Spotkanie z sadhu

Spotkanie z sadhu

Tak się złożyło, że są ludzie dążący do doskonałości,

a są i tacy, którzy koncentrują wszystkie swoje pragnienia na zarobkach i na pieniądzach.

I to jest naturalne, przynajmniej dla mnie. Tak, czy inaczej, święci ludzie muszą być karmieni – mam na myśli, że należy mieć swój finansowy wkład w podtrzymanie życia w jego ciele.

Tego na zdjęciu spotkaliśmy na Durbar Square, gdy szliśmy z plecakami całą rodziną przeprowadzając się z miejsca na miejsce – z hotelu na Thamelu do mieszkania w dzielnicy Baudha.

Dałem mu 10 rupii, a on spojrzał na nie dość podejrzanie. Zrozumiałem sytuację, ale usiadłem razem z nim i strzeliliśmy fotkę. Gdy wstałem, sadhu grzecznie poprosił o 100 rupii za kolorowe spotkanie z cudem w orientalnym kraju. Skąd miał wiedzieć, że nasze życie jest pełne tego rodzaju spotkan?

Powiedziałem mu, że dycha wystarczy. Chociaż dziesięć dni temu – w Belhiya, na granicy nepalskiej – dałem 500 rupii innemu sadhu, który był prawdziwy, prawdziwy. Wideo z tym prawdziwym świętym człowiekiem można zobaczyć na dole strony w drugim, dolnym filmie – prawie na samym końcu – w 19. minucie.

Czym różnią się ci sadhu? Ten, który jest na zdjęciu, to sprytny i bystry człowiek – potrafi on godnie zarabiać pieniądze i reklamować siebie. A ten, którego można obejrzeć na filmie – to człowiek mądry. Aby odróżnić bystrego od mądrego, samemu trzeba być mądrym.

A sadhu – co z nimi robić? Z prawdziwym sadhu normalnie można komunikować się na migi na palcach – rozumieją oni człowieka, a nie jedynie wypowiadane zdania. Ale ci z rodzaju kolorowych klaunów natychmiast zaczynają mówić o miłości do całego świata.

Przez trzy lata mieszkania w Azji uświadomiłem sobie, że nie można słuchać ludzi, którzy mówią o miłości, braterstwie i świetlanej przyszłości. Ci albo chcą pieniędzy, albo chcą uzyskać dzięki tobie korzyści w inny sposób, pozyskując twój czas i twoja uwagę.

Religia i polityka – ugrupowania partyjne, jak i związki religijne – to jedno i to samo. Miłość i szczerość w rodzinie to normalne, ale dzięki tak zwanej uniwersalnej miłości można dojść co najwyżej do paranoidalnej miłości grupowej.

W nowym mieszkanku zorganizowaliśmy się sprytnie i szybko. Nasz gospodarz – właściciel sklepu i mistrz sztuki malowania tanek tybetanskich – udostępnił nam trochę mebli i naczyn kuchennych. Zakupiliśmy materace, elektryczny garnek i elektryczny czajnik i z wiarą w przetrwanie zimnej zimy nepalskiej rozgościliśmy się na nowym miejscu, pod dźwiękami odprawianej codziennie pudży buddyjskiej.

Pewnego dnia obudziliśmy się rano – 10 lutego, 2018 – w naszym dużym nowym i zimnym mieszkaniu. I po porannej kaszy mannej zorganizowaliśmy rozgrzewającą imprezę pod muzykę utworu „Rozy / Donbass” ukrainskiej grupy Dakh Daughters.

A kiedy montowałem nasz film z muzyką Donbass, przypomniałem sobie tego kolorowego klauna, którego spotkaliśmy na Durbar Square. To taki sam pop-punk – identyczny w stylu z naszym występem. Życiowa postawa doskonała na zimny poranek! 

Subskrybuj mój kanał youtube – filmy poniżej.

 

Rozgrzewająca impreza poranna pod muzykę utworu „Rozy / Donbass” ukrainskiej grupy Dakh Daughters.

 

Belhiya – spacer po przygranicznym miasteczku, Nepal i spotkanie z prawdziwym sadhu w hinduskiej świątyni

 

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: