Wizy i podróż do Bangladeszu

Wizy i podróż do Bangladeszu

Pierwszą rzeczą do załatwienia było uzyskanie wiz w Kalkucie.

Bengalska wiza

Formularz on line wnioskowania o bengalską wizę jest podobno prosty, ale mi nie udało się go przejść: na różnych etapach nagle prezentował dane jakiegoś Muhamada zamiast moje. Myślałam, że to błąd systemu, ale goscie siedzący ze swymi komputerami na ulicy w pobliżu High Commission oferujący wypełnianie formularzy za opłatą nie mieli takiego problemu.

Za wypełnienie formularzy, kopie paszportów i wiz indyjskich, wydruk wniosków oraz zdjęcia zapłaciliśmy 220 rs od osoby. Cena dla Indusów wynosi 100 rs, ale – według twierdzenia serwisantów – formularz wizowy dla nich jest prostszy.

Mieliśmy mieć przygotowane paszporty oraz adres, gdzie zamierzamy zatrzymać się w Bangladeszu. Serwisanci mają jednak – jak w większosci takich punktów – alternatywne dane jakiegoś hotelu, gdzie nie musisz przecież zatrzymać się.

Poszliśmy następnego dnia do okienka na rogu, gdzie zostaliśmy obsłużeni poza kolejnością. Czy jako foreigners, czy dlatego, że mieliśmy małe dzieci – nie wiem. Poszło jednak błyskawicznie, chociaż budynek był oblegany przez rzesze interesantów.

Deputy High Commission Of Bangladesh

Zapłaciliśmy za polskie wizy po 1100 rs od osoby otrzymując rachunki z datą stawienia się po odbiór paszportów. Cała procedura wynosiła 2 dni robocze: w środę złożyliśmy wnioski z paszportami, a w piątek stawiliśmy się po odbiór. Pan w okienku obsłużył nas błyskawicznie nie porównując nawet zdjęć w paszportach z ich właścicielami.

Pociągi do Bangladeszu

Połączenia kolejowe przez granicę są dwa:
Maitrei Express – jedzie 6 dni w tygodniu. Łączy Kalkutę i Dhakę.
Bhandan Express jeździ tylko w czwartki rano. Łączy Kalkutę i niewielką miejscowość niedaleko od granicy pod nazwą Khulna.
Odprawa graniczna odbywa się na stacji kolejowej, dzięki czemu opóźnienia tych pociągów nie są duże. Bilety na nie zakupuje się tylko i wyłącznie mając już w ręku bangladeską wizę. Pociągi są klimatyzowane.

Alternatywą jest przekroczenie granicy pieszo. Z Kalkuty do granicy można dojechać autobusem lub podmiejskim pociągiem.

Wybraliśmy pociąg. Sealdah – Bangaon Junction Local odjeżdża niemal co godzinę ze stacji Kolkata Sealdah. Stacja leży jakieś 3 km na północ od High Commission of Bangladesh. Za cztery miejsca zapłaciliśmy 80 rs.

Podróż trwała 2 godziny. Postaraliśmy się trafić do wagonu Ladys Only, głowa rodziny natomiast usadowiła sie z ogółem pasażerów. Właściwie kupowanie czterech biletów nie miało wielkiej racji bytu, gdyż siedzieliśmy ściśnięci z innymi paniami jak śledziki ciesząc się z naszych miejsc siedzących.

Jedna się kręci, druga dziobie nasionka… wykonywanie obiema rekami dwóch różnych funkcji wymaga wprawy!

Mobilność w wagonie była jednak na tyle duża, że sprzedawcy oferujący różne atrakcje wciąż sie zmieniali i mieliśmy spory przegląd ofert umilających podróż. Tak więc była to biżuteria wszelkiego rodzaju, tekstylia typu ściereczki, ręczniczki i apaszki, chusty kobiece i lungi dla panów, dalej nam przed nosem zawieszono  wieszaczek z różnorodnymi drobiazgami typu breloczki, artykuły piśmienne, małe zabawki dla dzieci, noże, scyzoryki, sprzęt gospodarstwa domowego… w zasadzie sprzedawców z zakresu tej oferty było więcej. Ponadto przyszedł student, który sprzedawał praktyczne okładki i różnych rozmiarów foldery  na dokumenty – wbrew pozorom rzecz bardzo praktyczna w podróży. Przewijała się spora oferta snacków: kabuli z surowymi dodatkami typu kapustka, chilli, cebulka, różnego rodzaju orzeszki, ciasteczka i napoje. Przychodzili tez niewidomi śpiewacy. Atrakcje te nieco różniły się od klasycznej Sleeper Class na pociągach długodystansowych. Podróż więc minęła w mgnieniu oka i szybko wylądowaliśmy w Bangaon.

Oferta biżuterii na kolei bengalskiej

Tam przemierzając długi peron zgodnie – razem z pozostałymi podróżnymi – zignorowaliśmy przejście górą dla pieszych i powędrowaliśmy wraz z Indusami przez tory . Tam czekały na nas riksze.  Do przejścia granicznego w Petrapol – do samego punktu India Check Point – dojechaliśmy spod stacji płacąc za całą naszą brygadę z bagażami 150 rs.

Procedura graniczna

Wszystko zajęło nam w sumie około dwie godziny. W Indian Immigration Office spędziliśmy około 40 minut siedząc w klimatyzowanym biurze dodatkowo z wentylatorem pod sufitem – dla nas było zimno – czekając na pieczątki z wymeldowaniem i odpowiadając na różnego rodzaju pytania stawiane zapewne z ciekawości. W końcu nas obfotografowano i odesłano w kierunku Bangladeszu.

Wymeldowani z Indii przeszliśmy dalej. W kolejce gdzie stali Indusi granicznicy machnęli na nas ręką i rzucając jedynie okiem na paszporty przepuścili nas przez bramki. Po drugiej stronie świat wydawał się nieco inny. Znaleźliśmy się na szerokim placu, gdzie roiło się od jakichś partyjnych działaczy w czerwono-zielonych ubrankach. Zdawało się, że trwają przygotowania do jakiejś imprezy. Minąwszy duty free shop weszliśmy do następującego w dalszej kolejności biura imigracyjnego Bangladeszu. Tam zasiedliśmy na krzesełkach by odpocząć po trudach przeprawy granicznej.

To jednak była dopiero połowa. Część z nas – ja zostałam z maluchami na krzesełkach – została zabrana na przepytywankę. Gdy wreszcie wrócili przepuściliśmy nasze bagaże przez skaner. Dalej siedzieli panowie, którzy zechcieli zrobić przegląd zawartości naszych plecaków. Upatrzyli sobie oni naszą najmłodszą Ankę na zaczepki. Ona jednak bezceremonialnie pokazała panu pogranicznikowi język. Ten nieco zbaraniał, a jego kolega życzliwie zwrócił się do naszej córki w następujących słowach:

„Welcome to Bangladesh.”

Tak więc przywitani w tym kraju wylewnie skierowaliśmy się do drzwi wyjściowych. Dalej znajdował się kolejny sklep duty free oraz rzesza agentów przewoźników zapraszających nas w różne strony Bangladeszu.

Droga do Khulny

Wizę indyjską w Bangladeszu uzyskać można tylko w dwóch miastach – w Dhace i w Chittagong. Pozostałe Indian Visa Servive Center, których w tym kraju jest wiele są dla lokalsów.

W Benapolu po przeprawie granicznej – czekamy na autobus do Khulny

Nie wiedzieliśmy o tym, więc nie będąc smakoszami smogu metropolii wybraliśmy Khulna – niewielkie miasteczko niedaleko od granicy. Trzy godziny drogi autobusem minęły znów jak z bicza strzelił. Nasze dzieci już jakby nawykły do telepiących się na koślawych drogach pojazdów i żadne woreczki nie były potrzebne.

Subskrybuj mój kanał youtube – filmy poniżej.

Jak odbieraliśmy wizy bangladeskie

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: