
Zaraz za miastem, już prawie w morzu, znajduje się wysoka i okazała latarnia morska z roku 1825 – obecnie zastąpiona nową, powojenną – na mocnej granitowej podstawie wzniesiona, ma ognisko do rozpoznania obracające się; z góry przepyszny widok na kraj i morze.
Skrótem
Ludność tutejsza od dawna używa mowy niemiec; wyznania luterskiego, katolików jest tylko 4. Trudnią się prawie bez wyjątku rybołówstwem, z którego dochody stanowią jedyne bogactwo i utrzymanie;
Żywią się niemal tylko rybami, używają w nadmiarze alkoholu. Pomimo to lud ogółem czerstwy i zdrowy, mało jednak wykształcony, biegły w sztuce żeglarskiej. Prawie każdy młodzieniec bywa wprzód majtkiem na jakim okręcie kupieckim i szerokie zwiedził kraje, nim się tu jako rybak i stały mieszkaniec osiedlił.
Jedna jedyna ulica dość szeroka tworzy całe miasto. W pośrodku niej niby port suchy pełno palów powbijanych, na których porozwieszane sieci rybackie się suszą. Domy niskie, małe, ale schludne, szczytem ku ulicy zwrócone, z małemi swojemi okienkami do okrętów podobne; po większej też części są z resztek rozbitych tu okrętów pozestawiane nieraz w tych drzwiach ociężałych rozpoznasz ster stary okrętowy; tam ów chlewik to kosz masztowy, w którym majtkowie w górę się podnosili.
Legenda o Polskiej Atlantydzie
Fata morgana dosyć często ukazuje się nadbrzeżnym mieszkańcom w różnych postaciach. Co się tyczy przeszłości, Hela istniała jako rybacka osada od niepamiętnych czasów.
Około połowy XV wieku zaczęto zakładać nowe miasto na innem dogodniejszem miejscu, nieco na wschód, gdzie teraz stoi. Prawdopodobnie przesiedlenie to połączone, jak się zdaje, z wylewem morza, jak i pamięć lepszych minionych czasów, dało powód późniejszym pokoleniom do różnych baśni ludowych.
I tak dziś jeszcze pokazują miejsce w morzu, gdzie stało dawniej bogate ich miasto. Utrzymywało ono handel z najodleglejszemi narodami z Indyj, Arabii, Afryki złota, pereł, kosztowności przeróżnych było tu podostatkiem, srebro sobie za nic mieli. Ale potem popadli w miękkość i zepsucie, za co ich Pan Bóg skarał.
Bo nagle w nocy, to było z pierwszego święta Zielonych świątek na drugie, morze się nadzwyczaj wzburzyło i całe miasto wraz z mieszkańcami i wszelkiemi skarbami w głębiach swoich pogrążyło. W Zielone świątki dnia pierwszego zwykle można to miasto widzieć i podziwiać pałace piękne, domy, strojnych panów, jak chodzą po ulicach i panny zalotne. Rybakom jednak niewolno się tam zbliżyć. Nieraz zdarzało się, że rybak ciekawy nurkiem się puścił na głębinę, ale już więcej stamtąd nie wypłynął. Także i dzwonienie po kościołach tego dnia słychać. Wreszcie pod wieczór śród wichru i burzy cały ten obraz niknie.
Geografia
Hela, podobno w szerokiej Polsce jedyny półwysep z ludnością polską, w Prusach zachodnich, powiecie wejherowskim. Ciągnie się wąskim pasem od Wielkiej wsi na lądzie począwszy aż do miasteczka Hel. Długi jest przeszło 3 mile, szeroki po największej części kroków 1000 do 1200, na ostatnim końcu przy Helu dochodzi ćwierć mili. Z północnej strony Bałtykiem otoczony, z południa oblany Pucką zatoką Putziger Wiek, która jest częścią wielkiej zatoki gdańskiej Danzgier Bucht.
Zwierzchnia warstwa całej tej przestrzeni jest prawie bez wyjątku piaszczysta, w ogóle równa, nad poziom morza tylko o 4 do 5 stóp wyniesiona. Tu i owdzie rozściełają się większe lub mniejsze trawą zieloną porosłe łączki. Pod piaskiem 3 do 5 stóp zwykle się natrafiają pokłady torfu, który mieszkańcy pilnie na opał wydobywają.
Zadziwia, że na tak wąskiej morzem otoczonej przestrzeni woda zdrowa do picia na każdem niemal miejscu 4 do 5 stóp głębokości się znajduje. Ze strony wielkiego morza ciągną się od wichrów przed wieki usypane wzgórza piaszczyste, które ten półwysep przed zalewem ochraniają. Są to tz. z cudzoziemska dyny niem. Dünen, 20 do 40 stóp wysokie, koło Helu nawet do 100 stóp dochodzące. miejscami zaś slabsze i niższe. Dawniej, kiedy nikt jeszcze o te dobroczynne usypy nie dbał, łatwo zdarzało się, że wiatr tu i owdzie suchy i ulotny piasek pozdmuchiwał, a wzburzone i podniesione morze wyspę zalało.
Roku 1818 zliczono, Oj że woda nie mniej jak na 27 miejscach się przelewała; a Roku 1824 naliczono miejsc aż do 124.
Nowszemi czasy zaczęto jednak i te usypy pielęgnować. Z wielką ze strony rządu starannością obsiewają je teraz pewnym rodzajem owsa, barszczem tu zwanego, clymus arenarius, który w piasku mocne korzenie puszcza. Przez to nietylko że stary piasek nie ulatnia się, ale i świeży coraz bardziej zatrzymuje. Zresztą wzgórza te na wielu miejscach tem są silniejsze, że wielu nieraz rzędami obok siebie się ciągną.
O samym półwyspie nie trzeba myśleć, jakoby był pusty i nagi. Całość od wzgórz nadmorskich aż do zatoki i od Wielkiej wsi aż do Helu jest pięknym zagajem porosła. Najczęściej się napotyka sosnę zwyczajną, ale i brzozy, różne krzewy, olszyny, wicie, jarzębiny, ba nawet dęby często się natrafiają. Po za Jastarnią aż do Helu ciągnie się nawet bór stary, do budynków przydatny. Rząd około tych zagajów jak największą ma dbałość, ani drobnych i suchych gałązek zbierać nie pozwala, żeby się, grunt piaszczysty zakrywał i użyzniał.
Choć tak piaszczysty i leśny, jest ten półwysep zaludniony stosunkowo dość gęsto. Obejmuje bowiem 4 osady wiejskie i jedno miasteczko. Osady nazywają się, począwszy od lądu poza Wielką wsią – obecnie: Władysławowo –
Cejnowa czyli Chałupy, dusz 241,
Kusfeld – obecnie: Kuźnica – 332,
Jastarnia pucka 356
i zaraz za nią Jastarnia gdańska czyli Bór 312 dusz;
miasto Hel 372 dusz.
Pod względem językowym i wyznaniowym zachodzi różnica. Mieszkańcy miasta Hela, jako od gdańszczan dawniej zależący, są zniemczeni i zlucrzeni.
Zato wszystkie inne osady, w starostwie puckiem kiedyś leżące, są szczero polskie i katolickie, a to tak dalece, że nigdzie ani jednego niemca ani żyda niema. Parafie istnieją 2 katolicka w Jastarni i luterska w Helu.
Społeczność
Z zatrudnienia są wszyscy mieszkańcy rybakami, i to w jak najściślejszem tego słowa znaczeniu. Jedyny tylko ksiądz i nauczyciel nie są rybacy. Nie masz pomiędzy nimi żadnego, któryby się czem innem trudnił. Nawet rzemieślnika zwykle najpotrzebniejszego, jak szewca, krawca, kowala, nigdzie nie znajdzie. Wszelkie w tym względzie potrzeby, buty, chleb, odzież itd. , kupują w miastach na lądzie, zazwyczaj w Pucku lub w Gdańsku. Także pługa żadnego nie ma. Pod żyto jare albo ziemniaki piasek sobie rydlem uprawiają. Wóz bodaj tylko jeden jest na całym półwyspie u proboszcza w Jastarni, o drewnianych osiach i bosych kołach, na którym zaprzężonym w woły odwiedza ksiądz chorych. Wołki tutejsze dość żwawo chodzą, ponieważ nię są, jak gdzieindziej, przy roli spracowano, Z innych zwierząt domowych hodują prawie tylko krowy, nieco owiec i gesi, kóz zgoła nie znają.
Panuje także oddawna wspólność majątku na wyspie. Wspólny pasterz wygania bydło na paśnik, także i łąki są wspólne. Siano w kopki grabią i tak się dzielą dla jak największej sprawiedliwości. Jednego z pomiędzy siebie obiorą, oczy mu zawiążą i w środek ustawią, że nie widzi; a inni tymczasem obchodzą z kolei do kopek i pytają komu ta a ta się należy. Na co on rybaka jakiego nazwie, aż wszystkie podzielą.
Chaty mają z drzewa po największej części w zrąb stawiane, nowe już teraz z cegły budują, którą z niemałym mozołem z lądu na czółnach sobie sprowadzają. Do stajen i chlewów używają często starych czółen płaskich i otwartych, które na połowę rozrzynają, pospołu łączą i mają chlewik gotowy. W domach panuje czystość i ochędóstwo. Prawie wszędzie jest drewniana podłoga położona. Ściany całe obrazami poobwieszane. Obok przestronej głównej izby mieści się pomniejszy alkierz, W sieni komin osobny czyli piekarnik urządzony, w którym ryby tyle potrzebne wędzą i suszą.
Ludność
Ludność rybacka jest postawy wogóle rosłej, zdrowia czerstwego, włosów jasnych. Mężczyźni mają przy łowieniu długie aż po pas baty, kaftan obcisły, od świąt biorą surduty. Niewiasty na głowach czepce o zastrzępionyoh brzegach, tak jak noszą kaszubki; suknie ich najulubieńsze modre.
Dziewczęta nadzwyczaj prędko wyrastają, 11 – stoletnie równają się innym 16 – stoletnim. Chłopców rodzi się więcej niż dziewcząt, ale potem na okrętach i przy łowieniu niemało ich ginie.
Pożywienie rybaków prawie tylko postne, codzień mają ryby na stole; mięsa używają chyba w święto, niedzielę. Wódki począwszy od misyi, którą tu oo. jezuici przed kilkadziesiąt laty odprawili, zgoła nie znają zato luterscy rybacy w Hela nadmiarem jej używają.
Rybołóstwo
O łowieniu ryb, najważniejszem i jedynem prawie zatrudnieniu mieszkańców, tak pisze naoczny świadek ob. Pielgrzym pelpliński, rok 1874, str. 92 Codziennie, kiedy wieczorem wychodziłem na przechadzkę, ciągnęli rybacy do morza, po trzech wsiadywali w łódkę i dalej na wodę. Czemu tak późno w noc wyjeżdżają pytałem się. Jadą na bańki i stornie, odpowiedzieli, a może uda się i skarpi złowić. Ale co to są bańki, stornie, skarpie Oto widzisz, odrzekł ksiądz proboszcz, nie umiesz ryb po polsku uazwać. Nie dziwuję się tobie, bo i niejeden uczony nasz nie wie iż niemieckie Flundern nazywają się albo bańki, kiedy są małe, lub Stornie, gdy są większe; ryby skarpie nazywają niemcy Steinbutte, a i niejeden polak już je tak nazwał. I zaczął mi dalej opowiadać, jak rybacy, wyjeżdżając teraz po trzech w łódce na noc na morze, pracują przez całą noc aż nazajutrz do obiadu, sieci zapuszczając i wyciągając z głębiny morskiej. A przybywszy do lądu, zaraz odsyłają połów do Gdańska, bo tylko świeże stornie są pokupne. Przespawszy się tedy po obiedzie cokolwiek, rybacy muszą jeszcze przed wieczorem swe sieci naprawić, bo na wieczór ta sama czeka ich praca.
Oczywiście, kiedy morze burzliwe, na połów nie wychodzą. A trzeba wiedzieć, że każda ryba ma swój czas do łowienia. I tak stornie łowią przez 3 miesiące czerwiec, lipiec i sierpień. Potem we wrześniu i październiku następuje połów na śledzie, węgorze, brejtlinki, który już tak trudny nie jest, bo sieci na wieczór w morzu tylko zostawiają i nazajutrz rano wyjmują.
Najintratniejszy jest atoli połów na łososie, odbywający się na wiosnę w marcu, kwietniu i maju wtedy cała wieś wychodzi, nawet kobiety i dzieci, na brzeg morza, aby dopomagać przy wyciąganiu do brzegu sieci, poprzednio daleko w morze zapuszczonych. Wielka radość, kiedy połów się uda, bo od połowu łososi zależy zamożność lub ubóstwo rybaków.
Zimą co robią rybacy pytacie się może. Oto niewiasty i dzieci sieci wiążą, a mężczyzni się zatrudniają połowem na psy morskie lub świnie morskie lub łowieniem w sieci kaczek morskich. Z tłuszczu pierwszych tran wytapiają; ich wątroba jest delikatesą, a kaczki dobrze podobno smakować mają.
Najciekawszy jest porządek, jakim się rybacy wyspy podzielili dla połowu. Wszyscy mieszkańcy bowiem pojedyńczych wiosek podzielili się na pewną liczbę tz. matszoperyi czyli związków rybackich, z których każdy ma pewne miejsce w morzu do połowu łososi i węgorzy. śledzie i stornie wolno łowić, gdzie się komu podoba. Na czele matszoperyi stoi tz. szyper, a około niego inni rybacy maszopi na cały fok się zgromadzają maszopują się, nietylko mężczyźni, ale i kobiety i dzieci. Przy podziale zaś ryb czyli zarobku taki jest porządek, że każy mężczyzna żonaty dostaje jednę całą część, wdowa po dawniejszym maszopie połowę tego, kobiety i dorosłe dzieci czwartą część tego co żonaty maszop. Każdoczesny proboszcz odbiera także czwartą część, organista i małe dzieci niedorosłe ósmą część.
Rozkład ten wszystkich rybaków na pewne związki sprawia, iż wszyscy zarówno przy połowach zarabiają i że wszyscy równo są albo zamożni albo ubodzy. Wyrabia się w tem nawet pewien porządek społeczny, którym nietylko wewnątrz są połączeni, ale występują nawet przed zwierzchnością świecką.
Język
Mowa półwyspiarzy jest stara kaszubska, która w tem zdaje się być dźwięczniejszą od wyrobionej teraz polskiej, że przycisk nie jak my zwykle na przedostatnią, ale i na 3cią, 4tą i ostatnią zgłoskę kładzie.
Mają też wyrazy gdzieindziej mniej albo wcale nie znane, jak np.
perzynko cokolwiek,
bokadość wiele,
wszeternasto wszystko,
babnica kruchta,
nogawica pończocha,
stateczk sądek piwa.
Osobliwie wyrażenia rybackie i żeglarskie, nie wiedzieć zkąd wzięte, używane teraz jeszcze przez niemców w Helu.
I tak kotwica zowie się u nich draga,
wiosła remy,
cisza merska glada,
statek otwarty, na którym jadą, brat,
sieci na śledzie mance,
sieci na stornie cezy,
głębia morska szur,
latarnia morska szur;
ląd ssały zowią krajem.
Niektóre wyrazy z niemieckiego wzięte,
np. zamiast łowić mówią fiszować.
Zato płynąć po morzu nazywają biegać.
Jeżeli który z rybaków sadzi się na mowę polską, mówią o nim, że polaszy.
Wierzenia
Jak lud tu pracowity, tak i pobożny. Swiąt jest wiele. na wyspie, jak np. św. Rocha, św. Anny, Ofiarowania M. B. , św. Walentego, św. Barbary św. Michała, św. Jana Chrzciciela i inne, które w sam dzień obchodzą, choć gdzieindziej oddawna już zaniechane.
Oprócz tego każda wieś ma jeszcze swoje osobne św. Patrona szczególnego, jak np. Jastarnia pucka św. Józefa, Kusfeld św. Antoniego, Jastarnia gdańska Bór św. Rozalią, które także uroczyście obchodzą.
Uderzająca ich prostota i pobożność w kościele. Przedewszystkiem celują swym śpiewem. Jak czyste fale wód morskich bez przestanku się unoszą i spuszczają, bez przerwy dążąc do brzegu, tak też śpiew ten z silnych wydobyty piersi czasem trzema, czterema i więcej głosami przy najakuratniejszem crescendo i descrescendo bez pauzy dąży silnym rytmem, nie taktem, do chwały Boskiej i do zbudowania siebie i bliźniego. Zaiste, nigdzie jeszcze tak dobrego śpiewu ludowego nie słyszałem, jak u rybaków w Jastarni.
Najserdeczniej się modlą śpiewając, a melodya jest tak piękna, że każdego zachwyca. Często przed nabożeństwem jeszcze szedłem do kościoła, aby tylko temu śpiewowi się przysłuchać i rozkoszować w tem morzu głosów i melodyj.
Spytać się rybaków, kto ich śpiewać nauczył, sami nie wiedzą. Ich pradziadowie od wieków już tak śpiewali. A zapewne i po nich wnuki i prawnuki śpiewać tak będą, bo tu już małe dzieci od trzech do czterech lat nietylko różaniec, ale i inne pieśni śpiewać potrafią. Nauczyły się tego podczas wieczorów zimowych przy wiązaniu sieci, a największą ich uciechą jest siedzieć przed kościołem i nucić za tymi co w kościele śpiewają. W parafiach sąsiednich kraju już nie znają śpiewu rybackiego. Zato innych piosnek światowych, frętówek, zgoła żadnych nie znają.
Małżeństwo
Sakramenta małżeństwa nikt tu nie przyjmie, tylko na mszy św. Także i pogrzeby ze mszą się odprawiają. Przy pogrzebach jest zwyczaj, że na grobie zaraz krzyż stawią z napisem, który już w domu poprzednio zrobili i przed trumną niosą. Małżeństwa zwykle w obrębie pojedynczych wiosek dla pewnego antagonizmu iście po chrześciańsku zawieraią którzy się sobie upodobali, biorą się z wiedzą rodziców. Wesele odbywa się u tej strony, gdzie większy dobytek albo wygoda, i wcale niepotrzeba, iżby w domu narzeczonej się odprawiało. Chłopaków tylko dziewczęta częstują na weselu. Nowożeńcy sami o sobie radzić powinni.
Niema tu zwyczaju, aby rodzice chudobę swoją dzieciom oddawali, chyba późno i przy śmierci. Nawet dom mieszkalny sam sobie wystawić muszą, którzy się do małżeństwa zabiorą. Poprzednio też każdy chłopak zarobił sobie nieco grosza, przebywszy, jako jest ogólny zwyczaj, kilka lat w służbie na okręcie.
Kultura
Czytać i pisać każdy rybak potrafi, dzięki szkołom, które w każdej wiosce się utrzymują. Gazety pilnie czytują, osobliwie Pielgrzyma z Peplina i Przyjaciela ludu z Chełmna, obecnie z Poznania.
W ogóle lud to ciekawy, jak i nasi bracia górale. Kiedy kto cudzy zjawi się w ich wiosce, zaraz na ulicę dzieci i dorośli wychodzą i o wszystko pytają.
Szkoły, jako się wspomniało, dla każdej wioski założył rząd. Także i parafią katolicką w Jastarni on głównie uposażył. Poczty piesze codziennie tam i napowrót po całym półwyspie przebiegają. Nawet stacya telegr, w ostatnim czasie została założona w Jastarni.
Stare niedokończone forty
Z dawnych jeszcze polskich czasów wspomnieć należy, że za królów Władysława i Kazimierza założono na półwyspie dwa forty, Władysławowo i Kazimierowo – Kazimierzowo, obecnie: Kuźnica – nazwane, dla lepszej obrony floty polskiej, którą tu w Puckiej zatoce ustanowić zamierzono. Obecnie nie ma po tych fortach ani pamięci, gdzieby się znajdowały, ani znaku jakiego. Zapewne nie zostały one jeszcze na dobre wykończone, kiedy je szwedzi albo inny jaki nieprzyjaciel zniszczył. O Szwedach przynajmniej wiadomo, że wiele temu półwyspowi dokuczali.”







