Wrażenia z Kerali

Wrażenia z Kerali

Nasza stacja docelowa w Kerali – Erankulam.

Po trzech dniach wysiadywania i zmieniania pozycji byliśmy obuci i spakowani już na czterdzieści minut przed wysiadką. „Teraz Ernakulam” – pytaliśmy hinduskich podróżnych niecierpliwie, chcąc ujrzeć w końcu naszą ziemię obiecaną. Zagadkowo pojawiła się stacja Ernakulam Town, więc stwierdziliśmy, że jeśli zdążymy wysiąść to wysiądziemy…  Nowa ziemia przywitała nas czystym peronem na czystej stacji i – ku mojemu zaskoczeniu i satysfakcji – udało nam się wynająć czysty hotel… Stopień czystości bywa w hotelach Indii różny a i tak nie zawsze niestety odzwierciedla cenę i status hotelu.

Okazało się, że właściwe Ernakulam znajduje się cztery km dalej, tuż przy turystycznie wyprofilowanym Kochi. Następnego dnia wybraliśmy się zatem tamże, z czego największą atrakcją – zarówno dla nas jak i maluchów – była podróż promem. Aby dostać się do Marine Drive, czyli miejskiego portu promów (istnieje także oferta prywatna) wsiedliśmy w rikszę. Mieliśmy prywatnego przewodnika – właściciela naszego hoteliku, który uznał za swój honor zaprezentować nam region, a nawet postawił sobie za cel namówić nas, byśmy się tu osiedlili.

Na zdjęciu stoimy w kolejce po bilet – jak widać – osobna kolejka jest dla pań, zawsze krótsza. Cena biletu – 4 rs!  Rejs był nieziemski… maluchy były wniebowzięte, chociaż niestety króciutki. Kochi obejmuje kilka wysepek i prom służy do szybkiej komunikacji pomiędzy nimi stanowiąc dobrą alternatywę objeżdżania miasta samochodami czy skuterami. Dwie największe wysepki – Willington Island oraz Mattancherry obejmują główne atrakcje turystyczne Kochi.

Kerala ma wyjątkowo dużą sieć kościołów – nie bardzo interesował nas ten rodzaj świątyń, chcieliśmy jednak zobaczyć synagogę żydowską z XVI wieku. Począwszy od tego okresu region Kochi zamieszkiwała spora grupa Żydów i ta świątynia pozostała zachowana w bardzo dobrym stanie – z wyczytanych przeze mnie informacji. Niestety dostępna jedynie przez cztery godziny w ciągu dnia – od 10 rano do 1 po południu oraz od 3 do 4 po południu. Nie zdążyliśmy. Podobnie Jain temple, którą także chcieliśmy zobaczyć – dokładnych godzin nie pamiętam, ale jeżeli chce się zajrzeć do środka, trzeba być tam rano ok. 9.

Ostatecznie zobaczyliśmy St.Francis Church oraz znajdujący się przy jednej z głównych ulic meczet, nie będący może oficjalnie turystyczna atrakcją. Jednak w porze popołudniowej wydobywały się z niego specyficzne muslimskie zaśpiewy wzywające wiernych na nabożeństwo, co robiło bardzo specyficzny klimat ulicy.

Główną funkcją przewodnika turystycznego nie jest wcale zaprezentowanie atrakcji regionu, a zwiększenie popytu na suveniry, których sprzedaż stanowi główne źródło dochodu ludności w regionie. Tak więc obskoczyliśmy kilka sklepików w tej miejscowości, z których jeden oferował mnóstwo kolorowych atrakcji bardzo egzotycznie wyglądających, rzekomo antycznych. Rzeźbione drzwi rzeczywiście robiły wrażenie, chociaż niezbyt stare, bo liczyły ledwie 100 lat. Kolorowe figurki jednak mogłyby jedynie wyposażyć pokój dziecięcy, jeżeli by je sprzedano po bardziej przystepnej cenie. Podobnie też oryginalne były tam kamienie szlachetne, których wartość podnosiła śmiertelna powaga prezentującego je sprzedawcy.

Ponadto odwiedziliśmy Chinese Fishnet, czyli sieci rybackie porozwieszane w chińskim stylu, które stanowią specyficzną wizytówkę Kochi. Widać więc, jak bardzo międzykulturowa jest ta Kerala… a do tego wszystkiego wszędzie porozwieszane są tutaj czerwone flagi z sierpem i młotem, gdyż ustrojem panującym w tym stanie jest komunizm!

Jest jeszcze jeden specyficzny rys keralski – systematycznie organizowana jest tutaj zbiórka krwi. Nie kwestionuję tym razem, czy owa krew dawców służy rozwojowi interesów koncernów farmaceutycznych, czy tez faktycznie zasila bank potrzebujących jej ofiar wypadków… faktem jest, z jaką siłą działa tutaj kampania donacji… Także nasz przewodnik – muzułmanin, aktywny dawca, pijak który wstrzymuje swoje pijaństwo w perspektywie kampanii donacji – określa się jako czynny uczestnik systematycznie organizowanych akcji, mówiąc że oddaje krew dla człowieka i nie sprawdza, czy jest on Żydem, czy muzułmaninem. Tak więc wszelkie dobro materialne rzeczywiście stanowi dobro społeczne w tym południowoindyjskim komunistycznym kraju.

Przejazdy tanie i życie tanie, piwo jednak stosunkowo drogie w porównaniu do cen w innych stanach Indii. 100 – 150 rs to jest niska cena za King Fisher, podczas gdy na Goa czy w Tamil Nadu kosztuje on 80 – 100 rs.

Jest oczywiście wysokim aktem ignorancji wypowiadać się o Kerali, jeżeli nie widzieliśmy BACKWATERS… następnym razem.

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: