Podniebny pochówek: Tybetańska lekcja o nietrwałości
Podniebny pochówek w Tybecie – tradycja jhator i buddyjska lekcja nietrwałości
W sercu surowych Himalajów śmierć nie jest końcem, lecz aktem miłosierdzia. Przetrwała tam tradycja jhator – podniebnego pochówku, który w swojej istocie niesie głębokie przesłanie o wolności od przywiązania do materii.
Dlaczego Tybetańczycy oddają ciała sępom? Surowe warunki i duchowa praktyka
Wysokogórski krajobraz Tybetu dyktuje twarde warunki: kamienista, wiecznie zmarznięta ziemia uniemożliwia tradycyjny pochówek, a dotkliwy brak drewna czyni kremację luksusem dostępnym tylko dla nielicznych. Jednak Tybetańczycy – jak pisała David-Néel w swojej książce Mistycy i cudotwórcy Tybetu przekuli te fizyczne ograniczenia w najwyższą formę duchowej praktyki.
Skoro ciało po śmierci jest jedynie pustą skorupą, a dusza rusza w dalszą drogę, oddanie zwłok naturze staje się ostatecznym darem dla innych czujących istot.
Przebieg ceremonii jhator: Rola rogyapy i sępów na skalnych platformach durtro
Ceremonia odbywa się na skalnych platformach zwanych durtro. Pod okiem rogyapy – człowieka ciał – ciało zostaje poćwiartowane przygotowane dla sępów, mięso odsłonięte. Te potężne ptaki, przyzwyczajone do obecności ludzi, gromadzą się wokół placu niemal jak oswojone kury, czekając na sygnał do uczty.
David-Néel zafascynowana była nie tyle samym fizycznym aspektem pochówku, co towarzyszącym mu stanem umysłu.
Opisywała ona także rytuał chod, podczas którego asceta na miejscu pochówków wizualizuje oddawanie własnego ciała na pożarcie, by całkowicie odciąć się od własnego ego. To dzięki jej relacjom rozumiemy, że ten mrożący krew w żyłach obraz jest w rzeczywistości medytacją nad nietrwałością bytu.
Zakończenie podniebnego pochówku jest szansą na poprawę przyszłości zmarłego.
Karma i bardo – jak uczta sępów wpływa na dalszą drogę duszy
Jeśli sępy pozostawiają części, np. kości, te są mielone i mieszane z tsampą (mąką jęczmienną) i również podawane ptakom. W taki sposób oczyszcza się negatywna karma zmarłego. Uważa się, że jeśli jednak jakieś części ciała pozostają niezjedzone przez ptaki, może mieć on trudności w dalszej drodze przez bardo i świat samsary.
Instrumenty z kości i zachodni lęk przed śmiercią – dziedzictwo tradycji dzisiaj
Także, gdy sępy zakończą swój posiłek, rogyapa z namaszczeniem zbiera wybrane kości z placu pochówku. Z tych szczątków powstają rytualne instrumenty, które czasami można zobaczyć na tangkach przedstawiających formy buddyjskich boddhistawów: kangling (trąbka) oraz damaru (bębenki). Przenikliwy dźwięk tych instrumentów ma moc przywoływania duchów i przypominania żyjącym, że każda chwila jest cenna i ulotna.
Świadomość nieuchronnego kresu ziemskiej wędrówki rzadko gości w naszych myślach, gdyż jako ludzie Zachodu trwamy w głębokim odcięciu od tajemnicy śmierci. Poświęcamy jej niewiele uwagi, przez co wizja podniebnego pochówku — tak bliskiego naturze — budzi w nas szok. Trudno nam przyjąć, że w ten sposób moglibyśmy pożegnać bliskich.
Tybetańczycy są z odejściem znacznie bardziej oswojeni, rozumiejąc, że akceptacja przemijania jest fundamentem spokoju ducha.
Tam, gdzie żyją tybetańskie diaspory poza swoją ojczyzną – w dużych miastach Nepalu, jak Kathmandu lub Pokhara, albo w Indiach – nie ma miejsca na ucztę dla sępów. W tych miejscach Tybetańczycy praktykują się kremację.
Poniżej jeszcze jest relacja z rytuału kremacyjnego w tradycji Tamang w Kathmandu:







