Aleksander Wielki Idiota

Aleksander Wielki Idiota

Spotkałam się z zarzutami, że na moim blogu przedstawiam specyficzny punkt widzenia, w którym narody indyjskie i azjatyckie ukazuję jako te rozumniejsze, zaś działania krajów zachodnich i europejskich jako te pełne napięć, niepokojów, samozadufania, błędne, wręcz idiotyczne.

»  Ojkofobia – co to takiego

Tak, rzeczywiście nie jest to powszechny pogląd i powyższym zarzutom absolutnie nie zaprzeczam. Przyznaję się.

Ale – co tu dużo mówić… mam rację. Bo chociaż od przeszło tysiąca lat pracuje w krajach Azji mit Europy jako tej przemysłowo i naukowo oświeconej, to na szczęście Azja coraz częściej w swoich działaniach powraca do własnych korzeni i sięgając do starożytnej mądrości odrzuca zachodnie wzorce. Można będzie być może kiedyś w kronikach z naszych czasów wyczytać, że krótkie zauroczenie Azjatów Europą było wynikiem nadmiernie wysokiego mniemania ludzi Zachodu o swoim dorobku.

»  Koniec krótkiej epoki europocentrycznej

Ten ideał wielkości, w którym tak chętnie nurza się Zachód był dla Europejczyków mitem już daleko, daleko wcześniej, kilka tysięcy lat przed naszym czasem.

Już w czasach Aleksandra Wielkiego ta specyficzna różnica charakteru zachowań społecznych miała miejsce. Sadhguru,  pewien współczesny znany na świecie nauczyciel indyjski, opowiada śmieszną historię spotkania Aleksandra z mądrością Wschodu, które być może właśnie tak wyglądało – nie wiemy tego – nawiązującą do tego, co było główną Aleksandra motywacją do wypraw w kierunku Indii…

Wielki Aleksander Wielki

Aleksander od szesnastego roku życia do czasu swej śmierci około trzydziestu trzech lat głównie zabijał, zabijał i zabijał, bez celu i bez powodu. Udając się do nowych miejsc i zabijając żyjącą tam ludność, mawiał – „Zdobyłem…”.

Prowadził ze sobą gromadę oddanych mu młodych ludzi ze swego rodzinnego miejsca, którzy podróżowali z nim i walczyli. Okresowo wykonywał egzekucję któregoś z nich, po prostu oskarżając go o cokolwiek. Aleksander więc od czasu do czasu zabijał jedną z tych osób, które były mu bardzo bliskie, z którymi podróżował i dzielił wszystko, ale po prostu go zabijał, żeby dać przykład, by wszyscy inni czuli, że czekają w kolejce.

Taki tyran zawsze się boi, że ktoś może przeciwko niemu spiskować. Cały czas jest śmiercią, ale nie chce umierać. Chce, żeby inni ginęli, by bali się śmierci z jego ręki, ale nie chce umierać.

W chwili, gdy historia nazwała takiego człowieka wielkim, na wiele sposobów zniszczyła przyszłość ludzkości. To dla naszej historii fatalne, że wielu kronikarzy gloryfikowało grabież, śmierć i zniszczenie, nazywając go Aleksandrem Wielkim, więc z powodu jego wielkich (w skutkach) czynów nazywamy go tutaj Aleksandrem Wielkim Idiotą.

Starożytne kontakty naukowe

Między starożytnymi Indiami a Grecją dochodziło wielokrotnie do komunikacji w zakresie matematyki, geometrii, jogi. W starożytnych  Delphi – które obecnie jest stanowiskiem archeologicznym w Środkowej  Grecji – znajduje się lingam (hinduski symbol mocy), nazwany „Pępkiem Ziemi”, który został poświęcony jako „manipura chakra”. Słowo „mani” ( मणि ) w tym kontekście znaczy tyle co UMYSŁ, tak więc ten lingam w Delphi zwany jest umysłem ziemi. Teraz został usunięty z pierwotnego miejsca i znajduje się w muzeum, jest trochę popękany, ale wciąż potężny, po okresie około 5 000 – 5 200 lat.

Tak więc w Grecji oczywiście słyszeli o joginach i mistykach z Indii. Aleksander słyszał, że istnieją jogini, którzy są nieśmiertelni, więc jego najbardziej osobistym powodem, dla którego dążył w kierunku Indii było to, że chciał znaleźć jogina i dowiedzieć się, jak stać się nieśmiertelnym.

Aleksander w poszukiwaniu nieśmiertelności

Więc kiedy już przekroczył góry Hindukusz, wysłał najpierw zwiadowców by dowiedzieć się, co się tam dzieje, mówiąc do nich – „Jeśli jest tam jogin lub mistyk, przyprowadź go.”

Żołnierze Aleksandra zobaczyli jogina siedzącego pod drzewem w stanie błogości, nagie ciało z przepaską na biodrach. Podeszli więc i powiedzieli – „Hej! Jedziesz z nami. Nasz sikhandar (wojownik) widzieć cię pragnie.”

Jogi roześmiał się i powiedział – „Nigdzie się nie wybieram. Jestem tutaj.”

Na to żołnierze wyciągnęli miecze. To są gwałtowni ludzie – nie zastanawiają się dwa razy przed ścięciem głów. To nawet nie ma dla nich znaczenia, robią to bez żadnych skrupułów. Powiedzieli więc – „Albo idziesz, albo odetniemy ci głowę.”

Jogin na to powiedział: „Widzisz, siedzę tutaj w ten sposób, bo wszystko co miałem do zrobienia, zostało zrobione. Chcesz zabrać moją głowę to weź ją, ale nie zdobędziesz mojej mądrości ani inteligencji. Możesz zabrać moją głowę, jeśli chcesz.”

Żołnierze skonsternowani spojrzeli na siebie, gdyż nigdy nie widzieli człowieka, który by nie czuł się sterroryzowany przez wyciągane przez nich miecze, gdyż nie wychodzą one z pustej groźby, kogoś kto mówi – „Ok, weź moją głowę.” Stwierdzili więc, że ten facet musi być rzeczywiście nieśmiertelny.

Spróbowali więc go namówić prośbami, na co jogi odpowiedział – „Jeśli chce, niech przyjdzie, jeśli chce poznać nieśmiertelność.”

Żołnierze wówczas stwierdzili – „On wie o nas, zna nasz cel, więc nie róbmy mu krzywdy.” I gdy wrócili, powiedzieli Aleksandrowi, że znaleźli tego człowieka, jogi – ale on nie chce przyjść.

Aleksander więc wsiadł na swego konia i przybył do sadhu i tam z pozycji na swym wierzchowcu tak przemawiał – „Słyszałem, że wiesz o nieśmiertelności. Chcę o tym wiedzieć.”

Jogi spojrzał na niego i zobaczył, że rozmowa z nim niczego nie zmieni. Kazał mu więc zsiąść z konia i polecił po prostu wybrać się w trzydniową podróż przez dżunglę do pewnej jaskini, gdzie znajduje się woda nieśmiertelności.

Aleksander poszedł więc w pieszą podróż z grupą swoich żołnierzy i po tych kilku dniach, gdy podane przez sadhu znaki wskazywały, że są już blisko celu cesarz zaczął się zastanawiać nad sensem podróży z poddanymi. Spojrzał wówczas na tych kilku żołnierzy, którzy z nim szli i pomyślał – „Jeżeli oni też się napiją z tego źródła? To jak będę sobie z nimi radzić?”

Przez całe życie radził sobie ze wszystkim zaszczepiając w ludziach strach przed śmiercią i w taki sposób osiągając swoje cele. Ale jeśli tych kliku żołnierzy wypije tę wodę i również staną się nieśmiertelni, wówczas może on stracić kontrolę… Powiedział więc do nich – „Zostańcie tutaj.”

Potem sam przebył ten ostatni etap podróży i znalazł wskazana przez jogi jaskinię, a w niej krystalicznie czyste źródło. Gdy zaczerpnął wody w dłonie i miał już się napić, usłyszał głos.

Podniósł głowę i zobaczył, że po drugiej stronie siedzi kruk i mówi do niego – „Czekaj! Spójrz na mnie. Napiłem się tej wody ileś milionów lat temu i teraz nie mogę umrzeć, więc po prostu siedzę tutaj bez końca. Wyobraź sobie, że jeśli staniesz się nieśmiertelny, nie możesz nawet popełnić samobójstwa. Czy chcesz mojego losu?”

Aleksander Wielki więc spojrzał na tę kałużę wody i na kruka i w końcu zrobił jedną inteligentną rzecz: nie napił się tej wody nieśmiertelności. To właśnie jest powód, dla którego tak naprawdę usunęliśmy jego trzecie imię.

To oczywiście dość specyficzna interpretacja tej historii, jednak Sadhguru przekazując ją w ten sposób wyraziście ujmuje jak bardzo niesłuszna jest postawa piewców zachodniego świata.

Aleksander vs Wschód wg Paramahansa Yoganandy

Jest kilka wersji tej historii, jak zawsze w opowieściach sprzed ponad tysiąca lat. Historia mająca swe źródło w części północnej Indii mówi jak to Aleksander starał się o audiencję u tego mędrca w stylu wielkiego formatu rozmówców, okazując szacunek we właściwy sposób. Wydaje się jednak mocno wątpliwe, by barbarzyńscy Europejczycy – wówczas Greccy – wiedzieli jak należy rozmawiać w cywilizowany sposób.

»  Zobacz spotkanie Zachodu ze Wschodem kilka tysięcy lat później: Vasco da Gama

Zgodnie z tą historią, Aleksander dowiedział się o wielkim i mądrym Yogi Dandamis z Taxila, który mieszkał głęboko w lesie. Wysłał więc do niego liczne wezwania, które ten zignorował. Aleksander, który potrafił wzbudzić strach w sercach i umysłach wielkich armii i królów, był zaintrygowany i zdesperowany, by spotkać tę istotę, która nie przywiązywała wagi do jego osoby. Wysłał więc posłańców z hojnymi prezentami i zaproszeniem na dyskurs na temat filozofii pomimo, że – jako uczeń Arystotelesa – doskonale wiedział, że wielkie istoty rzadko można zwabić prezentami lub zmusić. Dandamis grzecznie odmówił przyjęcia prezentów i zaproszenia.

Wówczas Aleksander wysłał posłańca Onesikritosa, ucznia helleńskiej szkoły Diogenesa, aby sprowadził indyjskiego nauczyciela Dandamisa, wielkiego sannjasina z Taxila.

„Witaj, o nauczycielu braminów!” – powiedział Onesikritos po odnalezieniu Dandamisa w jego leśnym ustroniu. – „Syn potężnego boga Zeusa, Aleksander, który jest suwerennym panem wszystkich ludzi prosi cię, byś poszedł do niego. Jeśli zastosujesz się, nagrodzi cię wielkimi darami, ale jeśli odmówisz, odetnie ci głowę!”

„Jestem również synem Zeusa, jeśli Aleksander jest nim” – odpowiedział mędrzec nie podnosząc nawet głowy z leżanki z liści. – „Nie chcę niczego, co należy do Aleksandra, ponieważ jestem zadowolony z tego co mam, podczas gdy widzę, że wędruje on ze swoimi ludźmi po morzu i lądzie bez żadnej korzyści i nigdy nie kończy swoich wędrówek. Aleksander nie jest bogiem, ponieważ musi posmakować śmierci. Jak taki jak on może być panem świata, skoro jeszcze nie zasiadł na tronie wewnętrznego, uniwersalnego panowania? Ani jeszcze nie zamieszkał w Hadesie, ani nie zna biegu słońca przez centralne rejony ziemi, podczas gdy narody na jej granicach nawet nie słyszały jego imienia!”

Wściekły z powodu lekceważenia ze strony nagiego mieszkańca lasu Aleksander postanowił sam udać się do Dandamisa. Wraz ze swoim marszałkiem i liczną świtą udał się więc w głąb lasu. Pomimo, że doświadczył potężnej aury otaczającej mędrca, Aleksander wpadł w furię, gdy ten nie wstał by go powitać.

„Jak śmiałeś odrzucić moje prezenty?” – zawołał Aleksander.
„Były umazane krwią” – odpowiedział Dandamis.

Nieustraszone przekonanie w głosie Dandamisa i prawda mrożąca krew w żyłach – mówiąca, że Aleksander próbował przekupić wielkiego mędrca podarkami skradzionymi pomordowanym – wstrząsnęły nim. Nie mógł pozwolić swoim ludziom na to, by usłyszeli wymianę zdań, na jaką się zanosiło, więc kazał im się oddalić.

Gdy już zostali sami, Aleksander zsiadł z konia, podszedł do siedzącego mędrca i groźnie stanął nad nim.

„Czy wiesz kim jestem?” – spytał.
„Myślę, że nawet ty nie wiesz, kim jesteś” – odpowiedział Dandamis. Aleksander poczuł się głęboko urażony. Wyciągnął miecz i zamachnął się nim, zatrzymując go tuż przed gardłem yogina.

„Jestem Aleksander, zdobywca świata” – krzyknął. – „Siedzisz na mojej ziemi, poddaj się albo cię zabiję!”

„Twoja ziemia?” – Dandamis zachichotał, przerywając mu. – „Ziemia nie należy do nikogo, cesarzu! Przed tobą byli tu inni, którzy twierdzili, że ta ziemia jest ich i po tobie też przyjdą inni, którzy powiedzą, że to jest ich. Całe stworzenie należy wyłącznie do Stwórcy, Aleksandrze. I nikt nie ma prawa niszczyć tego, czego nie stworzył. Masz krew na rękach, cesarzu! Możesz mieć tymczasowe roszczenia do ziemi, ale masz trwałe blizny na swojej duszy.”

„Cały świat jest mój, Dandamisie” – wykrzyknął Aleksander opuszczając już miecz. – „Historia zapamięta mnie jako najpotężniejszego króla! Moi ludzie giną za mnie!”

„Jaki płynie pożytek z twojej ambicji lub z ich pamięci, o królu? Każdego wieczoru topisz się w alkoholu, aby zapomnieć o swoich zbrodniach i grzechach. Ci mężczyźni, którzy cię otaczają, są tobą zmęczeni. Zobaczysz to, pewnego dnia zrezygnują z ciebie, właściwie bardzo szybko.”

Poza tym — kontynuował Dandamis — co zrobisz ze światem? Wszystko czego potrzebujesz to dwa metry. Dwa metry długości i dwa metry głębokości. Ostatecznie to wszystko, co będzie należeć do ciebie.

Aleksander schował miecz i długo siedział u stóp Dandamisa. Po dość długiej rozmowie pokorny Aleksander skłonił głowę przed Dandamisem i odszedł. Minęło zaledwie kilka miesięcy, gdy jego armia zbuntowała się, kładąc nagle kres jego kampanii w Indiach. Trzy lata później Aleksander zmarł w wieku trzydziestu trzech lat, gdy próbował wrócić do Grecji.

Powyższa wersja spotkania pochodzi z „Autobiography of a Yogi” Paramahansa Yogananda

W skrótowym, lecz nieco humorystycznym ujęciu Sadhguru maluje mit wielkich zdobywców o tępych umysłach uważających, że swoimi argumentami takimi jak miecz i szantaż – a współcześnie są to oczywiście pieniądze oraz różnego rodzaju dorobek wymyślonych pseudonaukowych bzdur – mogą osiągnąć wszystko co zechcą.

»  Inna historia wg Sadhguru: Poszerzona teoria ewolucji

Aleksander więc umarł, gdyż nie napił się wody z tamtego źródła; ale – zgodnie ze słowami Sadhguru mówiącego do ludzi rozumiejących kulturę Wschodu – wygląda na to że odrodził się w wielu miejscach…
jego potomkowie są równie wielcy i równie tępi podtrzymując swoją politykę agresywnej promocji wartości europejskich.

Sedno historii

W zasadzie ta historia, w której Sadhguru mówi o wyprawie Aleksandra jest krótką i przystępną lekcją na temat śmierci i tego jak powinniśmy ją postrzegać. Ze specyficznym dla siebie praktycznym podejściem Sadhguru mówi, jak niewygodne i szkodliwe byłoby nie umrzeć pewnego dnia, gdy przyjdzie ten moment. Nawet taki idiota jak Aleksander miał wystarczająco  inteligencji, by nie pić tej wody.

Tak więc chodzi tu o to, by żyć pełnią życia, zgodnie ze swym wewnętrznym impulsem, ale musisz umrzeć, kiedy nadejdzie czas. Bardzo ważne jest by zrozumieć, że joga nie dotyczy życia wiecznego, ale sensownego życia. Nie dotyczy posiadania WIĘCEJ NIŻ INNI, ale rozumienia siebie i życia w zgodzie ze światem;

…lub odwrotnie:
rozumienia świata i życia w zgodzie ze sobą 😀

Artykuły powiązane