Kaliningradzkie urodziny

Kaliningradzkie urodziny

Dwudzieste drugie urodziny Majki odbyliśmy pod znakiem VR. Zajrzeliśmy w dwa różne miejsca, które oferowały wirtualną rzeczywistość, a w międzyczasie w jeszcze jedno, w którym rzeczywistość była przeciwnie – bardzo realna, choć prawdziwie kosmiczna.

Ale żeby mieć siły na tak daleką wyprawę, najpierw zatrzymaliśmy się u Uzbeków.

Prowadzona przez Uzbeków w Kaliningradzie restauracja Vostochnaya Kukhnya oferuje m.in. klasyczne szaszłyki z baraniny lub wołowiny, a także lula-szaszłyk, czyli takie coś pomiędzy szaszłykiem a kotletem, baardzo smaczne.

» Vostochnaya Kukhnya: uzbecki bar w Kaliningradzie

Pierwszym miejscem była galeria handlowa Akropol, gdzie na szóstym piętrze ugościł nas WonderLand.

1. WonderLand

» WonderLand

Duża przeszklona sala z szarą wykładziną poprzecinaną tajemniczymi białymi pasami zarządzana była przez dwóch gości, którzy dali nam okulary VR oraz pełną instrukcję.

Dziewczyny dostały w wirtualnej rzeczywistości kolorowy świat zawarty w małym pokoiku, w którym w cudowny sposób zmieściły się piętra, windy i dach, gdzie biegały strzelając każdy przeciwko każdemu.

Po półgodzinnej zabawie zwinęliśmy się do taksówki by zdążyć do kolejnej atrakcji. Zapakowaliśmy się do dwóch aut, które pojechały różnymi drogami. Tak czy inaczej trafiliśmy niemal równocześnie pod adres Moskowskij Prospekt 186, gdzie czekały na nas zarezerwowane loty w trąbie powietrznej.

2. Aerotruba

» atmosfera39.ru

Wszedłszy do wielkiego niebieskiego balonu wypełniliśmy najpierw formularze, przeczytaliśmy o przeciwwskazaniach do tej zabawy, podpisaliśmy oświadczenia. Obowiązkowe oczywiście sikanie – toaleta jest w domu handlowym Stroitiel obok błękitnego balonu.

Potem ubraliśmy kombinezony, przeszliśmy instruktaż, próbę przyjęcia właściwej pozycji lotu na specjalnym stołku a następnie ubraliśmy kaski.

W końcu wyszliśmy na zewnątrz i po schodkach do góry skierowaliśmy się do aerotruby.

Truba była przezroczysta, przez plexi można było widzieć i filmować latających przyjaciół. Obok stała ławeczka, skąd po kolei startowaliśmy do lotu. Przed wejściem zamknięcie szybki kasku i wejście na metalową siatkę w trąbie. Przez cały czas latającemu towarzyszył instruktor, który pilnował właściwej pozycji lotu, a z zewnątrz drugi pokazywał wcześniej ustalone znaki odnośnie poprawienia pozycji lotu. Ja wszystkie wyuczone przez nas podczas instruktażu znaki w trąbie zapomniałam 😀

Wrażenie lotu było niepowtarzalne, wznoszenie, opadanie. Intensywne mrowienie odczuwało się jak doskonały masaż każdej części ciała.

Potem po lotach okazało się, że mimo kombinezonów wszyscy mamy czerwoną skórę dzięki dopływowi krwi do powierzchownych tkanek.

Niedługi spacer ostudził nas nieco po tych wrażeniach, a potem podjechaliśmy autobusem z powrotem do centrum, na Leninskij Prospekt 1, gdzie czekało nas rozwiązywanie trudnych zadań…

Ale zanim wspięliśmy się na piąte piętro do quest room, postanowiliśmy zaopatrzyć się w napitki. Z tym było słabo, bo dookoła były akurat różnego rodzaju inne sklepy i punkty usługowe – jak nocne kluby i sklepy dla artystów – ale nie spożywka. Zerwałam się więc, by przejść się dalej i kupić wodę. Kiedy wróciłam do biurowca na Leninskij 1, nasza ekipa była już w akcji.

3. Pokój zadań

» Kvesty na Leninskom

W escape roomie dostaliśmy temat Wielki Sherlock. Zadaniem naszym było odnalezienie siedmiu pionków szachowych w pokoiku, który na pierwszy rzut oka wydawał się pusty.

Ojciec wszedłszy do pokoju od razu uciekł, a my musieliśmy się po pierwsze uporać z zadaniem włączenia światła…

» Wielki Sherlock w escape room Kvesty na Leninskom

Ostatecznie udało się nam rozwiązać te zagadki i odnaleźć wszystkie pionki, ale do satysfakcji po tym zadaniu było nam daleko.

Kolejny nasz punkt mieścił się piętro niżej w VIRus – klubie wirtualnej realności.

4. Wirus

» VIRus

Czyli kolejna wirtualna rzeczywistość, i kolejna… i kolejna…

Tym razem jednak nie biegałyśmy strzelając do siebie, a stałyśmy każdy w swoim kwadracie dwa na dwa metry z założonymi okularami vr i czujnikami na rękach przed ekranami x-boxa.

Pierwszą atrakcją było muzyczne Beat Saber, w której musiałyśmy mieczami świetlnymi niszczyć lecące na nas sześciany. Następnie były różnego rodzaju strzelanki, od obrony twierdzy przed zombiakami do akcji antyterrorystycznych. Na pożegnanie mieliśmy jeszcze rajdy kolejką górską.

Podczas tych zabaw z vr zaobserwowałyśmy ciekawe niuanse odnośnie wrażenia grawitacji, którą odczuwało się zarówno w pierwszym vr w Wonderland jadąc wirtualną windą, jak i w kolejce górskiej, którą miałyśmy w programie pod koniec dnia.

5. Torcik x3 plus gorący chlebek

Torciki wzięliśmy trzy mniejsze i w procesie wybierania byliśmy świadkami dostawy świeżuteńkiego wieczornego chleba, więc nie mogliśmy sobie go odmówić.

Po długich naradach wybraliśmy tort miodownik, czekoladowy i napoleon, a imprezę urządziliśmy sobie w domu.

Obok piekarni był sklep z winami – wybraliśmy Krymskie – tradycyjne wino tamtego regionu, coś hiszpańskiego, co podpowiedziała nam pani sprzedawczyni oraz popularny wśród młodzieży gatunek szampana, który w smaku mocno przypominał napitki typu redbull, choć Maja – najważniejsza przecież tego dnia – twierdzi, że był jak soczek.

Po drodze uzupełniliśmy nasze zasoby o kurczaki, ponieważ boski uzbecki posiłek był w zasadzie śniadaniem, a teraz była już dziesiąta wieczór. Po wrażeniach dnia nasze trzewia podpowiadały, że słodkie torty to będzie raczej mało.

Artykuły powiązane