Z klasą na Zamek Białej Damy
Z relacji mojej córki Katii:
O godzinie ósmej wyszliśmy ze szkoły, na ulicy Monte Cassino obok Ronda Grunwaldzkiego czekał już nasz autokar. Był taki nietypowy, miał fajną drewnianą podłogę.
Wyjazd
Przywitałam koleżanki, Madzię, Miłkę, Tolę i Olgę. Wsiadłyśmy do niego z Magdą, Tola i Olga przed nami. Jechaliśmy i gadaliśmy, jeden pan coś tam mówił, chyba przedstawiał program naszej wycieczki i podawał różne ciekawostki. Po drodze trochę mnie mdliło, więc podłączyłam słuchawki do telefonu i słuchałam muzyki, tak jak Magda, tylko że ona oglądała tik toka. Po sąsiedzku, po prawej stronie autobusu siedziały dzieci z czwartej a, my zaś – czwarta b – po prawej. Po sąsiedzku więc miałam Zoję z klasy a, która też jest pół-Rosjanką, mogłyśmy więc rozmawiać po rosyjsku i inni nas nie rozumieli!
Obok Zoi siedziała Nina, która w piątej ma być przeniesiona do naszej klasy. One nie miały słuchawek więc poprosiły Magdę o słuchawki. Magdy słuchawki były takie że mogły słuchać 2 osoby równocześnie z jedna słuchawką w uchu. Po jakimś czasie Magda z powrotem chciała swoje słuchawki, więc kiedy Zoja i Nina oddały słuchawki, ja im pożyczyłam, tyle że ja miałam słuchawki na jedną osobę więc musiały pojedynczo słuchać. Dziewczyny bardzo mocno oceniły jakość moich słuchawek.
Tama Czorsztyńska
Dojechaliśmy na parking nad Zalewem Czorsztyńskim i poszliśmy pod górę. Wszyscy mieli dobrać się w pary, więc ja byłam w parze z Magdą, ale z wielkiego podekscytowania pobiegłam do przodu i zostawiłam Magdę w tyle. Zobaczyliśmy, że woda stoi wysoko, a po drugiej stronie nisko. Znaczy to, że śluza jest zamknięta i woda przepływa tylko trochę.
Weszliśmy na tamę, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę na lunch. Jedni jedli kanapki i inne jedzenie ze swoich śniadaniówek, inni robili zdjęcia. Ja należałam do obu grup.
Na Zamku w Niedzicy
Po lunchu przeszliśmy na drugą stronę Zalewu i już było widać drogę do Zamku Białej Damy. Na zamku zwiedziliśmy kilka interesujących miejsc, w tym salę tortur, gdzie wisiał topór, a pod nim pieniek do ścinania głów skazańców. Stały też różnego rodzaju przedziwne narzędzia z hakami, drewniane dyby i mnóstwo żelaza. Ja podziwiałam klimaty sali tortur i innych ciemnych pokoi, bo lubię ciemność.
Ten zamek to podobno miejsce działań słynnego polsko-słowackiego rozbójnika Janosika. Moja mama mówi, że w dzieciństwie w kółko oglądała film o Janosiku, bo był świetny. Legenda mówi, że kiedy został pojmany przez hajduków – żołnierzy kasztelana na Zamku w Niedzicy, został zakuty właśnie w tej sali łańcuchami. Z tęsknoty do swojej Maryśki i kamratów pojawiła się w nim potężna moc. Wyrwał ze ściany łańcuchy i zbiegł z zamku w góry.
Legenda Brunhildy
Obejrzeliśmy też starą studnię, gdzie według legendy w wyniku kłótni małżeńskiej zginęła księżniczka Brunhilda. Jej małżonek książę Bogusław przesiadywał po tym zdarzeniu przy studni zrozpaczony wołając – Przebacz mi Brunhildo!
Legenda mówi, że w końcu pewnego dnia usłyszał wydobywający się ze studni głos ukochanej – Przebaczam ci Bogusławie Łysy! Książę nie wiedział jednak jak interpretować to wyznanie i czy było ono skierowane do niego, gdyż słynął w okolicy z pięknej bujnej czupryny. Jednak następnego dnia rano obudził się łysy – taką więc cenę zapłacił za ułaskawienie ze strony swej małżonki. Od tamtej pory wierzy się, że gdy mężczyzna o nieczystej duszy lub nieszczerej motywacji wymówi nad ta studnią imię swej ukochanej, może obudzić się łysy następnego dnia.
Poznaliśmy jeszcze parę ciekawostek o tej studni: jest ona bardzo głęboka i dawniej w niej było dużo pitnej wody. Podczas wojny jednak studni używano jako śmietnika. Wrzucano tam różne śmieci, więc woda zrobiła się brudna. Poziom wody się obniżył i nigdy nie wrócił do pierwotnego stanu.
Sklepik
Potem była przerwa. Ja poszłam na lody. Myślałam które wziąć: czekolada czy wanilia? Zastanawiałam się głośno. Pani lodziarka słysząc to powiedziała, że może zmieszać smaki w jedną gałkę. Czekoladowe były super, ale waniliowe beznadziejne, cena standardowa – 3 zł za gałkę.
Rozpoczęły się zakupy. Krzysiek kupił sobie scyzoryk, a potem zastanawiał się co powie mamie – że na co wydał pieniądze. Podsunęłam mu, że mógłby kupić jakieś jedzenie. Co za dylemat? Przecież scyzoryk, rzecz praktyczna!
Ja kupiłam sobie łuk za 20 zł w zestawie z trzema strzałami w kołczanie. Myślałam też o kuszy, ale była mniejsza, a bardziej ciągnęło mnie do łuku. Chciałam też wziąć slima, ale zrezygnowałam – i dobrze, bo zabrakłoby mi na lody.
Potem trochę strzelałam i dałam postrzelać innym. Nina strzeliła wysoko, strzała zawiesiła się na drzewie i tam została. Miałam więc już tylko dwie strzały.
Potem mieliśmy kiełbaski, dobrze było odpocząć przy szklanicy… ops, butelce z sokiem. Kiełbasa była niezła, pachnąca, chociaż skórę miała trochę dziwną, za grubą.
Kiedy zjadłam kiełbasę, wykończyłam zawartość śniadaniówki. Ani się ze mną podzieliła jakimiś chrupkami. Zaczęłam patrzeć jak inni grają w takie cos co nie wiem jak się nazywa – hahahaha. Postrzelałam z łuku, zgubiłam gdzie końcówkę jednej ze strzał. Dałam
postrzelać trio – Gabrysia, Basia i Ania – i musieliśmy się już zbierać.
Kiedy robiłam porządek w moich rzeczach, trochę zabrakło mi rąk na na wszystko – plecak, łuk i kołczan… Strzały powypadały mi i nasza pani powiedziała do mnie – Oj, sieroto, żadna z ciebie łuczniczka nie będzie jak pogubisz strzały…
Ostatnią atrakcją wycieczki była wystawa wozów z ich opisami, znajdująca się przed wejściem na tamę.
Powrót
Autokar w godzinę był już w Krakowie. Zamontowałam mój łuk na piersi, ubrałam plecak, wzięłam mój kołczan i pożegnałam przyjaciół którzy wracali do domów. Akurat zostało mi kilka procent baterii na telefonie, kiedy byłam jedyną osobą z 4B z jedną osobą z 4A.
Napisałam do siostry, która powiedziała, że mam wracać sama tramwajem. Z panią poszłyśmy na przystanek tramwajowy, bo ona też miała wracać tramwajem, tylko że w przeciwną stronę niż ja.
Wolność jest fajna! Idąc do domu myślałam co powie moja rodzina o moim zakupie łuku.
– Mamo, jestem potwornie głodna! – powiedziałam kiedy przyszłam do domu zapominając o wszystkim innym.







