Wycieczka z Anką na rozpoznanie buddyjskich tradycji w Pokharze

Wycieczka z Anką na rozpoznanie buddyjskich tradycji w Pokharze

27 września 2016, wtorek

W sobotę, jak to przykładnie należy robić zebrałam się z Anką, moją najmłodsza piechurką i poszłyśmy na wycieczkę obierając za cel Matepani Gompa, klasztor buddyjski w tradycji Kagyu.

Bazując na mapie turystycznej Pokhary wybrałam ten obiekt, dlatego że jest umiejscowiony w miłym zalesionym obszarze, na niewielkim wzgórzu, a jednocześnie relatywnie niedaleko od miasta. To umożliwiało zrealizowanie wycieczki edukacyjnej dla dwójki turystów – siedzącej w domu matki polki wraz z maluchem o małych jeszcze nóżkach. Tak więc zapakowałam Ankę w turystyczne buciki i wyruszyłyśmy w drogę.

Dotarłyśmy do mostu nad niesamowitą rzeką Seti… Seti ma bardzo głębokie i wąskie koryto i dzięki temu płynie bardzo szybko. Przepływa ona przez całą Pokharę i w zasadzie w każdym miejscu, gdzie można na nią popatrzeć robi ona niesamowite wrażenie… Przekroczywszy most skręciłyśmy z głównej drogi na osiedla miejskie klucząc uliczkami i popijając colę. Ostatecznie dotarłyśmy do podnóży zalesionego wzgórza, na które prowadziły prostą droga ostro w górę strome i wąskie kamienne schodki… wyglądały bardzo kusząco, ale z berbeciem – po dłuższym namyśle – nie zaryzykowałyśmy tej drogi i grzecznie skierowałyśmy się droga biegnącą w prawo wzdłuż wzgórza.

Po kolejnych dwudziestu minutach dotarłyśmy do oficjalnej bramy klasztoru przyozdobionej znanymi w buddyjskiej ikonografii łaniami siedzącymi przy kole Dharmy. Przekroczyłyśmy bramę „Karma Dhubgyu Chlokhorling Nyeshang Korti” – tak brzmi oficjalna nazwa Matepani Gompa i skierowałyśmy się na szerokie przyzwoite schody z barierką prowadzące prosto do góry, do głównego placu klasztoru, przed głównym halem sali medytacyjnej.

Ciesząc się swoim wolnym czasem, w którym mama – kontemplująca obrazki w tym momencie – nie truje głowy swoimi zakazami, Anka eksplorowała edukacyjno-modlitewne siedziska mnichów zabawiając się dordże i dzwonkiem.  Ostatecznie zajęła się degustacją słodyczy zebranych w skrzynkach po pudży…

Zakończywszy wizytę w świątyni poszłyśmy z wizytą do złotego buddy stojącego z wzniesionym do góry palcem poniżej gompy w pobliżu mnisich rezydencji. Tam czynnie zajęłyśmy się kręceniem młynkami modlitewnymi oraz trzaskaniem fotek. Potem skierowałyśmy się w drogę powrotną pieszo, poprzez osiedla, według mapy.

Minąwszy Hospital Chowk, gdzie w przydrożnym krawieckim zakładzie odrestaurowaliśmy nadwyrężoną przygodami koszulkę Anki, poszłyśmy w dół w kierunku Prithivi Chowk, centrum miasta. Mając już całkiem niedaleko do domu niespodzianie zobaczyliśmy inny obiekt tradycji buddyjskiej, niezaznaczony jednak na mapie!

W Bouddha Arghoun Sadan, klasztorze tradycji Kagyu zrzeszającym społeczność buddyjską klanów Gurung, a także sciśle współpracującym z regionalnymi szamanami tegoż klanu odbywała się właśnie doroczna pudża w tradycji Njingma.

Pierwotnie Bouddha Arghoun Sadan zamieszkiwali mnisi praktykujący właśnie w tej szkole i jeśli zapytać ich o tradycję, mówią oni o szkole Njingma pomimo że przekształcono tą świątynię w klasztor Kagyu Buddyzmu Mahajany we wczesnych latach dziewięćdziesiątych.

Przyjąwszy błogosławieństwo od miejscowego lamy oraz trochę łakoci z rozdzielonych na koniec fantów ofiarowanych w czasie pudży skierowaliśmy się wreszcie ostatecznie do domu.

Małe nóżki odmawiały nam już posłuszeństwa i Anka zajęła podróżne miejsce u mamy na rękach.

Artykuły powiązane